L

SPOTKANIE “QUO VADIS SOLIDARNOŚĆ” – Anna Walentynowicz i Andrzej Gwiazda (29 sierpnia 1998 roku)

        Mówi organizator spotkania: – Miło mi Państwa powitać w imieniu Stowarzyszenia Patriotycznego Wola – Bemowo. Chcielibyśmy już razem powitać naszych dzisiejszych bohaterów dnia tj. p. Annę Walentynowicz i p. Andrzeja Gwiazdę. (Oklaski). Podziękujemy naszym miłym gościom z Gdańska, że zechcieli nam dzisiaj poświęcić czas, a jest to chwila wyjątkowo ważna, jest to 18. Rocznica powstania NSZZ “Solidarność”, na którą liczył cały Naród i praktycznie tak wielki ruch nie bardzo był znany w całym świecie, tak wielki ruch Narodu, jakim była NSZZ “Solidarność”. Z tym, że tak było w 80. roku. Potem było z nim coraz gorzej. A dziś, przynajmniej my to tak widzimy, że jest to najczystszej klasy zdrada.
        Czy tak będzie, czy takiej samej ocenie podlega to Państwa, Państwa ocenie czy Panów prelegentów, tego już nie wiem. Dzisiaj rozpoczniemy taką dyskusję, bo Solidarność była po to, żeby Polska była (nastąpiły długotrwałe zakłócenia i zapis jest nieczytelny). Potem zostali jak gdyby całkiem odsunięci. Lech Wałęsa, który czym skończył to Państwo sami wiecie. To nawet żadnego komentarza nie wymaga i chyba nie wymaga żadnego komentarza zachowanie obecnego przewodniczącego Mariana Krzaklewskiego.
        Rozpoczniemy nasze spotkanie odśpiewaniem pieśni. Proszę o rozdanie tekstu pieśni “Jak długo w sercach naszych”. Przywitamy jeszcze zespół radiowy “Jutrzenka” (Oklaski) oraz operatorów Telewizji RTL 7. A na zakończenie spotkania odśpiewamy kilka zwrotek “I Brygady”, pieśni, przy której zdobywano niepodległość w I wojnie światowej i tuż po niej, tzn. prawie praktycznie to też w wypadkach sierpniowych, w wojnie sierpniowej 20. roku, której też mamy teraz rocznicę, właśnie pod koniec września była operacja niemeńska tej wojny i ta pieśń się po prostu przyjęła w Polsce za pieśń, jako symbol niepodległości, nawet pretendowała do hymnu narodowego przed wojną, jako jedna z pięciu pieśni. Oczywiście pozostał Mazurek Dąbrowskiego tym hymnem.
        O intonację pieśni “Jak długo w sercach naszych” prosimy p. Czesława Kwiecińskiego, który nam będzie akompaniował przy tym śpiewie.
(Śpiew)
        Pytania prosimy zadawać na temat. Tytuł naszego spotkania brzmi: “Quo vadis Solidarność?” A więc dokąd ona w tej chwili idzie, gdzie miała iść, a gdzie idzie? I w związku z tym to jest nasz temat przewodni, i dobrze by było trzymać się mniej więcej takiego tematu.
Przekazuję głos, to kto z Państwa pierwszy będzie chciał?...
        Proszę Państwa, ci z Państwa, którzy nie mają gdzie siedzieć, bardzo proszę, tu jeszcze są miejsca zarezerwowane, ale bardzo proszę je zająć – jeśli kto z Państwa nie będzie miał miejsca siedzącego, i bardzo proszę kolegów ze służby porządkowej, żeby dbali o to, żeby w miarę możliwości wszyscy mieli gdzie siedzieć. Tak że to taka krótka uwaga porządkowa i już oddaję głos p. Annie Walentynowicz, bardzo proszę.
        “Dzień dobry Państwu! Serdecznie dziękuję za zaproszenie tutaj nas, tych, którzy zapoczątkowali Sierpień. Z okazji tej Rocznicy Sierpnia mówi się 18. Rocznica Sierpnia. Jest ciekawe pytanie: QUO VADIS SOLIDARNOŚĆ? Otóż ta Solidarność już nigdzie nie idzie. Solidarności dawno nie ma. Solidarność włożono do grobu, a jej sztandar splugawiono przez ludzi, którzy wpisali sobie rodowód Solidarności na polecenie Kiszczaka. To są ludzie niegodni zaufania, którzy wyrobili sobie to nazwisko, nazwisko, tzn. rodowód ten, byli bardzo aktywni, żeby zdobyć zaufanie, a w efekcie zniszczyli.
        Wałęsa już zapowiadał w czasie debaty z Miodowiczem, że będzie inna Solidarność. Nikt z nas wtedy nie zareagował na inną Solidarność, zapowiadaną inną Solidarność, bo cieszyliśmy się wszyscy, że Wałęsa wygrał, że Wałęsa rozłożył Miodowicza.
        Jak rozmawiałam z osobą, która ten program pilotowała w TV, powiedziała, kiedy Miodowicz znalazł się poza zasięgiem kamery, jak Piłat otrzepał ręce i powiedział: wykonałem zadanie!
        A, proszę Państwa, to był sprawdzian, to było badanie opinii publicznej – czy jeżeli by nie zapowiedziana inna Solidarność, czy ludzie zareagują? Czy będą bronić swoich ideałów, ideałów, które były tak wysoko postawione w Sierpniu ’ 80. Okazuje się, że nikt nie zareagował, bo zmylono nas, że Wałęsa zwyciężył. Wtedy bardzo forowano Wałęsę. On był potrzebny dla Wschodu i dla Zachodu, a głównie był potrzebny dla rządzących tutaj w kraju. No i proszę, osiągnął swój cel i mocodawcy jego też. Dzięki quorum był pierwszy niekomunistyczny premier, pierwszy tzw. solidarnościowy rząd, to było 35%, bo tyle Kiszczak dał dla Solidarności, i niestety byli to ludzie wszyscy zaufani Kiszczaka. Wszyscy agenci, do których myśmy mieli jednak zaufanie, bo był to Bujak, był to Borusewicz, był to ... pierwszy był Wałęsa zdrajca. I ci ludzie nas reprezentowali. A my bezgranicznie zaufaliśmy. A okazuje się, że nie wolno ufać. Nie wolno tym ludziom ufać tym bardziej, mówimy, no to właściwie nie ma autorytetu i nie ma komu ufać, nie ma prawa, ale jeżeli czujemy się (długotrwałe zakłócenia) My bezgranicznie ufamy tym, którzy nie zasługują na to zaufanie. (długotrwałe zakłócenia – czy to projekcja filmu, czy to hałasy uliczne?)
... wystąpić o odwołanie, o unieważnienie tego... (zakłócenia) – brak zapisu.
        Ja znowu zapytuję Andrzeja Gwiazdę, bo tam przychodzę, o Boże, nie ma kto już ratować przemysł? Solidarność splugawiona, Kościół zaatakowany. W tej chwili Balcerowicz zarzyna rolnictwo. Nieoficjalnie powiedział: polski rolnik musi paść, bo jest przeszkodą w wejściu do Unii Europejskiej. A Andrzej odpowiada: jeszcze jest Polska do uratowania. I od nas zależy, czy też Polskę będziemy mieli, swoją ojczyznę, czy też nie będziemy mieli.
        Jeżeli wejdziemy do Unii Europejskiej na takich warunkach, jak nam się przygotowuje, kiedy Kohl zabiega o to, żeby Polacy weszli do Unii, bo on chce zarządzać właśnie tą częścią Europy, a Zawiślak pisze, że bankamy będzie zarządzał właśnie Niemiec, Niemcy, bo oni są precyzyjniejsi, oni są dokładni, a jak bankamy to i gospodarką, a jak gospodarką to my nie będziemy mieli nic do gadania. Tak że jeszcze polecam właśnie tą książkę Zawiślaka » Integracja dla opornych« .
        Czy Państwo znacie wywiad Geremka w 1981 roku z Hanną Kracz? Hanna Kracz prowadziła wywiad. On tam mówi bardzo wyraźnie: nienawidzę Polaków, będą dla nas buty czyścić. Ja to mówię swoimi słowami. Hanna Kracz powiada: a skąd, panie profesorze, skąd pan weźmie ludzi? Solidarność będzie nam kijem naganiać tych ludzi! I proszę, czy tak już nie jest? Geremek kitował kandydatów na placówki zagraniczne dla ówczesnego ministra spraw zagranicznych Skubiszewskiego i Bartoszewskiego. Miernoty tam wybierano. Mierny, ale wierny. A w tej chwili, kiedy sam jest ministrem spraw zagranicznych, już nie musi nikogo przekonywać, sam ustawia, wycofał 800 osób z placówek dyplomatycznych, ludzi, którzy mieli, o poglądach takich patriotycznych.
        Jeżeli Weiss, czy jakiś tam inny, w każdym razie Żydzi wyrabiają harce na Żwirowisku, że przedtem wystąpili o wyrzucenie Karmelitanek, to jest zasługa takiego ministra, który dał im upoważnienie, ale sam jest z boku. Sprawa Krzyża jest w dobrych rękach, bo w rękach Kościoła. A jakie naciski robią? Pokazano w TV, kiedy był właśnie problem na Żwirowisku z Krzyżamy, nie wiem czy Państwo oglądaliście w telewizji Dachau? Bez komentarza. Ale pokazany był ten obóz: ład, porządek, jak w miejscu kaźni, w miejscu zbrodni, była kaplica, teraz jest kościół nie tylko krzyż, jest cerkiew, jest synagoga, są Karmelitanki, jest spokój, wszyscy modlą się na terenie Niemiec. Tam Żydzi nie protestują.
        Co się dzieje tutaj? Kto do tego upoważnił? Co jest tego przyczyną? W takiej sytuacji znalazł się Kościół. Jak z tego wybrnie? To są pytania, które może wspólnie poszukamy? Dziękuję”. (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Dziękujemy pani Annie Walentynowicz. Bardzo prosimy teraz o zabranie głosu p. Andrzeja Gwiazdę.
(Oklaski).

        Andrzej Gwiazda - Dzisiaj mija rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, które zostały podpisane w wyniku strajku, 18 lat temu. Komuniści przestraszyli się zbiorowego wystąpienia nie tyle Gdańska, bo zdecydowali się na rozmowy dopiero, gdy okazało się, że strajk ogarnia całą Polskę, że kolejne regiony, kolejne zakłady przystępują do strajku i że nasza strona rośnie w siłę, a oni słabną.
        Proszę Państwa, to było 18 lat temu. 54 lata temu w Warszawie ludność podjęła walkę z okupantem. Można powiedzieć, że tych dwóch wydarzeń nie da się porównać, bo tam szli ludzie na śmierć, za ojczyznę, a myśmy się narażali, no, na co? Na kilka miesięcy, na kilka lat więzienia, wyrzucenie z pracy, jakieś represje. To jest nieporównywalne. Ale, proszę Państwa, jest jedno, które łączy te wydarzenia. 54 lata temu Polacy oddawali życie za wolność, za innych, w 80. roku narażali się na znacznie mniejsze zagrożenie, ale też z myślą o innych.
        Dzisiaj wiemy, że strajki te były prowokowane, że byli przygotowani przywódcy. Wszystko mieli zapięte na ostatni guzik. I co się wydarzyło? Powstała solidarność. Zwyczajna międzyludzka solidarność, która ogarnęła cały kraj. Powstało wzajemne zaufanie i głębokie poczucie wspólnoty interesów. Świadomość, że obrona i realizacja tych interesów wymaga wielkiego wysiłku i wielkiego nakładu pracy. Wtedy, podejmując pracę dla wspólnego dobra - nikt nie zapytał - “za ile?” Każdy dawał z siebie tyle, ile mu dyktowało sumienie, ile mu dyktował obowiązek i nikt nie oglądał się - “czy ja czasem nie pracuję więcej od innych.” Związek zawodowy “Solidarność” był tylko wyrazicielem społecznej postawy. Był także gwarantem, że wszyscy będą się zachowywać solidarnie i że nikt, z wyjątkiem przewodniczącego, nie wykorzysta solidarnej postawy otoczenia dla egoistycznych celów. I to wystarczyło. Wobec takiej postawy cały system komunistyczny i, jak w tej chwili wiemy, nie tylko komunistyczny okazał się bezradny jak dziecko, mimo że całe władze “Solidarności”, wliczając doradców, były naszpikowane agentami bezpieki, świetnie przygotowanymi, korzystającymi z całego wielkiego zaplecza.
        Ja nie znam przypadku w historii, w którym spisek poniósł tak druzgocącą klęskę. Ta cała agentura okazała się bezradna tylko dlatego, że ludzie wystąpili solidarnie, byli świadomi tego, co chcą, świadomi metod, jakimi chcą to osiągnąć. I jeszcze jedno, wtedy Polacy odnosili się do siebie z wzajemnym szacunkiem, który krótko nazywa się demokracją. Szanowali poglądy innych, każdy był gotów wysłuchać poglądów współobywatela i na tej podstawie podjąć wspólną decyzję.
        Z tego wynika jedna nauka: w każdy nasz przyszły wysiłek, w każde ugrupowanie, zawsze się znajdzie ktoś, kto wsadzi swoich agentów. W pierwszej fazie agent zdobywa pozycję i w tej fazie jest, jeśli nie zrobił błędu - niemożliwy do rozpoznania. Wręcz przeciwnie, agenci bywają najbardziej energicznymi, najbardziej sprawnymi, najbardziej skutecznymi działaczami, bo na nich pracuje również cała organizacja agentury.
        Kiedy możemy agenta rozpracować? Kiedy on już zajmie wyznaczoną pozycję w Organizacji i dostaje rozkaz: zaczynasz teraz właściwą działalność!
        Jeżeli cofniemy się myślą wstecz, to zobaczymy, że ten moment jest widoczny jak na dłoni. I Polacy tego momentu nie potrafili uchwycić, że ta cała agentura, która latami udawała naszych rzetelnych reprezentantów, mówiła naszym językiem, których w związku z tym szanowaliśmy, mieliśmy do nich pełne zaufanie i gotowi byliśmy powierzyć im swoje losy, w pewnym momencie zaczęła wykonywać zadanie, do którego była przeznaczona. I niestety nie utraciła naszego zaufania.
        Ania mówiła o rolnikach. To jest doskonały przykład demaskujący kłamliwość neosolidarnościowej propagandy, ale nie jedyny. Od dziewięciu lat słyszymy w kółko: “wolny rynek, wolny rynek i niewidzialna ręka”.
        Wolny rynek to taki system, w którym wszystkie operacje gospodarcze zachodzą w drodze dobrowolnej umowy handlowej. Wolny rynek wyklucza przede wszystkim ingerencję administracji i polityki w sprawy gospodarki, w sprawy handlu.
        Dla wolnego rynku zgodziliśmy się na wyrzucanie z pracy, na odebranie oszczędności przy pomocy inflacji, na zniszczenie naszych warsztatów pracy.
        Dziś solidarnościowy premier posyła policje przeciwko rolnikom, którzy chcą sprzedać produkty swej pracy. Dzięki zdecydowanej postawie rolników, rząd został zmuszony do ujawnienia dotychczas tajnych “limitów” polskiej produkcji rolnej.
        Nie jest to nowy wynalazek. W 90 roku zarządy osiedli i spółdzielni mieszkaniowych wysyłały lokatorom zawiadomienia: “Zgodnie z zarządzeniem ministra finansów, nr ...podnosi się cenę ogrzewania i ciepłej wody.”
        Są to dowody, że na szczeblu krajowym nie ma wolnego rynku, lecz gospodarka nakazowa. Nie ma wolnego rynku na poziomie banków, skoro komercyjne, prywatne banki są dofinansowywane z budżetu, a więc bezpośrednio uzależnione od decyzji polityków.
        Terenem działania wolnego rynku mogą zatem być jedynie sklepiki, które walczą ze sobą o klienta. Ja też tak myślałem, dopóki pewien przedsiębiorczy Polak nie sprowadził na własną rękę trzech ciężarówek grapefruitów z Portugalii. Oferował je za pół obowiązującej ceny, lecz ani jeden sklep od niego nie kupił. Sklepikarze ze łzami w oczach za traconym zyskiem odpowiadali: Nie możemy nic kupić poza wyznaczoną hurtownią, bo bank cofnie nam kredyt.
        Mamy więc dowody na to, że w makroskali nasza gospodarka jest planowo - nakazowo oraz podejrzenia, że podobnie jest również w mikroskali.
        O ile mieliśmy do 80. roku wątpliwości, czy centralne plany dla Polski powstają rzeczywiście w Warszawie, to w tej chwili tej wątpliwości nie mamy, bo nikt nam nawet takich złudzeń nie stwarza. Centralny plan dla Polski jest opracowywany w Brukseli.
        Czy możemy na to coś poradzić? Uważam, że tak.
