L

Za biuletynem Woli i Bemowa “Nasza Nadzieja” Nr 7 z 1997.09.10.:

 Wywłaszczanie Narodu Polskiego

        Pod takim hasłem 3 lipca 1997 nasze Ogniwo zorganizowało otwarte spotkanie z Senatorem Stanisławem Ceberkiem i Redaktorem Janem Marszałkiem (atak Straży Miejskiej na członków Ogniwa, wieszających plakat o tym spotkaniu opisuje "Nasza Polska" nr 30 z 23.07.1997.). Przytaczamy charakterystyczne fragmenty wypowiedzi ze spotkania.

 Senator Stanisław Ceberek

        - Jesteśmy na terenie kościelnym. Stosownym więc przywitaniem jest: Pochwalony Jezus Chrystus!

        Jestem rodowitym Kurpiem i chłopem. Mieliśmy nadzieję, że po upadku komunizmu będziemy wolni, że będziemy mogli pracować i tworzyć. Ale tak nie jest. Zamiast budować, Ojczyznę zrujnowano. Próbuje się mi wmówić, że jestem nieprzystosowany do nowych wyzwań, ale Wasza obecność tutaj świadczy, że nie tylko ja tak myślę. Dobrze, że jest tak myślących coraz więcej. Wystarczy, aby w sercach Polaków zaiskrzyło, że jesteśmy narodem równym pośród innych narodów! Że nie potrzebujemy od innych się uczyć, a raczej wiele narodów powinno się uczyć od nas, jak przetrwać. Jak zwyciężyć dwóch lub trzech wrogów naraz. Potrafimy też się sami wyżywić, a nawet przez stulecia żywiliśmy znaczną cześć Europy. Teraz chce nam się wmówić, że jeżeli chcemy iść do Europy, to mamy się wyzbyć wszystkiego, co posiadamy. To tak, jak mielibyśmy iść do nieba. Ale jeżeli już wszystko przekażemy, to czy komuś jeszcze będziemy potrzebni? Jeżeli jakiś człowiek wyzbywa się swojego domu, swojego ogródka, swojego warsztatu pracy, to podejrzewamy, że coś z nim nie jest w porządku! Naszym obowiązkiem jest wtedy go upomnieć: - Z czego będziesz żył i utrzymywał dzieci?

        Zarzuca mi się, że jestem przeciwny prywatyzacji. Jestem za prywatyzacją, ale taką, która uwłaszcza prawowitych właścicieli majątku polskiego. Jestem przeciwko wydziedziczaniu Narodu Polskiego!

        Zarząd jednego z browarów na Śląsku, z najnowszą technologią i zyskiem rocznym 10%, był zachwycony, że znalazł kupca Niemca. My na Kurpiach prowadzimy spółdzielnię z zyskiem 0,2% i nie potrzebujemy żadnego inwestora! Ale przykład idzie z góry. Widziałem w Wałbrzyskim niekoszone łany zboża i rolników, którzy tłumaczyli, że wskutek polityki rządu nie mają paliwa. Czy taki rząd jest dobrym gospodarzem? Przecież najlepsza nawet armia, której przez trzy dni nie dostarczą pożywienia, rzuca broń i rozbiega się. Taka jest potęga Chleba! Jakoś nikt nie skojarzył, że wskutek tej polityki rząd musiał zakupić zboże z zagranicy, a deficyt handlowy osiągnął 13 mld dolarów. Pytam tych z browaru: - A skąd bierzecie jęczmień na piwo? - Utarło się, że z Niemiec. - A co z polskim? - ... - A chmiel? - Też nie z Polski. - Toż w Lubelskim produkują jeden z najlepszych na świecie, a chodzą obdarci!

        Ale polski rolnik, polski stoczniowiec musi umrzeć, musi stać się pożywieniem dla obcych. Pan minister Kaczmarek użalał się, że nie mógł namówić Niemców na zakup "Pafawagu", a dopiero, gdy podpisał zapewnienie, że rząd polski kupi od nich lokomotywy i wagony... Gdy się takie rzeczy słyszy i widzi, zaburzeniu ulega rytm pracy serca. Nie wolno mi nawet było dowiedzieć się, jakie to kwoty. - Przecież jak pan sprzeda "Pafawag" i stocznię prywatnemu inwestorowi, to mnie jako senatora nikt do tych zakładów nie wpuści!? - "Nie do mnie to pytanie". Ale przecież Gdańsk to nie tylko stocznia. To polska forteca. Największa. A tymczasem uznaje się za sukces, że Niemcy uznali wreszcie obrońców poczty z 1939 r., że nie byli polnische Banditen.