        Wystarczy tylko odrobina samodzielności i inteligencji. Weźmy jako przykład rok 93. Wtedy “rządy solidarnościowe” dały się już wszystkim we znaki. Już upadły nadzieje, że za pół roku posypie się deszcz dolarów. Wszyscy już wiedzieli, że ordynacja wyborcza została zaprojektowana tak, by nie dopuścić do władz nikogo spoza ekipy okrągłego stołu. Mimo to, w ostatnim zrywie społecznym do wyborów stanęło 56 partii. W tym najlepiej znana z komunistycznej przeszłości SLD oraz Unia, Liberałowie, PSL i ZChN - cztery partie, które boleśnie dały się poznać w czasie owych “solidarnościowych” rządów. Skutek ich rządów to bezrobocie, dwukrotny wzrost samobójstw i dwukrotny spadek przyrostu naturalnego. To ruina przemysłu i kolosalne zadłużenie.
        Mieliśmy więc do wyboru: 5 partii znanych z jak najgorszej strony i 51 partii, których nie znaliśmy wcale.
        Pies do końca życia zapamięta tego, kto go skrzywdził i nigdy mu nie zaufa. Gdybyśmy w 93 roku wykazali mądrość psa - to pięć powszechnie znanych partii nie powinno dostać ani jednego głosu. A ponieważ pozostałe partie były szerzej nie znane - głosy rozłożyłyby się równomiernie. Żadna z kandydujących list nie osiągnęłaby 5-cio procentowego progu. Można by zmienić ordynację wyborczą na taką, według której moglibyśmy wybrać “swój” sejm i ustanowić rząd, który realizowałby nasze interesy.
        J. Piłsudski powiedział, że Polacy pragną niepodległości, lecz chcieliby, aby niepodległość kosztowała 2 grosze i 2 krople krwi. A niepodległość to wielka rzecz i wymaga wielkich ofiar. Zgadzam się, jak zawsze, z Piłsudskim. Lecz bywają momenty, w których można osiągnąć wielkie rzeczy za cenę 2 groszy. Taki moment był w 89 roku, na mniejszą skalę w 93 r. Uczmy się na własnych błędach - taki moment może się jeszcze nie raz pojawić. Żebyśmy go znów nie przegapili.
        Proszę Państwa, Ania przypomniała – w 80. roku robotnicy przemysłowi strajkowali, zamiast lekarzy i nauczycieli. Dlaczego? Bo uważali, że te zawody strajkując naruszyłyby własną etykę. W tej chwili powszechnie się słyszy, że trudno dostać się do szpitala, trudno jest być leczonym bez łapówki, co w wielu przypadkach, powiedzmy sobie szczerze, jest prawdą.
        Teraz, zaproponujcie robotnikom tym, co jeszcze mają pracę, ażeby strajkowali za lekarzy!
        To jest ta różnica. To jest różnica między “Solidarnością”, a obecną “neosolidarnością”. Bo chociaż część przywódców nie obroni się przed zarzutem zdrady i oszustwa, to współwinni jesteśmy wszyscy. Robotnicy w fabrykach żądali wyrzucenia na bruk pracowników administracji, administracja opracowywała plany redukcji robotników. To było zbyt powszechne, by o tym zapomnieć.
        Może być usprawiedliwieniem, że nie znaliśmy wolnego rynku, nie znaliśmy kapitalizmu. Trudno nam było krytycznie ocenić to, co nam wmawiały różne michniki. A mówili tak: “Pierwszy milion trzeba ukraść. Polityka nie ma być uczciwa tylko skuteczna. Jeżeli chcesz więcej zarobić - musisz wyrzucić z pracy kolegę.”
        Cieszyliśmy się, że Mazowiecki sprzedaje nasze najlepsze fabryki, nasze warsztaty pracy, choć nie dostaliśmy za to ani grosza.
        To prawda, nie znaliśmy kapitalizmu. Nie znaliśmy wolnego rynku. Znaliśmy zasadę solidarności ustanowioną przez “Solidarność”. Znaliśmy dekalog. Lecz z głupiej chęci zysku i zasadę solidarności i dekalog wyrzuciliśmy na śmietnik. Proszę Państwa, to co nas spotkało, jest naprawdę zasłużoną karą. (Oklaski)
        Proszę Państwa, śpiewaliśmy tutaj o polskich grodach nad Wisłą. Jaki procent tych grodów jest jeszcze polskich? W Gdańsku podobno tylko 1/4. Członek Rady Miejskiej w zaufaniu mówił mi, że 3/4 terenów Gdańska jest wykupione przez Niemców - przeważnie przez podstawionych ludzi. To samo potwierdza Jurczyk. Podobnie jest w Toruniu, podobnie w Poznaniu, na Mazurach, nie wiem jak jest gdzie indziej.
        W książce, którą Ania cytowała przed chwilą, są cytaty niemieckich mężów stanu. “O panowaniu nad światem musimy myśleć w każdej chwili, mówić nigdy.” Nasze wejście do Wspólnoty Europejskiej narzuca rozwój techniki. Ale nie jest obojętne, jakie będzie to nasze wejście.
        Jeszcze w 89. roku, reanimując przemysł, który zbudowaliśmy pod dyktando komunistów, nasze wejście do Europy mogło być wejściem smoka. Pewien kongresmen z Kalifornii, który widać nie był dokładnie zorientowany z kim rozmawia, powiedział mi: “My chętnie poprzemy waszą niepodległość, ale co zrobić z waszym przemysłem, przy tym potencjale w ciągu dwóch lat zdestabilizujecie rynki światowe.”
        W Stanach ekonomiści oceniali, że nasz potencjał przemysłowy przy naszych płacach i kwalifikacjach pozwoli nam wejść z taką ilością towarów po tak niskich cenach, że po prostu wygramy w każdej konkurencji. Że nikt nie będzie się mógł nam przeciwstawić. W interesie zachodniego biznesu leżało złamanie polskiego przemysłu.
        Rozwiązane to zostało przy pomocy “planu Balcerowicza”. “Plan Balcerowicza” to zastosowany wspak zespół metod wyprowadzania gospodarki z kryzysu. Metody te opracował angielski ekonomista, finansista i polityk Keyns po wielkim kryzysie w latach 20-tych. Zastosowanie tych metod uchroniło świat przed następnymi kryzysami. Zastosowanie tych sprawdzonych metod odwrotnie - musiało doprowadzić do upadku każdą gospodarkę. Nie pomogło tu nawet poświęcenie tysięcy ludzi, pracujących miesiącami bez zapłaty, by ratować swe fabryki.
        Znalazłem w roczniku statystycznym takie dane, że jakkolwiek nigdy okrągły stół i jego uczestnicy nie cieszyli się ani odrobiną mojej sympatii, i trudno znajduję cenzuralne słowa, żeby ich określić, to proszę Państwa, włosy mi się na głowie zjeżyły.
        No, taki przykład: produkcja lekarstw spadła o 60 %, a produkcja elementów elektronicznych o 97 %. Wchodzimy w nowoczesność! W tym czasie, kiedy w Parlamencie Europejskim nie ma posiedzenia, żeby nie wybuchło kilka awantur, że rządy z budżetu dofinansowują swoje gałęzie przemysłu, aby miały dobrą pozycję przy wejściu do Unii Europejskiej, kiedy już ingerencja rządu w promowaniu własnej gospodarki będzie niemożliwa.
        W Polsce zrobiono wszystko, ażeby wejść do Unii z pozycją żebraka. Nie mamy żadnej szansy w tej chwili konkurowania na rynkach światowych, bo po pierwsze przemysł został zniszczony, a po drugie - nie jesteśmy już właścicielami tego, co pozostało. Stocznię Gdańską teraz kupuje Stocznia Gdyńska, a za Stocznią Gdyńską kryje się jakiś przedsiębiorca, którego nawet nie zapamiętałem, bo już nie miałem nawet czasu sprawdzać.
        W tym czasie kiedy pan Olechowski był ministrem i wyprzedawał polski przemysł, jednocześnie był doradcą ABB, płatnym doradcą ABB, na etacie. No i nie dziwmy się, że ABB przejęło te najlepsze zakłady elektrotechniczne.
        Nie chcę się już powtarzać. Znamy setki takich przykładów, każdy z nas zna dziesiątki przykładów, kiedy firmy zostały wykupione tylko dlatego, że były groźną konkurencją dla firm zagranicznych. Zostały wykupione, by zaprzestały produkcji. Jest to proces postępujący. Pytanie – jakie mamy szanse? Jakie mamy szanse, żeby się z tego wyrwać?
        Wydaje mi się, że jedyną szansą dla nas wszystkich, jest wrócić do tych ideałów, do tych zasad postępowania, jakie mieliśmy w Sierpniu. Wtedy wszystko było w rękach komuny, a myśmy mogli mieć tylko siebie nawzajem i tą pewność, że kolega nas nie opuści, nasze słowo, że nie opuścimy kolegów. W tej chwili, proszę Państwa, jesteśmy w sytuacji znacznie gorszej. Bo wtedy mieliśmy tytuł własności majątku narodowego w sensie prawa - komuniści tylko tym majątkiem zarządzali. W tej chwili już nie mamy tytułu własności. Odebranie tego majątku jest wątpliwe, wymagałoby to krwawego powstania.
        Proszę Państwa, co byłoby, gdyby polskie społeczeństwo zgodziło się, wróciło, stało się solidarne? Pozostałby problem wyłonienia ludzi, na których mamy głosować, których mamy wybrać jako reprezentantów? Bardzo często podaję taki przykład: gdyby wolne wybory ogłoszono w lipcu 80. roku, kogo byśmy wybrali? Proszę Państwa, wybralibyśmy komunistów, bo nikogo innego nie znaliśmy. Wybralibyśmy może Grabskiego, bo się Gierkowi sprzeciwił, może by się okazało, że tam któryś podpadł. Moglibyśmy szukać tylko w tym towarzystwie.
        A gdyby wolne wybory ogłoszono we wrześniu 80. roku? Kogo byśmy wybrali? Komitety Strajkowe, prawda? Oczywiste! 90 procentami głosów przeszły by Komitety Strajkowe. Miesiąc czasu, ale przez ten miesiąc Naród stworzył sytuację, w której wyłonili się nowi przywódcy. W tej chwili stoimy w takiej samej sytuacji, jak w lipcu roku 80. Znamy tylko zdrajców, sprzedawczyków, złodziei i oszustów. Tylko ci są na scenie. Musimy zrobić coś, żeby wyłonić ludzi, którzy są godni naszego zaufania. Bo nie wystarczą same wybory, jeżeli nie mamy zaufania do nikogo z kandydatów.
        I następny polski kompleks. W 92. roku byłem w Stanach i organizacje polonijne powiedziały tak: myśmy się już raz sparzyli, finansowaliśmy Wałęsę, finansowaliśmy innych, okazali się niegodni. My teraz już nikogo finansować nie będziemy.
        Pozostając przy finansach: jeszcze w stanie wojennym obecny wiceminister spraw wewnętrznych Borusewicz napisał w gdańskiej gazetce, organie regionu, że “Pytania o pieniądze są bezsensowne, dlatego że dobry polityk pieniądze po prostu ma.” Proszę Państwa, jeżeli polityk ma pieniądze, to znaczy, że już nas sprzedał. To znaczy, że już sprzedał nasze interesy. W Stanach jeden z dziennikarzy powiedział: “Ja nie rozumiem, albo się robi sztukę, albo się robi politykę, albo się robi pieniądze. To są rzeczy nawzajem się wykluczające.”
        Uczciwy polityk, zajmując się polityką, pieniędzy mieć nie może, bo jest zbyt zaangażowany w działalność polityczną i nie ma kiedy robić pieniędzy. Robienie pieniędzy jest pewnym zawodem. I tu już nie chodzi o umiejętności. Albo człowiek jest lekarzem, albo ma inny zawód, nie może być w tym samym czasie taksówkarzem.
        Jeśli polityk ma pieniądze na kosztowna kampanię, to znaczy, że je od kogoś dostał, a ponieważ pieniędzy biznesmen nigdy nie daje za darmo - powstaje pytanie: za co je dostał? Przeczytałem taką definicję: “Polityka jest to sztuka wyłudzania głosów od biednych, obiecując, że się będzie bronić ich interesów; i pieniędzy od bogatych, obiecując, że się tego robić nie będzie.” (Oklaski).
        Jest też inna definicja polityki. Definicja Jan Pawła II. (Ania, poprawisz). “Polityka jest to troska o wspólne dobro.” I, proszę Państwa, tu musimy wybierać. (Oklaski). W roku 89. wybraliśmy tę pierwszą definicję. A w zasadzie znacznie gorzej, dlatego że Kuroń publicznie powiedział: polityka nie może być uczciwa, polityka ma być skuteczna. To też się spotkało z powszechnym aplauzem. Skuteczna jest. Nieuczciwa jest. Wszystko się zgadza. Zgodnie z wyborem, zgodnie z akceptacją. Lecz polityka może być i powinna być troską o wspólne dobro. To tylko od nas zależy.
        W gdańskim szpitalu Akademii Medycznej, gdzie brakuje stale pieniędzy na badania i leczenie wykryto aferę - nie tylko personel szpitala telefonował po całym świecie na koszt chorych, ale jeszcze za niewielką łapówką każdy mógł sobie podzwonić!
        Proszę Państwa, to nie jest usprawiedliwieniem, że prezydent jest złodziej, że premier jest złodziej, nawet wszyscy ministrowie są złodziejami. To nie jest usprawiedliwieniem dla innych drobniejszych złodziei. Nie możemy dopuścić do sytuacji, kiedy większość będzie wybierać złodziei na czołowe stanowiska, ażeby używać tego jako usprawiedliwienia własnej kradzieży i własnej nieuczciwości. (Oklaski).
        Ale też nie dajmy się nabrać na znany zabieg socjotechniczny: “Najpierw wy sami się naprawcie, a dopiero wtedy możecie krytykować “górę”. Nie! W każdym społeczeństwie jest pewien procent złodziei, to rzecz normalna. Ale żadne społeczeństwo, jeśli chce przetrwać, nie może tolerować złodziei we władzach. Ja mówię “złodzieje”, a przecież ani prezydent ani nawet ministrowie nie chodzą z workiem po nocy i nie wyciągają nam pierścionków z komody. Pewnie należałoby mówić o korupcji, nadużywaniu władzy, itp. Lecz to nie obejmuje wszystkich rodzajów “czynienia zła”. W III RP mamy specyficzny rodzaj przestępstw - przestępstwa zgodne z “prawem”!
        “Nowelizacja” zmierzająca w tym kierunku rozpoczęła się pod osłoną czołgów Jaruzelskiego, w 82 roku. Pozwoliła ona wszystkim cieszącym się sympatią WRON-y, w majestacie “prawa” rozkradać narodowy majątek i bogacić się na kolosalnych nadużyciach, jakimi było zakładanie tzw. “spółek nomenklaturowych”. Do 89 r. “aparat” PZPR oraz jej “zbrojne ramię” zawłaszczyły tak dużą część majątku narodowego, ze Komitety przestały im być potrzebne, a korzyści z udziału we władzach zblakły wobec ich prywatnych bogactw.
        Aby oddalić zagrożenie “rozliczenia” tak nabytych majątków przez społeczeństwo, zawarto umowę “okrągłego stołu”. Stanowisko “neosolidarności” zwięźle i precyzyjnie określił Karol Modzelewski: “Przyjęliśmy niewdzięczną rolę ochrony rządu przed społeczeństwem.”
        Wściekła kampania propagandowej apoteozy nieuczciwości, zdrady i kradzieży służyła właśnie ochronie zawłaszczonego majątku. Polska prawica dołożyła do tej kampanii swoją cegiełkę “świętego prawa własności”. - Ukradłeś? - więc jesteś właścicielem - twoja własność jest święta!
        Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, gdzie nieuczciwość otrzymała intelektualne i filozoficzne uzasadnienie.
        Skutki tego będziemy cierpieć przez pokolenia.
        Niedawno spotkany kolega, inżynier wyznał z troską: “Wiesz, coraz bardziej wydaje mi się, że podstawowa zasada kapitalizmu, że pierwszy milion trzeba ukraść, nie jest słuszna.”
        Natomiast podstawową zasadą i nie tylko zasadą ale też powszechną praktyką kapitalizmu jest uczciwość. Uczciwość nie graniczy z przestępstwem. Między przestępstwem a uczciwością rozciąga się szeroka strefa nieuczciwości. Sąd ingeruje na wypadek przekroczenia granicy między nieuczciwością a przestępstwem. Granicę między uczciwością a nieuczciwością wyznacza społeczeństwo. Ta granica nie jest obwarowana żadnymi przepisami. W USA w powszechnym użyciu jest np. pojęcie “nieuczciwego zysku”. Na czym ono polega?
        Polak, inżynier elektronik opowiadał mi w Stanach: Już urządzenie było w toku produkcji i sprzedaży, gdy on wpadł na tzw. pomysł racjonalizatorski, czyli że pewien zespół tego urządzenia można zrobić lepiej i znacznie taniej. Więc poleciał do właściciela firmy i mu o tym powiedział. A ten ku jego zaskoczeniu mówi - Przyjdź za trzy dni, ja się zastanowię. I po trzech dniach mu powiedział - Nie, słuchaj, nie będziemy tego robić! – bo wtedy musielibyśmy obniżyć cenę, a to będzie miało zły wydźwięk rynkowy. Ale dlaczego musimy obniżyć cenę. Bo mielibyśmy nieuczciwy zysk. Sprzedawalibyśmy dużo drożej niż koszty produkcji. Zrobimy tak - skrócimy tę serię i z twoim pomysłem pójdzie urządzenie za znaczkiem A przy typie i już po niższej cenie.
        Proszę Państwa, pojęcie nieuczciwego zysku przynajmniej w Stanach jest pojęciem codziennym i ci, tzw. biznesmeni, którzy tego pojęcia nie używają lub nie czują, są z rynku eliminowani, bo tam z ludźmi, którzy idą na nieuczciwy zysk, interesów się nie robi. Znów wracam do tego - “No, mamy Dekalog, ale nieuczciwość w biznesie? - tak, jak najbardziej.” A nie jest obojętne kto w kapitalizmie jest kapitalistą. Kapitalizm i w Europie, szczególnie w Stanach powstawał nie z kradzieży pierwszego miliona, tylko np. Ford był entuzjastą samochodów, jeszcze w czasach kiedy były parowe i założył sobie warsztat, w którym te samochody naprawiał, a potem budował. I to się rozwinęło w fabrykę.
        Większość firm na Zachodzie pochodziła do niedawna z ciężkiej pracy i pomysłowości pokoleń. I rozwijała się z warsztatów, a nie z banków. Nie jest obojętne, kim są ludzie bogaci, gdyż służą dla reszty jako wzór, czy tego chcemy czy nie chcemy. Patrzy się na tych ludzi, którzy są jakoś bardziej widoczni, na których warto oko zatrzymać - to ludzie bogaci. I to, którzy ludzie, jacy ludzie zdobyli majątki wyznacza potem na dziesięciolecia losy Narodu. Oni są nie tylko wzorem, ale oni, proszę Panstwa, są od nas silniejsi o siłę swego pieniądza. Nie tylko mają jeden głos, ale bogaty człowiek może np. na własny koszt drukować gazetkę i wtedy mówi 100 czy 1000 gębami, a nie tylko jedną.
        Jeśli się patrzy na polską scenę interesów, to naprawdę na człowieka zimny pot występuje. Ja nie wiem, wydaje mi się, że każdemu mógłbym zaproponować dość wysoką sumę, żeby w krótkim czasie przedstawił jednego człowieka, który zrobił interes uczciwie w Polsce. Ja nie tracę nadziei, że tacy w Polsce są, ale są na zasadzie wyjątków. A czy są tacy, którzy zrobiliby ten interes uczciwie w sensie nie prawnym, lecz w sensie obywatelskim i społecznym? Uważam, że było to niemożliwe. Bo cała sfera finansowa została ustalona w ten sposób, że chcąc realizować interes indywidualny czy osoby, czy firmy, konieczne było naruszenie interesu narodowego. Czy pomysł sprzedawania polskich ogórków w Chicago, czy prowadzenie firmy w Polsce. Byłem przez jedną kadencję członkiem Rady Nadzorczej w firmie, w której pracuję (z wyboru załogi oczywiście) i stanęliśmy wobec dylematu: polska blacha z Nowej Huty była po 12 tysięcy za 1 metr kwadratowy, blacha austriacka była po 8 tysięcy za 1 metr kwadratowy, co mieliśmy zrobić? Byliśmy na głębokim deficycie, 47 miliardów długów, w każdej chwili sąd mógł ogłosić naszą upadłość. Czy ratować Nową Hutę? Narażać się na upadłość, czy też powiedzieć: niech każdy pilnuje swego, i kupić blachę austriacką? Powiem Państwu, kupiliśmy austriacką. Ale ta historia ma jeszcze dalszy ciąg.
        Otóż, proszę Państwa, my mamy węgiel, Austria kupuje węgiel u nas, rudy nie mamy ani my, ani Austria i kupujemy w tym samym miejscu. Hutnik austriacki zarabiał wtedy dokładnie 10 razy tyle co polski, blacha austriacka była o 33 % tańsza od polskiej. Potraficie rozwiązać te zagadkę?
        Solidarność ’ 80 w Nowej Hucie zrobiła strajk. Wtedy przyjechał pijany szef Solidarności i chyba niezbyt lepszy dyrektor i wyznali jakie są podatki. Okazało się, że podatek, który płaci tylko Nowa Huta wystarcza na utrzymanie połowy nauczycieli w Polsce! Jeden hutnik utrzymywał 15 nauczycieli!
        Wszystkie firmy były na deficycie, wszystkie firmy były w długach, wszystkie firmy były zagrożone upadłością i gdyby prawo było respektowane, sąd powinien z urzędu ogłosić upadłość praktycznie wszystkich firm w Polsce i do tego ceny, podatki i kurs dolara zostały ustawione w ten sposób, że wyroby zagraniczne były tańsze niż polskie.
        Jeżeli się chciało ratować tych bliższych, bezpośrednich kolegów, to trzeba było skazać na bezrobocie hutników. I nawzajem. Nie potrafiliśmy się przeciwstawić i nie przeciwstawiliśmy się.
        Proszę Państwa, ja będę kończył. Chciałbym, proszę Państwa, chciałbym bardzo podać receptę, co mamy zrobić? Niw widzę innego sposobu, jak wrócić do tej idei, którą sprawdziliśmy w 80. roku, do tej świadomości, że jesteśmy jednym Narodem i jednym społeczeństwem i, że mamy wspólne interesy i mamy ten pewnik, że kłócąc się między sobą dajemy otwartą drogę tym, którzy chcą zrobić na wszystkich kłócących się interesy. Czy nam się uda, nie wiem. Czas ucieka, z każdym dniem jest to coraz bardziej trudne. Nie wiem, czy dożyję tego, że Polska, że Polacy się otrząsną, że potrafią swoje państwo budować, że potrafią zająć to miejsce na świecie, jakie im się należy.
        W najgorszym przypadku pozostaje nam jeden obowiązek. Obowiązek przekazania potomnym prawdziwego obrazu “Solidarności”. Obrazu z 80 roku i ze stanu wojennego. Bez testamentu Powstania Warszawskiego, testamentu walk partyzanckich, walki AK nie byłoby kolejnych zrywów wolnościowych, nie byłoby “Solidarności”.
        Przecież ci, co tworzyli “Solidarność” wychowali się na legendzie Powstania. Gdy pierwszy raz przyjechałem do Warszawy, okazało się, że to nie wujek mnie, ale ja prowadziłem wujka po terenach walk. Z literatury, z opowiadań znałem w szczegółach rozmieszczenie oddziałów, stanowisk ogniowych, podziemne przejścia powstania, gdzie kto zginął. Bo ja i moi koledzy jeszcze w powszechnej szkole, myśmy tym żyli, myśmy to sobie opowiadali, to był normalny, codzienny temat rozmów. Bez tego - na pewno byłbym innym człowiekiem.
        Niezależnie, czy teraz uda się nam uratować Polskę, nie dajmy pogrzebać pamięci o tym niestety krótkim okresie, kiedy Polacy byli naprawdę wspaniałym Narodem. Kiedy rzetelnie zasłużyli sobie na podziw całego świata. A także na wściekłość wielu możnych tego świata.
        Powstanie Warszawskie to wspaniały przykład bohaterstwa, odwagi wojskowej i talentu wojskowego Polaków. “Solidarność” to wspaniały przykład odwagi cywilnej, a także naszego talentu organizacyjnego, samorzutnej dyscypliny, odpowiedzialności i uczciwości. To przykład tych cech, które są potrzebne po zwycięstwie militarnym. Cech, które pozwalają stworzyć dobrze rządzone Państwo. Nie pozwólmy wymazać z pamięci tych cech “Solidarności”. Nie pozwólmy, by młodym słowo “Solidarność” kojarzyło się z oszustwem i zdradą 89 roku, a może dojdziemy do tej kondycji, która pozwoli nam zająć to miejsce, które wg mnie powinna Polska i Polacy zająć. Dziękuję!” (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Bardzo dziękujemy panu Andrzejowi Gwieździe za wykład. W tej chwili podam kilka ogłoszeń. Bardzo bym prosiła o wysłuchanie i zaraz przejdziemy do pytań, a pytań jest mnóstwo. I mam nadzieję, że wynikiem dzisiejszego spotkania będzie, proszę Państwa, List Otwarty czy Rezolucja, która, zresztą tak, jak się to dzieje po każdym spotkaniu organizowanym przez nasze Stowarzyszenie, te Rezolucje wysyłamy zawsze do Sejmu, Senatu, do p. Krzaklewskiego, i także do prasy i do mediów. Niestety, tak się dzieje, że nawet tzw. prasa prawicowa nie zawsze chce je drukować. Myślę, że po dzisiejszym spotkaniu taki List Otwarty do p. Krzaklewskiego oraz władz Solidarności wyślemy i że po prostu stworzymy go tutaj dzisiaj wspólnie.
        Poza tym chciałam ogłosić, że dzisiejsze Sympozjum zostanie wyemitowane przez Radio AK “Jutrzenka” w najbliższy poniedziałek, tzn. 31 sierpnia o godz. 11. na fali 98,1 MH. Może jeszcze powtórzę, w najbliższy poniedziałek godz. 11. 98,1 UKF. To przedstawi p. dr Cielecki, jest przedstawicielem właśnie Radia “Jutrzenka” i on nam tę informację tutaj podał. Telefon do Radia “Jutrzenka”, pytaliście Państwo przed spotkaniem, 643-10-40. Poza tym chciałam Państwu ogłosić, że po spotkaniu tam przy wejściu, przy stole z prawej strony bedą zbierane podpisy na rejestrację Ruchu Ratowania Narodu Polskiego p. Kazimierza Świtonia. Te podpisy nasze Stowarzyszenie zbiera już od czerwca, tzn. od spotkania z p. Kazimierzem Świtoniem, które miało miejsce na Karolkowej. Tak że, prosimy Państwa, tych, którzy mają dowody osobiste, o złożenie tam podpisu. I, także jak zwykle na każdym naszym spotkaniu, prowadzimy kwestę na pokrycie kosztów organizacji, wynajęcia sali oraz kosztów organizacji spotkania, i bardzo dziękujemy, jeśli Państwo zechcą nas wspomóc w tych sprawach.
        Przechodząc wobec tego do pytań. Przepraszam, jeszcze wspomniałam o bardzo ważnej rzeczy, mianowicie nasze Stowarzyszenie prowadzi Punkt Koncentracji Świadectw Udziałowych NFI prof. Bieli. To jest Fundusz Św. Jerzego, nagłaśnianego właśnie przez Radio Maryja. W tej chwili jedyny punkt w Warszawie to jest prowadzony właśnie przez nasze Stowarzyszenie, on się mieści przy ul. Żytniej 83 m. 1. Plakat wisi przy wyjściu, poza tym nasze wizytówki są rozdawane przy stoiskach z książkami. Jeśli Państwo zapomnicie adres, to przy stoisku można otrzymać naszą wizytówkę z adresem, z telefonem. Dyżury są codziennie. Natomiast Punkt Koncentracji jest prowadzony tylko we wtorki i w soboty, jeśli ktoś z Państwa posiada świadectwa udziałowe i chciałby je do tego Funduszu złożyć, to zapraszamy we wtorki i soboty w godz. 15 – 18. Ponadto 9 września będzie manifestacja w Warszawie zorganizowana przez prof. Bielę oraz Obywatelskie Stowarzyszenie Uwłaszczeniowe dotyczące, właśnie protestujące przeciwko temu, że w Polsce nie przeprowadza się uwłaszczenia Narodu Polskiego. Co zresztą w programie miał AWS i dzięki czemu ci posłowie weszli właśnie do Sejmu. W tej chwili odeszli od tego programu, bo realizują konkretnie program Unii Wolności, a nie program dla Polski. Więc manifestacja odbędzie się 9 września o godz. 11., w Kościele Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim rozpocznie się Mszą Św. Przemarsz, ale nie w postaci demonstracji, tylko małymi grupkami, bo prof. Biela nie załatwiał pozwolenia na manifestację. Tylko małymi grupkami, możliwie z transparentami pod Sejm, tam będzie rozmowa z przywódcami rządowymi i parlamentarnymi, o ile oni zechcą wyjść, i potem jeszcze mała pikieta oraz konferencja prasowa wewnątrz gmachu Sejmu, gdzie wejdą tylko zaproszeni, tzn. głównie Zarządy i eksperci z Obywatelskich Stowarzyszeń Uwłaszczeniowych. Nasze Stowarzyszenie zwane Stowarzyszeniem Patriotycznym Wola – Bemowo też jest przez prof. Bielę zaliczane na takich samych prawach jak i wszystkie inne.
        W tej chwili już przejdziemy do pytań i może pierwszych kilka pytań, ponieważ jest ich dużo, ja będę czytała po, po, będę po prostu łączyła te pytania, które są, dotyczą jednego tematu. Tak więc do p. Anny Walentynowicz.
        – Jeżeli wiedziała pani o tym, że Wałęsa był agentem i został przerzucony od strony portu przez wojsko, dlaczego nie zareagowała Stocznia na to, na to, że jest zdrajcą? Tu jest jeszcze kilka pytań dotyczących Wałęsy, jak Państwo czują, że Wałęsa nie podlega krytyce w audycjach Radia Maryja?
        Następnie, co sądzicie Państwo o dzisiejszej uroczystości w Stoczni Gdańskiej, kto tam jest i czy Was tam zaproszono?
        To może na razie tyle.
        P. Anna Walentynowicz: “ Proszę Państwa, to, że Wałęsa był agentem, to ja się dowiedziałam troszkę później, ale do Wałęsy miałam pretensje, że zakończył trzeciego dnia strajk i od tej pory od 16 sierpnia 1980 r. trwa mój bój z Wałęsą. (Oklaski). Dlaczego Państwo nie słyszeliście o tym? bo któż to miał nagłośnić? Już 16 grudnia 80 roku za moją postawę nie dopuszczono mnie do uroczystości poświęcenia Pomnika. Nie dopuścili mnie ci sami stoczniowcy na polecenie Wałęsy, którzy zorganizowali przed Wałęsą strajk w mojej obronie. Wałęsa spotykał się, o czym dowiedziałam się dopiero w stanie wojennym, spotykał się w czasie strajku z gen. Pożogą. Generał, który był winien śmierci ludzi na Wybrzeżu. On dostał od Pożogi zakończenie, w ogóle niedopuszczenia do strajku. A jak już powstał, to zakończyć trzeciego dnia. I wszystko cudownie się działo. Zakończył strajk. I teraz niepoprawna kobieta z drugą młodą pielęgniarką, Aliną Pieńkowską, odbudowała strajk, który Wałęsa zakończył. Wtedy prosił, pozwólcie mnie, żebym ja prowadził strajk.
        Jest uroczystość poświęcenia Pomnika. Ja na dwa dni przed uroczystością dowiaduję się, że budujemy Pomnik Poległym Stoczniowcom, a poświęcony ma być Pojednania Narodowego. Nie dopuściłam do zmiany nazwy, obroniłam nazwę, ale cenę płacę do dzisiaj. Były zamknięte przede mną media, zamknięte było nawet dojście do Komunii Św. w czasie Mszy Św. podczas poświęcenia Pomnika. I co miałam więcej zrobić?
        Kiedy napisałam do Wałęsy list – bardzo ciężki kaliber oskarżeń, liczyłam na to, że wyborcy zareagują, byłam przygotowana nawet, że mnie wsadzą do więzienia, bo wiadomo jakie są Sądy i na czyich usługach jest Prokuratura i Sądy. I okazuje się, że nikt nie zareagował. Odczytano list w Tarnowie, wiedzieli, w TV pokazano, a Wałęsa powiedział: jest to kobieta niezrównoważona psychicznie; jest mi jej żal, więc nie będę się sądził. A dlaczego nie zrezygnował z listy? Dlaczego myśmy nie zażądali, skoro nie usprawiedliwił się z tak ciężkich oskarżeń i obciążeń. Nie zrezygnował sam, myśmy nie zażądali, żeby go skreślić. Jeśli nie można było skreślić, dlaczego poszliśmy wybierać między przeciwnikiem a zdrajcą? I co mogłam więcej zrobić? Dzisiejsza uroczystość, czy nas nie zaproszono? Otóż zaproszono, mam program, zaproszenia, konferencja (koniec taśmy)
... posła AWS Jana Pulaka(?), który w 84 roku zrobił WUML. 84 rok, tj. zamordowanie Ks. Popiełuszki. Jesteśmy w posiadaniu jego świadectwa: propaganda – bardzo dobry, religioznawstwo – bardzo dobry, no i w ogóle... I dzisiaj on będzie... a Krzaklewski gdzie był jak było podpisywane Porozumienie? On ma dzisiaj referat na temat podpisanego Porozumienia w Gdańsku, Szczecinie i w Jastrzębiu. Uwiarygadnia tym organizację, tą uroczystość, tzn. honorowy patronat prowadzi Ks. Bp Gocłowski, tzn. Arcybiskup Gocłowski, marszałek Sejmu Płażyński Maciej, oczywiście Marian Krzaklewski i gdański wojewoda Sowiński.