        Niemal zapomnieliśmy wagony "tyko dla Niemców", a już takie można spotkać w polskich pociągach międzynarodowych.

        Jest tak silne uderzenie w Polskę, że chwieje się psychika człowieka. Gdy zawalą Ci gospodarstwo, nie wiadomo, co wpierw ratować, czy dom, czy dobytek. Ale największą krzywdę zrobiliśmy młodym. Jeśli po skończeniu szkoły młody człowiek przez 2-3 lata nie podejmie pracy, to on już nigdy nie będzie pracował. Najgorszą rzeczą, jaką można człowiekowi zrobić, to odebrać mu możliwość tworzenia.

 Pytania z sali

        - Czy otrzymał Pan odpowiedź na swój list otwarty? Jest Pan z PSL. Dlaczego tak silna partia chłopska nie reaguje odpowiednio?
        - Odpowiedzi nie otrzymałem. Czy złodziej chce mówić głośno o swoich przestępstwach? Zostałem senatorem z listy PSL. Ale PSL okazało się nie taką organizacją, z którą ja się utożsamiałem. Zobowiązało swój klub do głosowania za ustawą o sprzedaży polskiej ziemi. Ponieważ odmówiłem, zagrozili wyrzuceniem z PSL. Toż to ja powinienem ich wyrzucić! Nałożyli karę. Nie zapłaciłem. Nastąpił więc rozbrat z moim stronnictwem. Nie jest tak, że wszyscy w PSL są źli. Ale ta karność w PSL oraz w innych partiach powoduje, że kluby parlamentarne stały się karnymi batalionami do walki z Narodem. Również "Solidarność" nie już tym jest związkiem, do którego należałem. Podsuwam tym ludziom mój list otwarty. Czy to z PSL, czy z SLD. Widzę, że chcieliby podpisać. - Ale ja się boję... Mam dzieci ...

        - Jak dotrzeć do świadomości Polskiego Narodu? Jest to sprawa bardzo pilna. Dlaczego tak późno Pan napisał list otwarty?
        - Do tej pory próbowałem tłumaczyć, upominałem. Ale to nie poskutkowało. Musiałem podnieść głos. Musiałem wreszcie krzyknąć. Trzeba czasem krzyknąć nawet na kogoś, kogo się kocha. Co ja mam powiedzieć na pytanie o radę? Narodzie, przestań się bać. Czego się boicie? Kogo? Jesteśmy u siebie w domu, w swojej Ojczyźnie! Wielu, którzy piastują najwyższe stanowiska w Polsce, także w parlamencie, nie są z tego Narodu! Oni powinni się bać za swoje czyny, a nie my! Zacytować tu trzeba słowa sławnego na świecie ojca Zenona z Niepokalanowa: "Narodzie Polski! Uwierz w siebie. Uwierz, że możesz dołączyć do narodów świata jako partner, nie jako służący!".

        - Co powinniśmy zrobić z posłem lub senatorem, który sprzeniewierzył się wyborcom i w parlamencie zachowuje się jak święta krowa?
        - Podkreślam to, co powtarzam od kilku lat: - Największymi zdrajcami to jesteśmy my - parlamentarzyści! Wystarczy zajrzeć do protokołów, co który powiedział, jak głosował i odwołać!

        - Targowiczanie zostali powieszeni dopiero w Powstaniu Kościuszkowskim, kiedy nie można już było uratować Polski. Czy obecnych parlamentarzystów dosięgnie ręka sprawiedliwości również za późno?
        - W konstytucji nie było zezwolenia na sprzedaż polskiego majątku przez parlament, ale że ma strzec mienia ogólnonarodowego. Cała więc dokonana prywatyzacja nawet w świetle konstytucji jest bezprawiem. Dlatego wszystkie parlamenty po "okrągłym stole" powinny być osądzone i oskarżone o zdradę stanu, a wyrok wykonany. Jeśli nie będzie kary, nie będzie miary.