        Stoczniowcy postanowili, ponieważ dzisiaj jest dzień wolny od pracy, nie wiem na ile będzie to realne i czy w ogóle będzie to, postanowili ubrać się w kombinezony i nie dopuścić na terenie Stoczni, nie wpuścić tych panów do sali. (Oklaski). Natomiast do mnie zadzwonił w piątek p. Bolesław Hutyra (?), kapitan chyba żeglugi gdańskiej, nie, żeglugi w każdym razie, żeglugi miejskiej; o, on był w Komitecie Obrony Stoczni, zadzwonił do mnie i powiedział: Pani Anno, wziąć swoich ludzi z materacami, z jedzeniem w siateczkach i pikietować pod bramą na Rocznicę Sierpnia.
        Ja mówię – ja nie mam swoich ludzi. W jakim celu? Na co mi odpowiada – bo jesteśmy zdradzeni, musimy bronić Stoczni, ja mam pieniądze, ja mam zamówienie, będziemy bronić Stoczni! Ja zapytałam, skąd ma pieniądze? Usłyszałam – nie będę się tłumaczył przez telefon. nie ma ważniejszej sprawy jak pikietowanie przed Stocznią. Powiedziałam – a pan jeszcze w styczniu śpiewał nam Kołysankę, usypiał nas do snu w sprawie Stoczni: kochani, jak dobrze, Stocznia jeszcze istnieje, cieszę się ze spotkania.
        Opłatkowe spotkanie to było emerytów w sali BHP Stoczni Gdańskiej. Dzisiaj, kiedy już podpisane Porozumienie Sprzedaży, pan Hutyra mówi, że trzeba bronić. Ode mnie zależy czy Stocznia będzie czy jej nie będzie? Jakaż ogromna odpowiedzialność! A ja nie miałam prawa wstępu do Stoczni od 91. roku, jak skończyłam pracę.
        Okazuje się, okazuje się, że pan Wałęsa przy bramie nr 2, przy Pomniku jest taki między jedną a drugą bramą wejściową i wjazdową jest taki baraczek, tam jest biuro przyjęć na 1 piętrze – pan Wałęsa utworzył tam swoją, Sztab swojej kampanii wyborczej. I to on zażądał, żeby ludzie pikietowali przed Stocznią.
        Czyli, znając decyzję Buzka, który apelował do wojewodów, aby uaktywnili policję przeciwko rolnikom, nas pikietujących chcieli wystawić jak, może to trochę ironizuję, na mięso armatnie. bo Wałęsa chce tutaj być dobry. Dlaczego Wałęsa nie występuje sam? On chce bronić Stoczni. Za zgodą Wałęsy Stocznię przekupiono, sprzedano, odkupiono. To Solidarność, Komisja Zakładowa Stoczni Gdańskiej w osobie Borowczaka, który był w Radzie Nadzorczej, sprzedawali Stocznię. To Borowczak, przewodniczący Solidarności Zakładowej, powiedział w 89. roku, kiedy ja ubiegałam się na rok czasu do pracy, ponieważ nie mogłam swojej emerytury naliczyć jakoś, emerytury, bo moje dokumenty zostały zniszczone, takie zaświadczenie przedstawiłam dla ZUS-u i ZUS mi poradził: jedyna rzecz, zawiesić tę rentę inwalidzką i popracować 4 kwartały.
        Kadry odmówiły. Złożyłam pismo do Komisji Zakładowej. Nie mam do dziś odpowiedzi, ale przewodniczący Borowczak udzielił wywiadu dla prasy – Głosu Wybrzeża. Cytuję: Co ta stara Walentynowicz szuka w Stoczni, przecież Stocznia jest w likwidacji. Po przeczytaniu tego wywiadu zadzwoniłam do niego i powiedziałam: człowieku, dla starej Walentynowicz wystarczy tylko rok. Przez rok czasu jeszcze nie sprzedacie, nie zlikwidujecie Stoczni, a ty, młody człowieku, musisz szukać sobie pracy w zakładzie z lepszą perspektywą.
        Czyli, proszę Państwa, 89 rok Solidarność już cały czas robiła wszystko, żeby Stocznię sprzedać. I co, sprzedali.
        Radio Maryja, byłam w Radio Maryja, rozmawiałam z ojcem Mikrutem, z ojcem Sojką, tzn. rozmawiałam w Gdańsku, wysłałam niewiele dokumentów, wreszcie któregoś dnia pojechałam do Radia Maryja, to nie chodziło o to, żeby na antenie zaistnieć, chciałam rozmawić z nimy, dostarczyłam nasz Apel, naszą Rezolucję, tą, którą w tej chwili dla Państwa dałam z 95. roku, z II Sympozjum. Ojcowie nie zrobili użytku, natomiast co robi Wałęsa? Słucham Radia Maryja, Rozmowy Niedokończonej, ktoś mówi: Czym się Radio Maryja naraziło panu Wałęsie, że on tak krytykuje? Ojciec Rydzyk prowadził wtedy tę rozmowę i powiedział: Nie wiem, nie wiem o co chodzi, ale przy okazji pozdrawiam pana Prezydenta.
        Nazajutrz rano jest powtórzenie Rozmów Niedokończonych i ojciec Rydzyk mówi, że pan Wałęsa przyjechał do Torunia i chciał zrobić sobie propagandę swojej partii w Radio Maryja. A przecież tu są plany, są grafiki, nieraz 3 miesiące się czeka, bo są jakieś plany.
        Na tym się skończyło.
        Dostałam z Oslo Kronikę, to jest polskojęzyczne pismo, które tam Polacy wydają i jest tam taka wypowiedź: Pan Wałęsa. Wypowiedź pana Wałęsy w Bonn: że Radio Maryja, jeśli się nie poprawi, to ja założę swoje Radio, bo cóż, jeśli do Radia Maryja takich jak ja nie zaprasza się.
        Więc może tyle na temat Radia Maryja i pana Wałęsy”.
        Głos zabiera ktoś z sali: “Ten pan kapitan, który mówił, że ma pieniądze na Stocznię, w styczniu, to było to, że było spotkanie, proszę pana, Krzaklewskiego, Rydzyka, Natali, ojca Tadeusza. I Rydzyk, już byli wtedy wszyscy wyrzuceni, wszyscy wyrzuceni pracownicy. I Rydzyk sobie... Tak, ojciec Tadeusz nie mógł sobie tego darować, ja to słuchałam, a on mówi – jak to. On mówi, no to wtedy Krzaklewski ...”
        Służba porządkowa zwraca uwagę: prosimy o skracanie tego...
        Mimo uwagi wypowiedź jest kontynuowana: “że my zrobimy wtedy zbiórkę tych, no tych, cegiełek. I wtedy Rydzyk powiedział: ja już daje konto, już daję konto na zbiórkę. Całą noc to słuchałam: już daję na zbiórkę, prawda, konto otwieram. Później już było od razu, że na Stocznię. I są pieniądze ze zbiórki z całego świata. I o tym pani powinna wiedzieć. On ratuje Stocznię, on, nie pani. Pani miejsce powinno być dzisiaj tam...” (wypowiedź się urywa pod naciskiem służby porządkowej). (Oklaski).

        Andrzej Gwiazda: Proszę Państwa, tutaj trzeba zdawać sobie sprawę, o jakich sumach się mówi. Wszystkie pieniądze ze zbiórek społecznych to śmieszne grosze w porównaniu z długami Stoczni. Proszę Państwa, popatrzcie trzeźwo na sprawę. Mława zebrała miliard złotych. To była pensja Borowczaka za 9 miesięcy. Na pensję przewodniczącego Solidarności za 9 miesięcy cała Mława składała się. Gdy pytałem ludzi, którzy mogą wiedzieć, i prawdopodobnie wiedzieli o długach Stoczni, to przy 7 bilionach złotych parskali śmiechem. A więc nie mówmy o żadnych pieniądzach, bo nie ma takich pieniędzy w Polsce ani ojciec Rydzyk, ani tym bardziej kapitan żeglugi wielkiej. Nie ośmieszajmy się. Jeżeli będzie decyzja, będzie to decyzja polityczna, natomiast nie finansowa Na to, żeby na czysto finansowych zasadach wykupić Stocznię Gdańską - nikt nie ma takich pieniędzy.
        Ojciec Rydzyk mówi, że nazbierał świadectw udziałowych. Kto je teraz kupi? Ludzie, odrobinę rozsądku! To wszystko można policzyć. Tu na kartce było pytanie do pani Ani: Czemu nie powiedziała, jeśli wiedziała, że Wałęsę przywieźli motorówką?
        No to zobaczcie, co można w Polsce powiedzieć? Czy w Polsce można powiedzieć prawdę? Proszę Państwa, można Stocznię uratować, ale politycznie, a nie finansowo. Nie ma takiego prawa handlowego, które pozwoliłoby, abyście Państwo wzięli 10 zł i poszli kupić cały Supermarket.
        Pani Anna Walentynowicz: “ Czy była pani w Stoczni, czy pani była w Stoczni, czy pani widziała jak Stocznia wygląda 10 lat temu a dzisiaj? jeszcze w 90. roku na złom szły silniki zupełnie nowiutkie, zniszczone, zdemontowane, a w tej chwili nawet stołówka – bo już ktoś chce sobie tam supermarket robić. I nie ma gospodarza, nie ma nikogo, który by się zatroszczył. Ja nie miałam prawa wstępu do Stoczni od 91. roku. A dzisiaj ja mam ratować Stocznię? Nie wiem kto jest właścicielem do tej pory, nie wiem jaki jest dług, nie wiem skąd pochodzą pieniądze. I tu nie wyjaśnię, czy ja mam tylko pójść jako milczące, posłuszne narzędzie. No, przecież tak nie można. Pan Hutyra (?) w styczniu nam mówił, że wszystko jest okay. Prawda? Dzisiaj raptem problem. Skąd się ten problem wziął?
        Krzaklewski mówi, Stocznia musi być sprzedana jako masa upadłościowa, po wygranych wyborach już. Pieniądze z cegiełek, które zebrał sam pan Krzaklewski i powiedział: zużyję na kampanię; i zużył na kampanię wyborczą, żeby wygrać wybory; a jak wygramy wybory, będziemy bronić Stoczni; a kiedy wygrał wybory to powiedział: wygraliśmy wybory po to, żeby oddać władzę; i w efekcie przymierzył się z Unią Wolności do przejęcia tej władzy. I rządza tak, jak to odpowiada dla Unii. A dzisiaj mówi: powinna Pani być w Stoczni. Proszę bardzo, byłam w tej Stoczni, co ja dzisiaj mogę zrobić, kiedy podpisano już...
        Mówi organizator spotkania: – Proszę Państwa, pani Anna Walentynowicz i pan Andrzej Gwiazda są osobami prywatnymi i nie odpowiadają za to, że muszą być w Stoczni, czy muszą gdziekolwiek być. Oni są tutaj dzisiaj na nasze zaproszenie (Oklaski) wystawione, i wiedzą o tym, że są u nas zaproszeni od dwóch miesięcy. A o Stoczni Gdańskiej i o uroczystościach pewno wiedzą najwyżej dwa tygodnie, czy może wczoraj.
        Prosimy nie powodować takich dużych dylematów, nie wstawać z sali, to nie ma żadnego sensu. Państwo odpowiedzą Państwu na pytania wszystkie jak sami uważają. kto uważa inaczej, trudno, czasami trzeba się rozstać przy rozbieżnych zdaniach. My sobie poradzimy.
        Następne pytania: – Kiedy i w jakich okolicznościach zwerbowano Wałęsę, Bujaka, Borusewicza i innych do pracy w Agenturze agentów SB?
        – Czy renegant i zdrajca Lech Wałęsa będzie rozliczony z milionów dolarów, które wpłynęły do dyspozycji NSZZ Solidarność? Czy Wałęsa, jako zdrajca i sprzedawczyk wielomilionowego Związku Zawodowego, będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej?
        Pani Anna Walentynowicz: “ Nie wiem kto to ma odpowiedzieć. Czy Wałęsa będzie pociągnięty do odpowiedzialności? Jeżeli 17 pytań, na 17 pytań nie zareagowali ani Państwo – wyborcy, ani Prokuratura, ani Sąd, toż mnie powinno się rzucić na stos. Jeżeli Wałęsa jest niewinny, to na stos z tym, który takie oskarżenie wyciągnął! Dlaczego? Dlaczego tego nie zrobiono? (Oklaski). Dlatego, że Państwo – wyborcy, ja mówię, nie, aparat ich na sali, ale w ogóle w kraju. Nie, i nie domagaliście się tego. I nie będzie rozliczony, bo przez kogo? przez dyspozycyjnych prokuratorów, sędziów, którym Wałęsa zagwarantował absolutne bezpieczeństwo. Kiedy prokurator Zarakowski w 91. roku miał 42 miliony emerytury, to Wałęsa jumu dołożył, potem Kwaśniewski obronił, bo emerytury jeszcze mundurowe są, a nam odebrał, nam robotnikom dodatek za szkodliwą pracę, kiedy komuniści nam dali, to Wałęsa nam to odebrał. Nie komuniści odebrali a Wałęsa.
        Więc jak można wyegzekwować odpowiedzialność od Wałęsy? Nasza postawa jest właśnie taka, że daje jemu to ten komfort. Powiedział: na sucho nam uszło to, cośmy w rządzie zrobili. Na sucho – naigrywa się. A więc nie będzie rozliczenia, bo kto go rozliczy? Ten, któremu on zagwarantował bezpieczeństwo? Przecież ci, którzy zdemontowali, zdemolowali nasz majątek narodowy, te spółki, które posprzedawali spółkom zagranicznym. A ci przyszli ze swoim kapitałem po to, żeby zlikwidować konkurenta?
        W » Elwro« bodajże rozebrano nawet budynki i trawę zasiano na to miejsce, żeby się nie odrodził ten przemysł. No więc o czym to świadczy? A póki istniała taka spółka, nie płaciła 3 lata podatku. A niektóry z Państwa prowadzi sklepik jakiś czy na ulicy, czy jeszcze nie zapłacił podatku? Straż miejska przyjdzie i nałoży, i wyegzekwuje. Ale taki Sekuła, taki inny, tacy inni przedstawiciele, którzy kapitałem zagranicznym robili spółki, interesy – nikt nie płacił podatku. To oni zdradzili Polskę. Wałęsa zagwarantował im bezpieczeństwo absolutne, a oni Wałęsie naszym kosztem zagwarantowali jemu dobrobyt. On ma dzisiaj ochronę i samochód do dyspozycji, i w Stoczni ma swój Sztab Wyborczy. No więc, rozliczymy Wałęsę, rozliczymy Wałęsę, rozliczymy?
        Jest ktoś zdolny do tego, żeby od niego zażądać? Nie. Nie, bo ani prokurator, ani sędzia się tym nie zajmie. Bo razem, to z jednego układu się wywodzą ludzie. A my im dajemy szanse. bo to Wałęsa z Matką Bożą w klapie. A on miał czelność powiedzieć: to, Żydzi kazali mi przypiąć. A moim Bogiem XX wieku jest pieniądz.
        Więc, proszę Państwa, jeżeli my nie przyjmujemy do wiadomości tak oczywistych spraw, bo ja przecież nie mam jakichs supertajnych informacji. To są informacje i źródła, o które Państwo się wszyscy ocieracie. I nie robicie z tego użytku. To po co mieć dzisiaj do mnie pretensje, że Pani powinna być dzisiaj w Stoczni. To Wałęsa dzisiaj powinien być w Stoczni. To jego obowiązkiem, bo za jego zgodą ta Stocznia została zniszczona. I jeżeli my nie dotrzemy do Jaruzelskiego czy Kiszczaka, to powinniśmy dotrzeć do tych, którzy nas oszukali, albo nas zdradzili. Bo Kiszczak i Jaruzelski to są wrogowie, to są przeciwnicy. I do przeciwnika można mieć szacunek, ale dla zdrajcy, to już od Państwa zależy”. (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Zanim pan Gwiazda przeczyta, bo to jest trochę dłuższe, to przeczytam inne pytania, o Krzaklewskim dla odmiany.
        – Jeżeli Krzaklewski nie obroni Stoczni Gdańskiej, należy wyrzucić go z Solidarności, przewodniczącego Solidarności! (Oklaski).
        – Czy ludzie nie powinni opuścić szeregów NSZZ Solidarność i przewodniczącego Krzaklewskiego a przyłączyć się do Mariana Jurczyka lub powołać coś innego? (Oklaski).
        Pani Anna Walentynowicz: “ Ale to nie jest pytanie ani do mnie, ani do Andrzeja Gwiazdy. To jest pytanie do tych, którzy w tej Solidarności tkwią, którzy są w innym Związku pod ukradzionym szyldem. I to jest do nich pytanie, ja za nich odpowiadać nie mogę. Ja nie jestem w tej innej Solidarności, ja nie wypisałam się nigdy z tej organizacji, którą współtworzyłam i wtedy, kiedy współtworzyłam tą organizację, to my nie wiedzieliśmy czy pójdziemy, czy to będzie strzał w tył głowy, czy w najlepszym razie Sybir.
        Obiecał tutaj Andrzej Gwiazda, zapowiedział wszystkim tym, którzy mieli odwagę przeciwstawić się złu w 78. roku. Powiedział: każdy z nas musi wkalkulować w swoje działanie co najmniej 3 lata więzienia. I myśmy to odsiedzieli. A co się potem stało z tą Solidarnością? Nie jesteśmy na I Zjeździe Neosolidarności, myśmy już tam nie byli. Ja już nie byłam na I Zjeździe Solidarności, bo Wałęsa zakończył strajk, ja go odbudowałam, więc trzeba było mnie uczynić niewiarygodnom, potem Pomnik Pojednania, Pomnik Stoczniowców budujemy. Poświęcony ma być Pomnik Pojednania. Obroniłam nazwę, więc znów się przeciwstawiłam. I już nie było miejsca dla mnie na I Zjeździe Solidarności, bo nie pasowałam do zgrai zbirów. (Oklaski). I kiedy Wałęsa zarejestrował nową Solidarność na polecenie Kiszczaka, ja prosiłam ludzi: nie stawajcie pod tym sztandarem, bo wy uwiarygodnicie przeciwnika!
        Przeprowadziłam ostrą rozmowę z bp. Gocłowskim. Powiedziałam: Ekscelencjo, uczyniłeś wielką krzywdę, mam do Ciebie żal, którego nigdy nie wybaczę! Odpowiedział – a cóż ja
        W ostatnią niedzielę kwietnia 1989 roku, czy 90., już teraz nie pamiętam, nie było nikogo, co w imieniu Chrystusa wziąłby bat i wypędził Ciebie ze świątyni, dokonałeś tam kupczenia! Myśmy nie przegrali walki o szyld, Tyś nam ją uniemożliwił! Od tej pory milicja nazywa się policja, a ZOMO nazywa się UOP. I ku mojemu strasznemu zdziwieniu liczyłam na to, że BP wyrzuci mnie za drzwi i dlatego jednym tchem chciałam powiedzieć, żeby zdążyć, a BP podnosi obie ręce do góry i mówi: Pani Anno, nie przekazywałem żadnego sztandaru; ja poświęciłem zupełnie nowy! A jakiej treści, Ekscelencjo? – pytam. No, NSZZ Solidarność! – Ekscelencjo! takiego bić to mało! Proszę mi wybaczyć!
        Ale, czy tej miary kapłana co Ks. Bp ja mam pouczać co znaczy sztandar? Toż to nie chodzi o eksperyment ładniejszy czy brzydszy. Gdzieś Ty był, Ekscelencjo, jak rodziła się Solidarność? Odpowiedział – w Rzymie.
        A potem przekupczyliście w Magdalence nasze ideały. Myśmy mówili wtedy: nic o nas bez nas! A co się dokonało? Gdzie Ty, jakim prawem przekazywałeś ten sztandar? Przyjęliście warunki rozkładającego się trupa, jakim był komunizm, w Magdalence. Społeczeństwo nie wiedziało, ale wy wiedzieliście, i trzeba im było (zamazany zapis) w ogóle, żeby piętnaście razy tam było. » Tak, wiedzieliśmy i przyjęliśmy warunki podyktowane« . Na miłość Boską dlaczego? » Bo baliśmy się trzeciej wojny światowej« . Ekscelencjo, ten śpiew to serwowano nam w 80. roku. Nie było możnych tego kraju. » Ale maluczki naród decydował« . I powiedział: » Non du sumus« . Nic się nie stało? A dzisiaj musieliście przekupczyć to, co ludzie z takim wielkim trudem, z tak wielkim poświęceniem, z takim zaangażowaniem osiągnęli? Przeciwstawić się Wielkiemu Bratu? Ale teraz tam jest gorsza sytuacja jak u nas. ...gorsza. Taka sama jak u nas. Balcerowicz mówi, my musimy tutaj zdrową politykę prowadzić i zniszczyć rolnika. Jak można go było drugi raz wybrać, kiedy już pokazał swoje owoce. Wyniki swojej pracy zniszczył... I kto jest tutaj winien! Co ja, jako Anna mogłam więcej zrobić, nie dopuszczona do pracy. Nie dawano wiarygodności moim wypowiedziom. Wręcz przeciwnie, » to jest kobieta pazerna, zazdrosna, psychicznie chora« . W Encyklopedii podano mi 10 lat więcej, żeby uwiarygodnić to, co Wałęsa powiedział: cóż ona sklerotyczka może zrobić?
        A dzisiaj ja mam Stocznię bronić? Dzisiaj i Bolesław Hutyra i pani, powinna pani pójść do Stoczni? Proszę bardzo, niech pani zrobi tyle, co ja. Może pani będzie miała lepsze wyniki? Lepsze efekty. Czy takie trudności?” (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Nie. To? To pan Gwiazda oddał mnie i uważa, że to bardziej jest nasza sprawa niż pana Gwiazdy. A jeżeli chodzi o ROP, o Ruch Odbudowy Polski, bo nasze Stowarzyszenie swego czasu wchodziło, jako jeszcze ogniwo ROP-u, Wola – Bemowo wchodziło w skład ROP-u, a dzisiaj już nie wchodzi ze względu na to, że podziękowaliśmy panu Olszewskiemu za miłą współpracę. Dlatego to chyba p. Gwiazda twierdzi, że to nie jest do niego, przynajmniej w minimalnym stopniu. A to jest długi dosyć tekst i może by co najwyżej indywidualnie porozmawiać, bo to naprawdę nie bardzo jest związane z dzisiejszym, z tematem naszego dzisiejszego spotkania. (Nieczytelne głosy sprzeciwu z sali).
        Proszę Państwa, może za chwilę, teraz to po prostu nie jest przygotowane. Pytania nie przeanalizowane wprowadzają zamieszanie na sali. Mamy inne pytanie:
        – Czy nie sądzi Pani, że już po Sierpniu, że już w Sierpniu istniał plan likwidacji państw narodowych, a siły, które wspierały Solidarność z zagranicy, już wtedy miały plan potraktowania Polski jako łupu? Jednym ze sponsorów był George Soros. Czy nie sądzi Pani, że tzw. walka z komuną stwarza alibi dla autentycznych kominternowskich komunistów ukrywających się pod szyldem Unii Wolności? Problemem prawdziwym jest żydokomuna i żydomasoneria ukryta zarówno w SLD, jak i Unii Wolności.
        – Czy nie sądzi Pani, że podziały ideologiczne wywoływane między Polakami ułatwiają Żydom – masonerii rozbiór, piąty rozbiór Polski? Jest tu bardzo nieczytelny zapis, ciężko czytać.
        Pani Anna Walentynowicz: “ Ależ oczywiście że tak. To było zaplanowane ruszenie pospolite, bo nie chcieli dokonać zmiany Gierka i innych. I wtedy to im się wymknęło z rąk. Bo Wałęsa zakończył strajk, ale znalazła się baba, która to pokrzyżowała. I toczyło się aż 21 dni. Dlatego tą trzeba było wyeliminować, bo ma posłuch wśród załogi. Trzeba było wziąć właśnie Wałęsę na świecznik. I oczywiście, to było, mimo to że Kiszczak powiedział, że odpompował dywizję swoich ludzi do Solidarności, to mimo to nie mogli tej Solidarności ujarzmić. To byli tacy ludzie, jak Gwiazda, jak Walentynowicz, jak wiele jeszcze innych. I posłużono się stoczniowcami, żeby mnie wyeliminować, żeby można było swoją politykę komunistyczną, ubecką w Solidarności prowadzić. Potem Wałęsa do Gwiazdy powiedział: jesteś dobry chłop, ale muszę cię wyrzucić. Zapytał wtedy na Krajowej Komisji: a skąd weźmiesz ludzi? » Ja nie Ania, że posłużę się stoczniowcami« . I na to znalazła się rada. Nieżyjący już Jerzy Niewiecki (?) stworzył, pracował w Politechnice w dziale maszyn przepływowych, stworzył sieć wiodącą dużych zakładów. I tu znowu im nie wyszło, bo na to spotkanie zakładów przyjechało więcej ludzi i z więcej zakładów niż było zaplanowane, bo to na zasadzie jeden drugiemu przekazywał informację, i się nie udało, bo to mieli być tylko dyspozycyjni. I to upadło. Do tego trzeba było aż stanu wojennego, żeby tą Solidarność obsadzić wyłącznie agentami, wyłącznie ludźmi dyspozycyjnymi. (Oklaski). I mamy taką Solidarność” (Oklaski).
        Pan ..................................... (kto to mówi?): “Mianowicie jest rzeczą wiadomą, że już po strajkach w Radomiu i Ursusie zorganizował się KOR, który, no, dążył do realizacji swoich planów poprzez Solidarność. Moje pytanie zmierza do tego, czy na pewno jest tak, jak się dość popularnie mówi, że oni doszli i jak gdyby tę Solidarność zniszczyli, czy jest tak jak ja myślę, że oni jak gdyby posłużyli się, znając dokładnie socjotechnikę, znając dokładnie to, co w sercach i umysłach Polaków było, i te nadzieje na zlikwidowanie dominacji sowieckiej w Polsce, już wtedy dla swoich planów. Stąd są te agenturalne siły ciągle tam tkwiące. I myślę, że oni już wtedy nieśli z sobą plan podporządkowania Polski jako łupu dla mocarstw, które wykorzystują to, że jedno mocarstwo odchodzi. Dziękuję”.
        Pani Anna Walentynowicz: “ Ależ oczywiście że tak! Po to trzeba było stanu wojennego, żeby tylko ich ludzi, dyspozycyjni reprezentowali tą Solidarność. Co powiedział Borusewicz, kiedy zrobił karierę, był przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Solidarność, przedstawiciel KOR-u na Wybrzeżu? Nigdy nie był w Solidarności. Ale Wałęsa jego mianował, bo ten z kolei zaszantażował jego taśmą, którą, ja wszędzie mówiłam co ta taśma zawiera, że się przyznał, że współpracował, wydawał ludzi z 70. roku. W 79. roku taśma była nagrana u państwa Wjazdów (?) w domu, tą taśmą do dziś się posługuje Borusewicz. Dlatego on zrobił z niego szefa Regionu. Wałęsa zrobil z Borusewicza szefa Regionu Gdańsk po 86. roku. I ten, kiedy już doszedł tak wysoko do Parlamentu, to na Zjeździe w Zielonej czy w Jeleniej Górze, nie wiem, powiedział: » Solidarność nigdy nie oczyści się z tego, że doprowadziła kraj do nędzy« i po tym stwierdzeniu przenosi się do Unii Demokratycznej. Ludzie skandowali: precz z ubecją! To się przemianowali jak kameleon na Unię Wolności. Państwo wszyscy to słyszeliście, bo ja to też znam z mass-mediów. Ja nie mam jakichś innych tajnych informacji. Ja napisałam jemu pytanie, 10 pytań w ostatnich wyborach: czy z powodu tej nędzy, do której Solidarność doprowadziła, czy z powodu tej nędzy, pan również żyje ubogo jak pańscy wyborcy?
        Dziennikarka zadała mu pytanie, bo to było w prasie, w radio zadała pytanie. A on mówi: ach, ta kobieta, dosłownie, ta kobieta coś znaczyła w 80. roku, ale teraz osiągnęła dno i nie wolno o niej mówić.
        Mogłam coś więcej zrobić? A Państwo słyszeliście, dużo osób musiało słyszeć, bo telewizja dociera do bardzo wielu ludzi. I poszło bez echa tak samo jak List do Wałęsy. A od nas zależy, od naszej aktywności, jeśli chcemy coś zrobić. Siły agenturalne pracują, w Oksfordzie przygotowywane są kadry masońskie, które już na następne pokolenia są przygotowywane. Przeczytajcie Zawiślaka, przeczytajcie Pająka, Rządy zbirów, tam od pokolenia przechodzą Kwaśniewski, Michnik czyli Szechter i wielu innych: Bristigerowa i inni, są to, to są pokolenia tych rodzin. Tam nie dopuszczają innych. A przygotowują w Oksfordzie. I dzisiaj nas niszczą telefonem jak już pisze Zawiślak i książeczką czekową. I my chętnie szukamy sponsorów, my nie jesteśmy jakoś tak, żeby założyć jakąś partię, żeby ją finansować sami, żeby ona była wiarygodna. Bo sponsora trzeba mieć i sponsor chętnie przyjdzie z pieniędzmi swoimy, ale dziesięciokrotnie mu zapłacimy za to, bo nas zrujnuje, bo nas zniszczy, a my liczymy na sponsora. Cudzymy pieniędzmy nie zrobimy dobrobytu. Nie obronimy swojego rynku. Tam właśnie też wyczytałam, że na surowce do produkcji leków jest bardzo wysokie cło do Polski. Natomiast na gotowe leki nie ma w ogóle cła. I o czym to świadczy? Nasze leki są drogie, u nas produkowane, a tamte leki są tańsze, więc trzeba tamte kupować. I to jest ta kasiążeczka czekowa. A my chętnie bierzemy, bo to jest tanie. A popędzić tych sponsorów. Kto to jest sponsor?
        Nie wiem kim jest Łukaszenko, prezydent Białorusi. Ale miał odwagę zrzucić Sorosa. A u nas wszyscy posłowie, łącznie z Suchocką (Oklaski), i to tacy posłowie, jak Borusewicz, jak Bujak, Frasyniuk. Geremek, Kołakowski, no i oczywiście Suchocka i wielu innych są w Radzie Fundacji Sorosa. To są też materiały dostępne dla wszystkich z Państwa.
        Co oni robią w Fundacji Sorosa? A za co biorą pieniądze? Że się realizuje plan Sorosa. To nie jest plan Balcerowicza. To jest plan Sorosa Isaacha. Dokładnie. A my wybieramy Unię, wybieramy AWS, a Soros realizuje swoje plany za pośrednictwem tych, ktorych myśmy obdarzyli zaufaniem. I brońmy dzisiaj Stoczni, brońmy innych zakładów. A Soros swoją książeczką czekową zrobi co zechce. Dziękuję”. (Oklaski).
        Mowi organizator spotkania: – Tutaj jeden z panow zwrócił nam uwagę na błąd, który popełniliśmy na początku, tzn., że organizatorem manifestacji w dniu 9 jest Obywatelskie Stowarzyszeniowe Uwłaszczeniowe w Zamościu, a ono popiera projekt prof. Bieli uwłaszczenia Narodu Polskiego. A tam chyba, nie wiem, może tak było, nie zauważyliśmy, czy myśmy nie powiedzieli, że to prof. Biela organizuje. No to oczywiście nieprawda jest.
        – W gazetach piszą, że aktualna wartość Stoczni Gdańskiej wynosi 300 milionów NPZL, a zadłużenie – 650 milionów NPZL. A swoją drogą, domek pod Warszawą kosztuje 1 milion NPZL. Czy taka bezkarna sprzedaż, nikt za to nie odpowiada, czy winien ktoś za to odpowiadać? Chyba że zadłużono Stocznię po to, aby nie było wyjścia i trzeba Stocznię sprzedać za marne grosze, a komu, wiadomo ( Stefan Romanowski ). Jaki jest wasz stosunek do bezczelnej sprzedaży Stoczni Gdańskiej, kolebki Solidarności?
        Tu jest więcej, tu jest rozwinięcie tego samego, ale trudno mi przeczytać.