        - Polscy patrioci są w rozterce, na kogo głosować. Która partia nie oszuka Narodu Polskiego?
        - Żadna z partii nie powiedziała, jak uzdrowić i uratować Ojczyznę! W jaki sposób zlikwidować bezrobocie. W jaki sposób rozdzielić między ludzi majątek narodowy. Ponieważ partie mają tylko swoje partykularne cele. Z niektórymi ludzie wiążą nadzieje, o ile nie przeważą i tam inne interesy. Uważam, że przegramy jeszcze te wybory. Ale Naród zaczyna dojrzewać. Musi dojść do tego, że każdy poseł złoży przysięgę i będzie sprawowana nad nim kontrola.

        - Jakie są szanse odebrania polskich zakładów z rąk obcego, pasożytniczego kapitału? Czy nie powinna powstać biała księga sprzedanych polskich fabryk z wykazem, ile na tym Polska straciła i kto jest za to odpowiedzialny?
        - Jest szansa. Są dwie podstawy: konstytucja, jak wspomniałem wyżej i druga, która zasadza się na zjednoczeniu Narodu. Jest nas w Polsce i na świecie ok. 60 milionów. Ci na emigracji i na wschodzie wiedzą, ile jest warta własna ziemia. Oni jeszcze bardziej niż w kraju myślą po polsku. Musimy odwołać się do nich. Musimy się zjednoczyć we wspólnym, jednakowym myśleniu. I zjednoczeni, musimy wyrzucić z polskiego Narodu zdrajców Ojczyzny!

        - Czy będzie Pan nowym Witosem?
        - To jest takie pytanie, na które nie powinno się odpowiadać. Ja myślę, że każdy jest Witosem, kto spełnia swój obowiązek wobec Ojczyzny i wobec swojej rodziny, która bardzo jest dziś pokrzywdzona. Chciałbym, aby wszyscy Polacy byli Witosami. Wtedy będzie Polska!

        - Podjęto decyzję o przyjęciu Polski do NATO. Oznacza to niemieckie garnizony w Polsce i niemieckie dowodzenie. Zarejestrowano Stowarzyszenie Narodowości Śląskiej. Czy to nie jest zdrada?
        - Ja nigdy nie służyłbym pod dowództwem niemieckim. Bo ja byłem niewolnikiem 4 lata. Pracowałem jako robotnik przymusowy, jako dziecko. Widziałem moich kolegów zabijanych. Ja nie mam urazu do narodu niemieckiego. Ale tamci mordowali i spalali w piecach własnoręcznie, a ci nowi stosują już inne metody. Powodują psychiczne zmiany doprowadzając ludzi do stanu, że sami siebie topią i wieszają, odbierają sobie życie. A morderca nawet go dokarmia zepsutymi sucharami, których w swojej ojczyźnie nie może sprzedać. Poza tym nie widzę potrzeby, aby polskie wojsko miało być pod obcą komendą. Polskie wojsko jest zdolne obronić swoje terytorium i dało tego dowód przez całe wieki. Nie może też być używane dla obcych celów, do nowej Samosierry i Haiti. Dlatego jestem przeciwko służbie żołnierzy polskich w NATO.

        - Jak obudzić młode pokolenie do myślenia o Ojczyźnie?
        - Nikt tu nie pomoże. Ja jestem chrześcijaninem, mam syna księdza. Ale dotyczy to wszystkich. Proszę Państwa! Musimy dać tym młodym ludziom wiarę! Często mówimy, że są źli. Ale tym ludziom trzeba dać pracę! Bo człowiek tak jest stworzony, że jeśli nie pracuje, jeśli nie tworzy, staje się podobnym do zwierzęcia. Człowiek pozbawiony pracy i wszelkiego źródła utrzymania nie będzie wiedział, co to jest Ojczyzna. Nie będzie jej bronił. Bo Ojczyzna to jest Ojcowizna. A on jej nie ma. Nikt, nawet Kościół nie naprawi tego, co myśmy im zrobili. Jeśli się nie da nadziei człowiekowi, nie da się podpory, to nie powstanie. My chcemy do Europy, ale nie na kolanach. Trudno będzie powstać, bo jeśli nawet się pracuje i za 4 miliony utrzymuje rodzinę, to trudno myśleć o polityce. To jest metoda. Ale myślę, że zwyciężymy. Że odbierzemy, i to bardzo szybko! Tylko nie dzielmy się, lecz łączmy!

        Dziękuję Państwu za spotkanie. Dziękuję, że mogłem spotkać się z ludźmi myślącymi o Polsce, bo teraz przebywam w takim otoczeniu, które już o niej nie myśli. Daliście mi siłę. I Wam życzę tej siły!