        Pani Anna Walentynowicz: “Ja może powiem, żeby obronić Stocznię, to dzisiaj jest sprawa – przepędzić tych, którzy służą Sorosowi, czyli tych, którym myśmy dali mandat (Oklaski), którym daliśmy mandat i pieniądze, bo niemałe są ich pensje poselskie i senatorskie, biorą nie wiem ile od Sorosa. I nie może dwum panom służyć taki nasz wyborca. Jeżeli myśmy udzielili mu kredytu zaufania, a on go nadużył, no co z takim zrobić? Dać mu szanse, tak? Jak dawaliśmy Wałęsie? Przepędzić ich. I jednym dekretem unieważnić te wszystkie spółki złodziejskie i uratować przynajmniej to, co jeszcze jest polskie. A niewiele jest już polskiego, zostało. Więc proszę bardzo. Tego Walentynowicz nie zrobi, choćby bardzo chciała. To musi już być udział Narodu”. (Oklaski).
        – Posiada Pani ciekawe i prawdziwe informacje, ale dlaczego nawet w minimalnym, kserograficznym nakładzie nie rozpowszechnia Pani tych informacji? Dzisiaj np. powinno być przy wejściu przynajmniej w sprzedaży kilkadziesiąt egzemplarzy. Dlaczego Pani nic nie publikuje? Dlaczego Pani używa słowa komuniści, czyżby Pani nie wiedziała, że podział przebiega na linii: Polacy – Żydzi. Żydzi już nie stawiają na Solidarność. Obecnie zmontowali nową sitwę pod nazwą : Stowarzyszenie Narodowe Ojczyzna, na czele z Żydem Olszewskim. (Oklaski).
        Pani Anna Walentynowicz: “Jak mogę publikować, za co, czy Państwo zapytaliście mnie? Za ile, i jak ja żyję? Ja dwa lata sądziłam się o swoją emeryturę. Ponieważ nic nie mogę zrobić na scenie politycznej, a czuję się w jakiś sposób związana z tą przemianą, która miała miejsce w 80. roku. Organizuję Sympozjum » W trosce o dom ojczysty« , na własny koszt, za swoje pieniądze, jeżdżę po kraju, szukam ludzi mądrych, odważnych, którzy chcą coś zrobić. Chcą coś powiedzieć ludziom. IV Sympozjum » W trosce o dom ojczysty« , I było w Kaplicy Królewskiej w Gdańsku, Romaszewscy nie dopuścili, Romaszewscy bojkotowali, i był bojkot w całym kraju, i ja jeżdżę po kraju i na ucho szepczę za 7 tysięcy złotych, bo tyle wtedy miałam renty inwalidzkiej, a Romaszewscy w TV występują, by nie dopuścić, zbojkotować, bo Walentynowicz będzie chciała rozliczyć Wałęsę. Zaznaczam, to był 88. rok.
        II Sympozjum powstaje na Oleandra (?) w Domu Józefa Piłsudskiego i z tego II Sympozjum mamy tutaj Rezolucję, którą daliśmy do całej prasy, poszła do Ojca Świętego i mamy błogosławieństwo Ojca Świętego dla wszystkich uczestników Sympozjum. Ale czy się ukazało, czy Państwo znacie tę treść? No, proszę bardzo. Nie znacie. Co ja mogłam zrobić, jak do Państwa z tym dotrzeć?
        Organizuję IV Sympozjum » W trosce o dom ojczysty« w Hali Stoczni Gdańskiej. Znowuż za swoje pieniądze jeżdżę, uzgadniam z ludźmi, opracowuję program, potem wysyłam pocztą do każdego prelegenta program, miejsce i czas, i ludzie przyjeżdżają. I znowuż prasa podała bardzo ładnie już teraz IV Sympozjum, bo mieliśmy przegląd prasy. Film zrobił pan reżyser chyba Kuligowski (?), jeżeli dobrze pamiętam, był puszczony w TV 6 sierpnia w II programie. Jest to naprawdę, czy Państwo słyszeliście, czy ktoś poparł, czy ktoś wzmocnił? Nie. Walentynowicz szarpie się i tu się oskarża, dlaczego ona nie mówi, dlaczego dopiero teraz posiada wielkie informacje. Ja mam takie same hałasy jak wy. I ku mojemu zdziwieniu, kiedy prasa trochę podała, kiedy film ukazał się w TV o godz. 20.05, to jest duża oglądalność. Pan Romaszewski przysyła mnie zaproszenie z programem na Konferencję Obrony Praw Człowieka i Obywatela, na 3 Konferencję, na 2 Konferencję. 1 była w Mieściejewicach (?) właśnie w 88. roku w sierpniu. Nie zaprosił mnie.
        Pojechałam tam do niego, bo chciałam się zorientować. Przeciwnie, jak zobaczył mnie, że ja jestem na sali, wybiegł do pół sali z otwartymi ramionami. Powiedział: bardzo cię proszę, zabierz głos, tak od serca; powiedz coś, jak ty potrafisz. Ale ja nie jestem nastawiona na zabieranie głosu, ja chciałam się tylko dowiedzieć, co tu się dzieje. No, ale zabrałam głos. Poparłam jego, i kiedy znalazłam się poza mikrofonem, on mnie gratuluje, a ja powiedziałam: Zbyszku, popatrz, nie jestem wobec ciebie świnią, bądź i ty człowiekiem wobec mnie. Dlaczego bojkotowałeś to Sympozjum?
        Pan Zbyszek Romaszewski nie kłaniał mi się przez 10 lat. Po tym filmie, który był w TV ja dostaję zaproszenie z programem, oczywiście Kancelaria Senatu mnie przesyła: Konferencja Obrony Praw Człowieka będzie w Sejmie 14 – 16 października. Hotel Sejmowy jest do dyspozycji, restauracja Sejmowa do dyspozycji i mogę już przyjechać 13-go i zostać na noc. Co to znaczy? Na koszt Sejmu? Konferencja, przeciwko komu? To Romaszewski uczestniczył od I kadencji Sejmu od 89. roku. Przy jego zgodzie, aprobacie, czy współudziale rozkrada się Polskę. Nie przeciwstawił się. Dzisiaj organizuje Konferencję i mnie zaprasza, bo mnie bardzo ceni. Dlaczego? Bo ta prasa pokazała i film, że ja mogę mieć, są ludzie, którzy chcą mnie słuchać. To Romaszewski, na wszelki wypadek, wziąć by ją do siebie, bo przysporzy może trochę ludzi. A jemu trzeba dać szansę. On najdłużej był w Solidarności.
        Jedyny poprzedniej kadencji poseł senator Ceberek za zgodą Kuratowskiej wicemarszałka Senatu napisał List Otwarty. O, Państwo nawet mają. Napisał bardzo dobrze. Oskarża obie Izby Parlamentu. Oskarża siebie, bo, mówi, ja też nie powinienem uniknąć Trybunału Narodowego. Nie zrobiłem nic, żeby powstrzymać grabież Polski. A obie Izby to robią.
        Gdzie był Romaszewski, żeby poprzeć? Ja, szukając Ceberka, namiary na niego, znalazłam się w Sejmie. I ze straży marszałkowskiej chyba p. Batory, bo wymieniliśmy sobie wizytówkę: » Tak, to wspaniały człowiek i wspaniały senator« . Szkoda tylko, że jeden. Dlaczego pan jego nie poparł? Byłoby was dwóch. Czemu nie było tam Romaszewskiego? A Unia Wolności w osobie p. Kuratowskiej wniosła sprawę do Sądu przeciwko Ceberkowi i powiedziała tak: napisał parszywy List.
        I List jest w sprzedaży, znamy Ceberka, nikt do niego nie dotarł, nikt nie szukał głębszej, szerszej, większej informacji. By wspólnie naradzić się, jak się przeciwstawić złu, które niszczy Polskę. I to się wszystko odbywa na rachunek Solidarności, bo nie ma komunistów! jest rząd Solidarnościowy!”
        Mówi organizator spotkania: – Ja tylko chciałam dodać, że List Otwarty senatora Ceberka, o którym wspomniała pani Anna Walentynowicz, jest u nas w sprzedaży w kiosku z książkami, kosztuje 5 złotych, oraz książka To jest zdrada stanu. To jest właśnie też wywiad i stanowisko senatora Ceberka. Tak, że te dwie książki polecamy. Jedna kosztuje 5 zł, druga – 7 zł. Dziękuję. Czytamy następne pytania.
        – Co Państwo sądzą o stawianiu Krzyży na Żwirowisku w Oświęcimiu? Kto to jest Kazimierz Świtoń? Rozpłochowski z Solidarności Śląskiej pisał w Naszej Polsce, że przeszkadzał w organizowaniu Solidarności na Śląsku. Teraz bierze udział w Stowarzyszeniu Obrony Krzyża na Żwirowisku w połączeniu z Bublem, dawnym ubekiem, choć właściwym jest przymierze w obronie Krzyża.
        Pani Anna Walentynowicz: “Proszę Państwa, trudno mi powiedzieć, Świtoń zakładał wolne związki w 78. roku, w lutym. Nie powiodło się. Był spałowany, nieprzytomnego zawieźli jego na komendę. Zastraszyli dwóch ludzi. Jeden wyjechał do Niemiec, drugiego przekupiono. Został Świtoń sam. No, i idea wolnych Związków Zawodowych w lutym w 78. roku upadła. Dlatego ona powstała w kwietniu tego samego roku na Wybrzeżu, no i przebiła się, bo nas było więcej. Po prostu mieliśmy kontakt ze Stocznią i można było coś zrobić, bo stała Solidarność.
        Odnośnie Krzyży, naprawdę ja nie chciałabym, ja już wspomniałam przecież na wstępie, że jak to ładnie umywa ręce Geremek. Sprawa krzyża jest w dobrych rękach, bo w rękach Kościoła.
        Ja nie wiem kto i po co wydzierżawił to Żwirowisko, ja nie wiem, jakim prawem Żydzi domagają się usunięcia Krzyża. To są, to jest sprawa (Oklaski) polityki już międzynarodowej, a ja nie mam takiej, takiej kompetencji. Ja nie mam takiej wiedzy. Wiem tylko jedno, powiedziałam wam na wstępie, że pokazano ten drugi obóz, Dachau. I to dla nas powinno być jakąś wyrocznią, no, jakąś decyzją. Tu powinny być Krzyże, to, że stawiano dużo tych Krzyży, to jest to samo, jak rolnicy wysypują zboże.
        Jakim językiem mają mówić katolicy? Jeżeli Zydzi domagają się usunięcia Krzyża? Stawiają więcej! (Oklaski). Jeżeli w Dachau nie przeszkadza żaden emblemat religijny, żadnej religii, żadnego wyznania, wyznania, jak powiedziałam, i prawosławni, i katolicy, i Żydzi, to dlaczego, tu też zginęli ludzie różnej narodowości, różnych wyznań. Dlaczego tego miejsca nie uświęcić? I tu muszę, Ksiądz Prymas powiedział: to jest sprawa, sprawa Krzyża jest sprawa społeczna. Więc niechże społeczeństwo odpowie. I musi być nasza postawa. Od nas zależy czy obronimy krzyż czy nie?! Jeśli nie obronimy Krzyża, to nie godni jesteśmy miana katolika. (Oklaski).
        Jeszcze chciałam wam powiedzieć, że rok temu miałam spotkanie na zaproszenie członków (?) roku w Sosnowcu. Spotkanie było bardzo liczne, w Domu Katechetycznym, na czele było kilku księży. Podchodzi, oczywiście po moim wystąpieniu w ramach zabierania dyskusji, podchodzi jeden ksiądz i bardzo ładnie o mnie mówi: pani jest matką Solidarności, że, ale każda matka przebacza najgorszemu przestępcy, a pani tak krytykuje Wałęsę. No i oczywiście ludzie zaczęli tupać, krzyczeć, ale on miał przewagę, bo miał mikrofon.
        Kiedy skończył, chciał wyjść z sali. Ja mówię, proszę księdza, ja księdza wysłuchałam z uwagą. Proszę posłuchać teraz, co ja mogę księdzu odpowiedzieć na to. Ślepa miłość matki może doprowadzić do tego, że dziecko będzie przestępcą, mordercą. Ma być mądra miłość matki. A to, co robi Wałęsa, i nie tylko Wałęsa, każdy, kto prowadzi swoją duszę na zatracenie, to każdego innego człowieka jest obowiązkiem pouczyć go, a tym bardziej kapłana, a nie pozwolić jemu grzeszyć.
        Jeżeli Wałęsa czyni źle, to trzeba go pouczyć, a nie tworzyć warunki. Do tego dochodzi, że nam wiernym przychodzi się bronić Kościoła przed niektórymy kapłanamy, przed takim, jak tutaj słyszeliśmy. (Oklaski). Ale kapłan to też jest człowiek. A szatan nie gardzi nawet sutanną. I my powinniśmy o tym wiedzieć”. (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Jeszcze wrócimy do sprawy Krzyży. Ale na razie mamy inne pytanie.
        – To, że mamy ciągle zdrajców na górze, to dlatego, że tacy jesteśmy źli z natury, czy też dlatego, że mamy zły system organizacyjny. Proszę, to skąd to w ogóle pochodzi?
        Pani Anna Walentynowicz: “Nie zrozumiałam”.
        – To, że mamy ciągle zdrajców na górze, bo chyba wszędzie już mamy zdrajców. To dlatego, że tacy wszyscy jesteśmy źli z natury, czy też dlatego, że mamy zły system organizacyjny? Skąd pochodzą zdrajcy na górze?
        Pani Anna Walentynowicz: “Nie, zdrajcy biorą się od tolerancji, od tolerancji. (Oklaski). Kto od nas żądał przebaczenia? Ostatnio. Katolicy powinni przebaczać. Mowili właśnie ci, którzy najbardziej zawinili. Nie prosili o przebaczenie? Zadano mi takie pytanie nietolerancji w Stanach Zjednoczonych, w Nowym Jorku, jak byłam. Było też dwóch kapłanów na spotkaniu. Ja mówię, proszę Państwa, ja odpowiem na część pytania, a może uzupełnią resztę kapłani. Chciałam zapytać, czy zmieniły się warunki naszej wiary? Jakie warunki powinny być spełnione przed przebaczeniem? No, jeżeli te warunki nie są spełnione, to jak my możemy przebaczać? komu? Za co? Ile? My możemy. Ale pani żąda zemsty. Nie. My powinniśmy odstąpić od kary, ale kary udowodnić, on musi się przyznać do tego, i grozi mu szubienica. A my możemy z tego zrezygnować, katolickie postępowanie, nie będziemy cię wywieszać! Ale jesteś zdrajcą, jesteś winien, nie masz prawa kandydowania, nie masz prawa decydowania o losie ludzi”. (Oklaski).

Andrzej Gwiazda: “Proszę Państwa, zapomnieliście o słowach Św. Bernarda: » I nie będziemy bez winy przed Panem Bogiem, jeśli będziemy przebaczać tym, których winniśmy karać« “. (Oklaski).
        Mowi organizator spotkania: – A teraz poprosimy pana dr. inż. Kazimierza Kuźbę. Prosimy bardzo słów kilka na temat Krzyży.
        Dr inż. Kazimierz Kuźba: “Dziękuję uprzejmie za udzielenie głosu i chciałem, taka refleksja mi przyszła, kiedy słuchałem tych wypowiedzi tutaj. Otóż, proszę Państwa, problem Krzyży, który się u nas pojawił, wiadomo jakich racji, i kto to zrobił, po co to zrobił, stał się wydarzeniem, ktore nas absorbuje i zajmuje. I to stało się bardzo dobrze. I wypowiedzi Państwa dzisiaj tutaj, pani Walentynowicz są niezwykle cenne i tę wypowiedź pani podzielamy. Ja natomiast chcę się troszeczkę oderwać od samych materialnych krzyży, które są w Oświęcimiu, bo krzyży w Polsce to są setki tysięcy. Dalej, ja chcę powiedzieć inną rzecz. Te krzyże mają wszystkie zostać nietknięte, bo one są w Polsce. (Oklaski). I pieczę nad tymi wszystkimi krzyżami obejmuje Krzyż najwyżej postawiony w Polsce, na szczycie Giewontu. I tego Krzyża kazał bronić Papież.
        Ja natomiast chcę zwrócić uwagę na to, ażeby ci wszyscy, którzy stoją z boku, w cieniu, którzy inspirują o zniesienie tych krzyży, postarali się, ażeby w Polsce wyrzucić krzyż bezrobocia, wyrzucić krzyż (Oklaski) bez mieszkań, dalej, wyrzucić krzyż głodnych i brudnych ludzi, wyrzucić z Polski krzyż bandytyzmu, wyrzucić z Polski krzyż prostytucji polskich dziewczyn i polskich kobiet. (Oklaski). Wyrzucić krzyż ludzi biednych i nie mających warunków do życia, wyrzucić krzyż polskich matek, które płaczą w radiu, pokazują w TV, bo nie mają co dać jeść dzieciom.
        To są krzyże, za które odpowiada Prezydent, odpowiada Sejm, odpowiada Senat, odpowiadają wszyscy rządzący. Tych krzyży w Polsce nie chcemy! (Oklaski). Ale Krzyż w Oświęcimiu i gdziekolwiek – tak. (Oklaski).