Redaktor Jan Marszałek

        W 1990 roku, pod wpływem sygnałów o rozkradaniu państwa, zacząłem zastanawiać się, dlaczego tak się dzieje. Do 1993 r. objechałem Ziemie Zachodnie. Byłem wstrząśnięty stopniem wykupywania ziemi przez Niemców, z reguły za pośrednictwem osób podstawionych. Zrobiłem analizę polskojęzycznych gazet, które nie różnią się od gadzinówek z okupacji hitlerowskiej ani sowieckiej po 1939 r. Te same cele. Jak najmniej historii, jak najwięcej szyderstw z Polaków. W sowieckiej strefie udokumentowałem ok. 17 tysięcy zdrajców i kolaborantów. To był szok. Zdałem sobie też sprawę, co stało się po 1944 r. Sprawę załatwia się hasłem, że była to komuna - PZPR. Ale okazało się, że to nie tylko oni. PZPR to tylko przykrywka. Bo rdzeń PZPR-u to Wszechzwiązkowa Komunistyczna Partia Bolszewików. Wokół zaś niego to najbardziej antypolska Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy. Później komunistyczne partie Białorusi, Francji, Niemiec. A PZPR krajowe i przedwojenne KPP gdzieś tam na końcu. W najważniejszych organach PPR i PZPR, według mojej analizy, do 1956 r. nie było nikogo z komunistów polskich, ale WKPB, KPZU, komunistyczne partie Białorusi, Francji (z Francji przyjechało po 1948 r. kilka tysięcy). I to jest klucz do zrozumienia wydarzeń, w tym wyrzucenia Gomułki, który nie chciał kołchozów.

        Powstaje więc pytanie, w jakim kraju żyjemy? Kim ja jestem, komu służę? Weźmy nazwisko Różański. Nie biorę pod uwagę narodowości, lecz co zrobił przeciwko Polsce. Już 18 września 1939 był specjalnym komando i wyłapywał polskich oficerów. Już w grudniu, jako NKWD, był na Brygidkach we Lwowie i tam za specjalne zasługi został skierowany do szkoły oficerskiej NKWD w Katyniu, Obóz II. I tam zdobył szlify oficerskie. Rodzi się pytanie, czy to nie on rozstrzeliwał Polaków? Odpowiedzi brak. Milczenie. Kim są ci, którzy decydują o Polsce? Oni ciągle działają w kapturach. Taki Bierut - pseudonim. Jeśli i dziś decydują o moich sprawach, ja mam prawo wiedzieć o nich wszystko, do dziesiątego pokolenia. Nie chodzi o jakiś rasizm. Lecz o podstawowe interesy tego społeczeństwa.

        Ja teraz rozumiem bunt Senatora Ceberka. Jako rolnik związany z ziemią, podniósł protest przeciwko grabieniu Polski. Zaczęto więc go izolować. Jego nazwisko w mediach nie jest w ogóle wymieniane, ani źle, ani dobrze. Oni się go boją.

        Dziś ci, co głosowali za wyprzedażą polskiej ziemi i fabryk, często już nie są nikomu potrzebni. Podchodzą do mnie z żalem, dlaczego nazwałem ich zdrajcami. Nikogo nie nazwałem. W swoich książkach zrobiłem zwyczajną analizę faktów. Musiałem to zrobić dla przyszłych pokoleń. Bo będą pytać, dlaczego upadł tak arcybogaty kraj jak Polska, z którego złodzieje i bandyci wyciągali corocznie 50 miliardów dolarów za granicę (co obliczył prof. Balcerek, i też zmarł).

        Pytam tych ludzi na Ziemiach Zachodnich, dlaczego sprzedali ziemię. - Bo ciężko z niej wyżyć, teraz się odpocznie -. Na odpoczynek, emerytury i bezrobocie wysyła się miliony ludzi. Bo człowiek w zakładzie pracy to siła społeczna, jest zagrożeniem dla przestępcy, a niepracujący jest nikim. Można nim dowolnie manipulować. 10 milionów emerytów! Które państwo to wytrzyma? Ale robi się to celowo i świadomie.