        Mowi organizator spotkania: – Dziękuję panu dr. za dobry wywód. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że na budynku Pasty w Warszawie, na ul. Zielnej widnieje prawem kaduka Gwiazda Dawida. I jak do tej pory nie było takiej wojny jak o Krzyż w Oświęcimiu. A to jest na polskiej ziemi. Jak sobie wyobrazić takie krzyże w Jerozolimie np.? gdybyśmy postawili, o? Co wtedy by było? A jakim prawem izraelskie siły zbrojne pilnowały porządku w Oświęcimiu podczas uroczystości żydowskich? Na polskiej ziemi Izraelici w uzbrojeniu? Tak jest.
        Następne pytanie.
        – Jakie jest Państwa zdanie na temat reformy terytorialnej?

Andrzej Gwiazda: “Nie mam zdania, dlatego że jestem inżynierem, a nie specjalistą od administracji. I nikt mi nie przedstawił nigdzie żadnego przekonywującego wyjaśnienia, dlaczego reforma jest potrzebna? Dlaczego obecna struktura jest zła, na czym będzie polegała ta nowa. Nikt mi nie wyjaśnił, jakie ta reforma da zyski, bo koszt tej reformy to mogę sobie wyobrazić. Te kilkaset samych pieczątek, po 7 zł jeden wiersz, bo tyle to kosztuje, urzędnicy itd. Proszę Państwa, jedno jest wiadomo, chodzi o to, kto obsadzi powiaty. I dlatego nie zdziwcie się, że jeśli by się coś zmieniło na scenie politycznej, to dotychczasowi przeciwnicy reformy staną się jej gorącymi zwolennikami. Ja do tej reformy nie jestem przekonany, bo naprawdę nie wiem co ona miałaby dać i wydaje mi się, że do tego powinniśmy sprowadzić dyskusję – przedstawcie nam korzyści. A nie - ci są za, a ci przeciw. A my co z tego mamy?
        Wygląda na to, że jestem przeciw wszystkiemu, co tylko płynie z Wiejskiej, choć nie wiem nawet, gdzie jest ten Senat. (Oklaski).
        Tylko że to nie rozwiązuje sprawy - zażądajmy wyjaśnienia. Nie wystarczy, że przyjdzie jakiś gładko ulizany i w okrągłych słówkach trzy razy powtórzy jakieś banały. Są wśród nas ludzie, którzy potrafią liczyć. Ja proszę o dane. Proszę o dane ekonomiczne, dane administracyjne, tabele, z których będzie można wyliczyć, rzeczywiście sprawdzić. Należy przynajmniej powiedzieć, kto personalnie odpowiada za ten program. Jeżeli te dane, na podstawie których podejmiemy taką czy inna decyzję, okażą się fałszywe, to kto będzie siedział za to? Bo dotychczas mówią nam, my wierzymy, a potem się okazuje, że wyszło odwrotnie, i nikt nie jest winien.
        Jeszcze uzupełnienie do poprzednich pytań - Kiedy rozliczymy Wałęsę, czy rozliczymy? A czy rozliczymy Sejm, czy rozliczymy Senat, czy rozliczymy Balcerowicza, Sorosa? Proszę Państwa - kogo? Przecież te wszystkie wałęsy, balcerowicze, michniki są wykonawcami, może bardzo dobrymi wykonawcami. Tego nie neguję. I to fachowymi, świetnymi wykonawcami czyichś poleceń.
        Jeśli my zgadzamy się słuchać tych poleceń, uważamy, że jak Unia sobie nie życzy, żeby polska produkowała zboża, to należy po prostu spalić pola, tak? Jeżeli nie życzy sobie Unia, żebyśmy produkowali stal, to trzeba hutników wyrzucić na bruk, huty zamknąć, kopalnie węgla itd., itd. Unia zarządziła nawet, że 230 różnych rzemiosł ma być w Polsce zlikwidowane. Np. Nie mamy szkolić fryzjerów, kogoś tam jeszcze, bo to Włosi, czy ktoś inny robi lepiej.
        Proszę Państwa, jeżeli się na to wszystko zgadzamy, to nie wygłupiajmy się ze ściganiem drobnych płotek, drobnych wykonawców. Przestańmy się zgadzać, przejmijmy przede wszystkim rządy i decyzje w Polsce, żeby te decyzje należały do Polaków, do społeczeństwa. Wtedy zdecydujemy, czy wobec tego czy innego pana, nie wyłączając Sorosa, chociaż jest za granicą, wszczynamy śledztwo, czy przeprowadzamy postępowanie sądowe i, czy uchwalamy dla nich odpowiednią karę. Również to dotyczy Sorosa - przypuśćmy, że nie będzie mógł nawet przelatywać nad terytorium Polski. To byłaby suwerenna decyzja Narodu. Natomiast w tej chwili rządzą w Polsce ci, którym służył Bielecki, którym służył Balcerowicz, którym służył Mazowiecki, Wałęsa i cała kupa sierżantów i podporuczników”. (Oklaski)
        Mówi organizator spotkania: – Są tu dwa pytania. Pierwsze to króciutkie i ja nie odpowiem.
        – Dlaczego nie było w Naszym Dzienniku ogłoszenia o dzisiejszym spotkaniu?
        – Dzięki znajomej z Gdańska dostałem bardzo pożyteczną książkę, wywiad Gwiazda, miałeś rację. Czy jest szansa na wznowienie z aktualizacją? Bardzo potrzebna książka.
        Odpowiadam na pytanie pierwsze: – Wysłaliśmy faks do Naszego Dziennika z prośbą o zamieszczenie ogłoszenia o spotkaniu z Państwem. Pan Artur Górski obiecał, że wydrukuje, potem nie wydrukował. Wykonaliśmy telefon następnego dnia z pytaniem, czy wydrukuje na następny dzień, padła tylko krótka odpowiedź: nie! Nawet nie chciał podejść do telefonu, po prostu przez osobę powiedział, przez osobę, która odebrała telefon, po prostu, że nie wydrukuje, i to wszystko. Tyle mam do powiedzenia. No, takie są fakty, niestety.
        I bardzo prosimy o odpowiedź na temat książki.

Andrzej Gwiazda: Ja już właśnie tu pytałem, w którym roku się ukazała, bo nie pamiętam. W każdym razie były zamówienia z całej Polski. Drukarze z zaprzyjaźnionej podziemnej drukarni, potem sprywatyzowanej, chcieli sprzedać 5 tysięcy dla jakiegoś wydawnictwa czy sieci kolportażu, 5 następne dodrukować, i potem jak się władze połapały, co w tej książce jest, wszyscy odmówili zakupu i sprzedaży. Nawet próbowano sprzedawać tę książkę przez tych, co na dworcu kolejowym, w przejściach podziemnych na kocykach wtedy książki sprzedawali. Panie, - mówili - w co pan chcesz mnie wrobić, przecież jak glina zobaczy, to mnie zaraz skasują, ja nie mam licencji. A ci, co mieli licencję, bali się, że im cofną. To jako rys historyczny, ale w tej chwili wszystkie zostały rozprzedane. Natomiast nie wiem, czy trafi się wydawca, który by chciał drugi raz podjąć ryzyko, żeby wydrukować książkę, która potem przez 10 lat będzie sprzedawana z ręki do ręki. I oczywiście bez zysku. To raczej wydawnictwo by dołożyło. Ludzie bali się tej książki brać. A czy teraz właśnie jest szansa? Nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto by chciał zaryzykować - i dołożyć?”
        Mówi organizator spotkania: – Teraz, proszę Państwa, bardzo prosimy o zabranie głosu, tylko bardzo prosimy, ponieważ zasadą są pytania z kartek, ponieważ tutaj mamy osoby, którym chcielibyśmy udzielić głosu. Prosimy o 3-minutowe wypowiedzi, jeśli można prosić. Gościmy panią, wdowę po śp. Januszu Nasfeterze, znanym reżyserze. Bliska współpracownica pani Anny Walentynowicz, pana Andrzeja Gwiazdy. Bardzo prosimy o zabranie głosu.
        “Dzień dobry Państwu. Dzień dobry Państwu! Moje nazwisko Teresa Maria Nasfeter, żona reżysera filmowego i scenarzysty. Jestem z domu Szewczyk. Mój dziadek był 12 lat na Syberii, rok przykuty do taczki, ojciec stracił zdrowie w Dachau, Buchenwald. Mój mąż mnie wprowadził 2 tygodnie przed Porozumieniem Gdańskim na forum Warszawy, kiedy studenci strajkowali, kiedy była właśnie... po prostu w 68 roku on sam strajkował. A dwa tygodnie przed Porozumieniem Gdańskim mnie wprowadził. Potem mnie wprowadził Andrzej Gwiazda jako niezrzeszoną. Kiedy mu w samochodzie opowiedziałam jak działałam, jak studenci prosili, żeby w kilku miejscach w Warszawie, w Polsce były takie strajki. Potem pani Anna Walentynowicz z panią Pieńkowską.
        Anglicy potem, po kilku latach, dziwili się, że kobiety w polityce nie biorą udziału, więc kiedy ja jako, natchnął mnie Bóg, żebym przy rejestracji Solidarności, kiedy Kościelniak pozmieniał punkty, żeby pójść pod ten Sąd, i tam byłam te ileś 6 godzin i słyszałam jak Wałęsa wychodził i myśmy mówili, że każdy przecinek jest ważny. Więc natchnął mnie Bóg, żebym weszła do autobusu, gdzie była Krajowa Komisja Porozumiewawcza, 2 kobiety prawniczki właśnie, klęły, ja się dziwiłam, że one tak klną, że co to jest za ruch itd., ale udało mi się wejść, wprowadził mnie Jerzy Skorupski, doradca Wałęsy. I ja jedna poparłam wtedy Wałęsę. Podniosłam rękę i jakby, Państwo wiedzą, były ulotki w razie interwencji i z zewnątrz i z wewnątrz, trzeba się informować wzrokowo. Ja widziałam, że tam był ubek między nimi. I ktoś podłączył wzmacniacz jak podniosłam rękę i powiedziałam jedno zdanie: » Skoro domagaliśmy się dojścia do środków masowego przekazu« , ten wzmacniacz tak strasznie wył, ja ucichłam, i dokończyłam to jedno zdanie: » to uważam, że powinno dojść do tej Konferencji« .
        Ta Konferencja odbyła się w Róży Luksemburg. Jerzy Skorupski zorganizował tak, żeby nie było, proszę Państwa, autobusem, bo to było niebezpiecznie, tylko trzynastoma taksówkami. Jestem wprowadzona do pierwszej taksówki i pytam się, gdzie jest Wałęsa? On mówi – w drugiej. I trzynastoma taksówkami przyjechaliśmy. Wałęsa czytał Protest, a ja weszłam jako ostatnia. Z daleka znajomy Kalisz dźwiękowiec, który też nie wiem czy miał dobrą historię, udawałam, że ja tam tylko przypadkowo jestem, ale modliłam się, żeby on dokończył, bo tak się jąkał, i ja miałam wypieki na twarzy, żeby tylko dokończył. I poszło w świat, jaki Sąd jest niezawisły w kraju. I dwa tygodnie później została naprawdę zarejestrowana Solidarność.
        Ja do męża po 7 latach mówię: Janusz, gdyby nie doszło, nigdy bym nie poparła wtedy Wałęsy jedna, bo w sumie jak odezwałam się w tym jednym zdaniu to Wałęsa mówi: » Panowie, ja wiem, że kobiety na polityce się nie znają, ale gdzie wasza taktyka?« Tam był Siła Nowicki, Modzelewski, no i właśnie odbyła się ta Konferencja.
        Tak że to jest troszkę mojej historii. Natomiast chcę powiedzieć: mąż został źle przywiązany do pasów jak go (wiozło) pogotowie 5 tygodni temu. Spadł z noszy – wstrząs mózgu, złamanie kości łonowej. 5 tygodni męczył się i powiedział: » W tym szpitalu mnie wykończą« .
        I tak było, 5 tygodni ordynator nie przyszedł na oddział. Ja 3 dni spałam u niego w nogach, i dzień przed śmiercią miał zastrzyk zostawiony, pełen zastrzyk – nie dany mu. Nie wiem, może dlatego zmarł. A może... Natomiast w dniu śmierci miał wstrzyknięte poza żyłę, i niestety zmarł. Ale, co dziwne, że właśnie ja go widziałam niecałą godzinę po śmierci. Miał zupełnie głowę gorącą. A powiedział mi miesiąc wcześniej, półtora miesiąca, że mówi: » Oni mnie nie zabiją« . I jak się potem, w medycynie sądowej rozmawiałam z dyrektorem p. Zubrzyńskim czy Dobrzyńskim, już nie pamiętam, czy miały pielęgniarki prawo go nakryć i prześcieradłem i ceratą w pierwszych chwilach po śmierci? Więc on mi przyznał, że nie. Natomiast teraz jest umorzona sprawa w prokuraturze, i jest tak, że właśnie biegły sądowy p. dyrektor na Oczki z medycyny sądowej broni swoich lekarzy i mówi, że teraz skoro ja się nie zdecydowałam, bo mi adwokat powiedział, żebym ja nie oddawała na efekcję, bo i tak będzie sekcja, wyniki będą sfałszowane, po prostu nie było tej sekcji. On tłumaczy, że jak nie było sekcji, to nie jest się w stanie. Natomiast p. dyrektor mnie okłamał. Ja mam naprawdę (?) dialogu, bo ja jestem śpiewaczką, a też pomagałam mężowi przy udźwiękowieniu, przy montażu w 79, gdzie Kościół, księdza mu wycięto, od tego czasu się wycofał. Słyszałam, że pan profesor kłamie. Mi przyznał, że nie nie mieli prawa go przykryć, ale poszłam na dół, tam gdzie nie wolno wejść, w medycynie sądowej. I weszłam. I napisane było » Wstęp wzbroniony« . Co ja widzę? Widzę, proszę Państwa, przede wszystkim niesamowity smród trupi. Minęłam pracownika, poszłam. Jestem bardzo odważna od dziecka, nie bałam się nigdy. Kobieta na tym, na łóżku leżała, na tym, na wózku leżała nieżywa, z jakimś podpalonym biustem, mężczyzna w drugą stronę – nagi. I wycofałam się. I czuję, że ja zobaczę to, co ja chcę zobaczyć, bo w małym okienku, tak jak nie byłam w Oświęcimiu, ale małe pomieszczenia, po prostu widzę jak siano leżą Polacy. Bo to nie byli Gruzini, nie wiem, może i Gruzini, może i inni, po prostu jak siano, z 8 – 10 zwłok leży i przy zapalonym światełku na przestrzeni 2 – 3 metrów, z boku tej ściany tam z drugiej strony ten pracownik cały.
        I ja wyszłam, byłam z hrabią, po prostu z takim panem, podwójne ma hrabiostwo. I on mówi: gdzie ty mnie prowadzisz, ja tam nie chcę wejść. Ja mu nie powiedziałam, co ja widziałam. Potem mi udostępniono męża z lodówki wprawdzie, ale z tej lodówki też wynoszono coś w jakimś zawiniątku i włożono do takiej małej trumienki.
        Więc ja nie wiem, czy Polacy brani są już na części? Pod postacią, że się wykonuje sekcje zwłok, po prostu niszczony jest Naród. I jak ja się... bo mąż był leczony przez bioenergoterapeutę bardzo dobrego, ktory jeździ do Lourdes, itd. On mówi to jest eutanazja, to jest po prostu eutanazja. Tak że tu Polacy, Polacy, rolnicy strajkują... I tu mi się sprawdza, bo ja ulotkę miałam w rękach 4 lata temu, że będą chcieli zrobić farmeryzację, że będą tak cisnęli rolników, że będzie musiał jechać na Zachód pracować. I to się wszystko sprawdza, skoro rolnicy teraz strajkują. Więc ja tylko Państwu mówię, na zakończenie, że ludzie giną. Ja widziałam na własne oczy, szłam z bratanicą, jak z ochrony człowiek na czarno ubrany, bo to teraz nie wiadomo czy to jest ochrona, czy to jest policja przebrana, czy co, bił młodego 16-letniego chłopca w podziemiach tu przy Forum, i w takie małe pomieszczenie, teraz jest już tam założone marmurem, wcisnął młodego człowieka pijącego.
        Może ludzie giną, a Polacy nie wiedzą o tym, i potem tam na Oczki jest eutanazja. Skończyłam. Dziękuję. (Oklaski).
        Acha, jeszcze jedno powiem. Pani minister sprawiedliwości jest pani Suchocka, jeszcze jedno powiem. Ja przeprowadziłam wszystkie partie polityczne z Jaworskim w 50. Rocznicę Ribbentrop – Mołotow. Niosłam taką, ...Matki Boskiej, taką miałam, bo nie mogłam być jak Papież był w poprzedniej pielgrzymce, więc miałam papieską chorągiewkę, miałam Matki Boskiej i miałam długą z Festiwalu w Teheranie, gdzie z mężem byłam, gdzie od Hindusa dostałam. I tą białą chustą zrobiłam taki mały trick – przed ambasadą pokiwałam im na biało, i poszliśmy dalej, dwie i pół godziny szliśmy.