        Kiedy Marian Jurczyk relacjonował mi swoje wspomnienia do książki o latach 80-tych, jak przychodził Mazowiecki do obozu internowania i namawiał go do wyjazdu z kraju, przewinęła się galeria nazwisk, które łatwo skojarzyłem, że były te same, co w czasie terroru stalinowskiego, tyle, że dziś to są tamtych dzieci. I zastanowiłem się, czy tu nie mamy do czynienia z kolonizacją wewnętrzną Narodu Polskiego. Tworzy się pozory skłócenia polityków, oczywiście w sprawach drugorzędnych, bo w kwestiach strategicznych są jednomyślni. Taką kwestia zasadniczą, w której są zgodni, jest majątek narodowy, czyli własność. Ale własność to przecież tyle, co wolność. Chodzi więc o wywłaszczenie Narodu, czyli jego zniewolenie. Przejąłem dokument niemiecki, w którym na 1 września 1994 r. Niemcy przejęli 15 tysięcy podmiotów gospodarczych. Jest to 15 tysięcy gniazd germanizacyjnych. Oficjalne dane polskie podawały 4 tysiące. W czasie pokoju nie zabija się bronią. Niszczy się motywację do działania, niszczy inicjatywę. W czasie pokoju stosuje się triadę: zadłużyć Naród Polski - zubożyć Naród Polski - zniewolić Naród Polski.

        Więc dokumentuję. Współpraca z Senatorem Ceberkiem zaczęła się, kiedy zaskoczył mnie przyznaniem się, że minister Kaczmarek wykreślił jego wystąpienie z protokołu obrad Senatu. Jak to? Przecież minister nie ma prawa zabraniać senatorowi mówić! Ale w dokumentach senatu znalazłem potwierdzenie słów Senatora Ceberka. I on sam potwierdził to publicznie, autoryzował tekst w mojej książce. Bo wielu opowiada, ale pod słowem napisanym nie chce się podpisać, bo się boi. Każdy ma coś do stracenia. Ale w ten sposób wszyscy tracimy rzecz najważniejszą. Polska jest największym naszym majątkiem. Powiedziałem więc: - Panie Senatorze, nie możemy tego tak zostawić, bo okrzykną nas oszołomami, wariatami. Bo znam metody tej bandy faszystowsko-stalinowskiej (odpowiadam za swoje słowa).

        Zwróciłem się więc do osób historycznych, w tym do gen. Kamińskiego, dowódcy Batalionów Chłopskich. Czy o to walczyli? Odpowiedzi są jednoznaczne. Też umieściłem je w swojej książce.

        Ale też jeśli Niemcy tu przyjdą, wierzajcie mi, tych wszystkich zdrajców pierwszych wytną. Nie będą pytali, kto z prawicy, kto z lewicy. Oto przykład.

        Studiowałem, jak to się stało, że Rzeczypospolita, taka potęga XV-XVII wieku upadła w ciągu 100 lat. Okazuje się, że mechanizmy były te same. Wtedy najpotężniejszą organizacją był Związek Palmowy, którego znakiem był słonecznik, stylizowane słońce (podobne do logo Unii Wolności - przyp. Red.). Godło to nosiły sztandary króla Szwecji. A później przyszła kolej na wyniszczanie króla Sobieskiego, wszelkimi intrygami. Później przyszli Sasi. Dziś pokazuje się ich epokę jako wielki okres w dziejach Polski. A przecież było to preludium do rozbiorów. Już August II Mocny je przygotowywał i jego syn, ale był zbyt tchórzliwy. Dzieło ukończył Poniatowski, agent najpierw króla pruskiego Fryderyka II-go, później Francuzów i Anglików, z których masonami pojechał do Rosji i został agentem Katarzyny II, zresztą również z pruskiego domu Anhalt. Lóż masońskich, którymi posłużyli się zaborcy, było 2003! Ale co się z nimi stało po rozbiorach Polski? W pierwszej kolejności zostały zlikwidowane. Już nie były potrzebne, a pozostawały niewygodnym świadkiem. To samo stanie się z dzisiejszymi zdrajcami.

 

Od Redakcji: Los zdrajców-agentów jest zawsze taki sam: Lech Wałęsa TW"Bolek", gdy spełnił swoją rolę, został ujawniony w momencie, kiedy komuniści zdecydowali o swoim powrocie do władzy. Wraz z autorytetem Wałęsy, jego rękami pogrzebali mit "Solidarności" w spektaklu obalenia rządu wykonującego tzw. "czynności lustracyjne". Była to ostatnia, tym razem już nieświadoma usługa agenta - narzędzia komunistów. Zużyty jak ścierka, został wyrzucony na śmietnik historii.

Poprzednia stronaPełny ekran