        Przychodzę do domu, spokojnie siadam i nie chcę się przyznawać, bo mąż mówił zawsze: im mniej o tobie wiedzą, tym lepiej. I siedzę i słyszę jak mówią w radio: to był najdłuższy marsz przez Warszawę. Ja szłam w pierwszym szeregu. Mam to zdjęcie, bo to Miller, który teraz w Gazecie Wyborczej, której nie czytam, po prostu on mi to zrobił w takiej podziemnej gazetce. I kiedy ja to wszystko opowiedziałam, że 3 razy działałam, a Anglicy się nie dziwią, przed, no przed, jak to się mówi, tam gdzie Wałęsa rezydował, nagrał mnie człowiek, bo czułam, że tutaj ma magnetofon i ja powiedziałam wtedy, zadziałałam, że odbyła się ta w Róży Luksemburg ta Konferencja. Potem przeprowadziłam te partie, potem jeszcze coś, teraz nie pamiętam, bo tego trochę było, bo indywidualnie działałam, i zaraz pani Suchocka jak spod ziemi i pan, acha, i jeszcze napisałam, że mój dziadek taki był, taki był. Ja słucham, a Mazowiecki mówi, że pani Suchocka to miała takiego dziadka, takiego. No więc ja się potem dowiedziałam, zadzwoniłam do Kancelarii Prezydenta, kiedy będzie audiencja, bo ja, oprócz tego, że ja tam szłam, to ja napisałam podanie o audiencję u tego Prezydenta, o którym ja nie wiedziałam jaki to człowiek.
        I w końcu, proszę Państwa, Suchocka się znalazła na moim miejscu, że druga pani Tachter. Dziękuję bardzo. I tak, że ona teraz rządzi, jest ministrem sprawiedliwości, a nie wie co się na Oczki dzieje? (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Wracamy do naszych pytań.
        – Czy prawdą jest, że premier Olszewski chciał uratować Stocznię, też Stocznię Gdańską po Szczecińskiej, lecz sprzeciwił się temu Wałęsa obiecując stoczniowcom pomoc w tej sprawie? Do pana inżyniera Gwiazdy będzie pytanie inne.
        – Co pan sądzi o mecenasie Olszewskim, jego partii i okresie, kiedy był premierem, a także obecnie? Analogicznie o Jarosławie Kaczyńskim? Czy obecnie są godni zaufania? Co pan sądzi o nieporozumieniach w Klubie Posłów AWS? Czy wystąpienie kilku członków AWS było słuszne? Co pan sądzi, gdyby pan Krzaklewski dziś w Gdańsku oświadczył, że ustępuje z przewodniczącego Klubu Poselskiego AWS, a będzie tylko przewodniczącym Związku Zawodowego Solidarność.

Andrzej Gwiazda: Stocznię już ratuje tylu ludzi, a Stocznia upada, że po prostu coraz mniej wierzę w deklaracje i na tej podstawie nie chcę wydawać opinii. Natomiast - co sądzę o Olszewskim jako premierze? I czy się Wałęsa sprzeciwił?
        Proszę Państwa, wciąż jeszcze nie mamy danych. Kiedyś to się wyda. Słyszałem wersję, że likwidacja Stoczni była uzgodniona z Wałęsą i Krzaklewskim i że oni wyrazili na to zgodę. Natomiast, mówimy o wersji politycznej. Nie zapominajmy, że istnieje jeszcze wersja finansowa, na którą myśmy się zgodzili i jeszcze naszej zgody nie odwołaliśmy. My jako Polacy. Istnieje kodeks handlowy, istnieją przepisy obiegu akcji, pieniądza itd.
        Otóż, proszę Państwa, podam taką bardziej cenzuralną wersję pewnej wypowiedzi. Mój kolega, inż. elektryk ze Stoczni, z którym kiedyś studiowałem, zdefiniował stosunek stoczniowców do życia następująco: - My wiemy jedno, trzymać się Wałęsy, i resztę lekceważyć - powiedzmy.
        Co się działo na Stoczni? Dokładnie nie wiem. Działały tam podobno 24 spółki. Wiem, że Biuro Konstrukcyjne Stoczni brało pensje wyższe od innych biur, i to dużo wyższe. Pensje brali ze Stoczni, natomiast większość prac latami robili jako spółki, czyli jako tzw. fuchy.
        Jak się odbywała produkcja w Stoczni, nie wiem. Wiem natomiast, że korumpowanie załogi, powtarzam, korumpowanie załogi, odbywało się przez Solidarność w ten sposób, że jeżeli ktoś był posłuszny, to Borowczak mu dawał polecenie do pracy w spółce i na podstawie tego polecenia kadry udzielały urlopu bezpłatnego. W spółce taki pracownik zarabiał od 3 do 5 razy tyle wykonując dalej tę samą robotę na swoim stanowisku pracy. Czyli tutaj Borowczak i Neosolidarność Stoczniowa zwiększała trzykrotnie zarobki swoim protegowanym. I to się, proszę Państwa, działo od góry do dołu. Krewni i znajomi dyrekcji mieli swoje spółki. Samochody spółek jeździły swobodnie, bo to nie były samochody Stoczni, czyli z jakiej racji mają być kontrolowane, tam i z powrotem przez bramę. I wszyscy żerowali na tej Stoczni, bo wszyscy byli przekonani, wiedzieli jedno: Stocznia jest kolebką, Wałęsa był ze Stoczni, Wałęsa Stoczni nie da. I Wałęsa Stocznię uratuje. A długi rosły i rosły. I długi Stoczni przekroczyły kilka lub kilkanaście razy wartość Stoczni.
        I to jest, proszę Państwa, wszystko zgodne z prawem handlowym i nie ma żadnego sposobu, żeby to zmienić. Obowiązuje kodeks handlowy, który zresztą jest po prostu nieco zmienioną wersją kodeksu przedwojennego, na którym gospodarka polska dobrze działała. I z tego trzeba sobie zdać sprawę. I jeśli Borowczak wyznaczył sobie miesięczną pensję 116 milionów złotych, to jak już mówiłem - to, co zebrała Mława z wielkim społecznym wysiłkiem i poświęceniem, pokrywało 9-miesięczne zarobki przewodniczącego Neosolidarności w Stoczni Gdańskiej. Taka jest proporcja tych pieniędzy, które powstały z różnych zbiórek do sum, jakie należałoby zmobilizować, żeby uratować Stocznię. I jeszcze jedno - co innego jest zakup masy upadłościowej, a co innego Stoczni, bo Stoczni Gdańskiej już nie ma. Nie ma załogi, bo załoga się sprostytuowała, sprzedając Stocznię w przekonaniu, że Wałęsa będzie ze względów politycznych utrzymywał taki stan rzeczy.
        Do upadku Stoczni przyczyniły się władze państwowe, Unia Europejska, wojewoda, który w nagrodę został marszałkiem. Bo Płażyński był tzw. organem założycielskim, czyli pełnił wobec Stoczni funkcję właściciela. I tu Płażyński, Wałęsa, członkowie Rady Nadzorczej - te osoby są finansowo odpowiedzialne za upadek. I w kraju praworządnym te osoby miałyby procesy. (Oklaski).
        To tyle dla wyjaśnienia, a czy Olszewski chciał Stocznię uratować? Nie mam podstaw, żeby twierdzić, że nie. Czy potrafił? Ja uważam, że nie potrafił. (Oklaski). Jak wiemy, jedną z największych afer jest sprzedaż Fiatowi fabryki samochodów w Tychach i Bielsku. Sam słyszałem, jak Olszewski chwalił się przez radio - To nieprawda, że mój rząd nie ma osiągnięć, bo sprywatyzowaliśmy, sprzedaliśmy Tychy i Bielsko. A więc, zna się niewątpliwie na prawie, na ekonomii się nie zna.
        Następne pytanie - Co sądzę o nieporozumieniach w AWS? To przecież jest oczywiste. AWS powstał jako zlepek nie trzymających się w ogóle kupy ugrupowań, np. jest tam stowarzyszenie rodzin. Tam są ludzie na wskroś uczciwi, i zdaje się poczciwi a razem z nimi Krzaklewski i jemu podobna załoga. Więc jest to po prostu sztuczny zlepek, który, ku memu zdziwieniu, i tak długo się trzyma. A spory są w związku z tym naturalne. To był zlepek – do wygrania wyborów. A co po wyborach?... (koniec taśmy).
        Czy Neosolidarność, bo ja staram się to odróżniać, odżyłaby, gdyby Krzaklewski uwolnił ją od swojej obecności? Wątpię, tak jak związki CRZZ nie odżyły, jak uwolniono je od Kruczka.
        Jako Związek, jako Organizacja to już jest trup. I wprawdzie trup będzie podskakiwał, jak się go pobudzi prądem, ale żywy człowiek z tego nie wyjdzie. W 80. roku 90 % członków Solidarności, którzy utworzyli tak wspaniałą organizację, było uprzednio członkami CRZZ. I oni mieli możliwość zrobienia w CRZZ tego samego, co zrobili w Solidarności. Nigdy takie zjawiska nie następują. To musi być nowe. (Oklaski)
        Mówi organizator spotkania: – Pytanie do pani Anny Walentynowicz: jak pani sobie wyobraża organizacyjne wykonanie odwołania władz? I dalej, czy jest jeszcze jakakolwiek szansa na uratowanie Polski? Czy są jakiekolwiek możliwości, aby Stocznia pozostała w polskich rękach? To samo dotyczy innych zakładów pracy. I w czym mogą pomóc poszczególni ludzie, gdyż po ostatnich wyborach, zwycięstwie AWS ludziom opadły ręce i w nic już nie wierzą. Wiem, byłam kiedyś przewodniczącą Solidarności, przez wiele lat, a dziś znajomi mają do mnie żal, po co to było, po co się angażowaliśmy? itp. Dziękuję i życzę sukcesów.
        Pani Anna Walentynowicz: “ Nie próbowaliśmy jeszcze tego, ale uważam, że na takiej zasadzie, jak wybieramy. Ksiądz Popiełuszko powiedział: » Dajemy, bierzemy odpowiedzialność za tych, którym dajemy mandat« . Daliśmy mandat? A zatem nie spełniają naszych oczekiwań, trzeba odwołać, przepędzić, rozliczyć, postawić przed Sądem. Ja uważam, że taka powinna być droga. A to, że była pani przewodniczącą Solidarności, i teraz ludzie mają do pani pretensje, do mnie też. Dzwonią, upewniają się, że to jestem Walentynowicz, i zaczynają lecieć epitety przez telefon. To ty taka jedna. To przez ciebie nie mam teraz co jeść. To przez ciebie nie mogę się leczyć. Muszę umierać, jestem chory, bo nie mam pieniędzy. Nie zdążę nawet powiedzieć takiemu człowiekowi, że ja tak samo jak pan, tak samo jak pan mam nędzną tą rentę, emeryturę. I nie mam na to wpływu i nie do mnie kierować żale, bo nie ja uczestniczę w sprawowaniu władzy. Ale nie mogę powiedzieć, bo rzuca słuchawkę. Ulżył sobie ktoś, kto mi nawymyślał. No, ale dopuściliśmy wszyscy do, do przekształcenia, do uśmiercenia naszych ideałów, naszego zwycięstwa, i przyszedł nowy twór, pod tą nazwą.
        No, opadły ręce, ale kto jest temu winien? My cały czas dajemy szanse, więc zacznijmy egzekwować. Jak nie będziemy egzekwować od tych ludzi, obiecują nam gruszki na wierzbie w czasie kampanii wyborczej, idziemy, bo jak powiedziałam, będę na tych głosować co mnie obiecują, a potem? Zostaliśmy oszukani, i co? Być oszukanym to nie wstyd, bo trudno żyć bez zaufania, ale tkwić w oszustwie to jest co najmniej hańba. I trzeba się z tego ocknąć. (Oklaski).
        Naprawdę, nie zrobi za nas naszej roboty ani Clinton, ani nikt. To jest nasze zadanie – zrobić porządek w naszym kraju. Jak nie możemy odwołać, to nie powinniśmy wybierać. Nie powinniśmy dawać im mandatu. A jeżeli jesteśmy bezradni, to powinniśmy stosować samobiczowanie. (Oklaski).
        Póki jestem przy głosie – tutaj pani Danuta przysłała taką kartkę i pyta, czym można pomóc, czy coś kopiować? Ja bardzo proszę tą panią o spotkanie po zakończeniu naszego zebrania. Dobrze? Pani Danuta B. Bardzo proszę”.
        Organizator spotkania czyta następne pytanie: – Co konkretnie zrobić, co z wyborami komunalnymi? I następnie, żeby Polakom chciało się głosować mądrze, nie obojętnie na kogo, jak było w każdych wyborach. Po drugie – we wrześniowych wyborach głosowalo 52 %. Słyszałam wypowiedź kilku osób, że już nigdy nie będą głosowali. Komu to na złość, czy mądry Polak przed szkodą? I co Państwo robią obecnie i jakie zaplecze polityczne posiadają Państwo w Gdańsku?

Andrzej Gwiazda: Jest pytanie - Co teraz robić z wyborami komunalnymi? Nas, znaczy Anię i mnie, bardzo namawiają do kandydowania w tych wyborach. Ja konsekwentnie odmawiam. Najkrótsze uzasadnienie odmowy - nie interesuje mnie, którą dziurę w asfalcie naprawi się pierwszą. Bo pieniędzy na naprawienie obu nie ma i nie będzie. Natomiast to nie znaczy, że uważam, że udział w tych wyborach jest czymkolwiek złym. Ja prawdopodobnie u nas głosować nie będę, z prostego powodu, że nie widzę tam kandydata, do którego miałbym zaufanie, żeby złożyć w jego ręce nawet sprawy miasta. Natomiast jeśli chodzi o wybory generalnie. W 78. czy 79. roku, już nie pamiętam, były wybory, i wtedy Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych wydał taką ulotkę: » Jeśli wśród wymienionych kandydatów masz przynajmniej jednego, do którego masz bezgraniczne zaufanie, któremu możesz powierzyć klucz od mieszkania i swój portfel z pensją, to idź i oddaj na niego głos« . (Oklaski).
        Ja tę propozycje po 20 latach ponawiam. Jeśli ktoś z Państwa widzi tam kandydata, do którego ma bezgraniczne zaufanie, to uważam, że powinien niezależnie od tego, czy będzie padał deszcz, czy będzie daleko, pójść i oddać na niego głos. A jeżeli odda na takiego, do którego nie ma zaufania, to może nie ja, ale jego dzieci kiedyś spytają: no i co? kto za to odpowiada, że taki i taki był, przypuśćmy, radnym lub prezydentem miasta? Bo udział w wyborach to jest ogromna odpowiedzialność. To na siebie podpisujemy wyrok. Na siebie i niestety nie tylko na siebie. Bo jeżeli tylko na siebie, to można powiedzieć - małe piwo, ale to się na dzieci, rodzinę, sąsiadów, ludzi nawet nieznanych podpisuje wyrok. I ten wyrok może być dobry albo zły. Trzeba mieć pewność.
        Jakie mamy zaplecze w Gdańsku? Mogę powiedzieć, że żadnego. Bo np. jeżeli ja dostałem w 93. roku 6 tysięcy głosów w tych wyborach, to znaczy żadnego. A jak jest naprawdę, to nie wiadomo, bo oczywiście w 80. roku też nie mieliśmy żadnego zaplecza w Gdańsku. Mniej więcej na spotkanie z Komitetem Założycielskim przychodziła może setka osób, może dwie. Czy niektórzy w ogóle byli na spotkaniach? A okazało się a potem, w czasie strajku, że nas prawie cały Gdańsk czy Wybrzeże zna. Jeżeli nie znali z twarzy, to z nazwiska. Jak powiedziałem kto jestem na bramie Stoczni Gdańskiej, to mnie zaraz młodzi chłopcy, których pierwszy raz na oczy widziałem, jak kolegę potraktowali - To masz opaskę, żeby cię tam nie tego...
        Zaplecze się ma takie, a przynajmniej my mamy takie zaplecze, na ile ludzie rozumieją sytuację. A od zrozumienia do działania czasem może być daleka droga. Oby była krótka! (Oklaski)
        Mówi organizator spotkania: – Bardzo prosimy teraz o wypowiedź p. Piotra Rodkiewicza. I zaraz postaramy się przedstawić ostatnie pytania i propozycję Listu Otwartego. Prosimy bardzo o nieopuszczanie sali. Jeszcze spotkanie trwa, to przeszkadza. Małe przerwy na wygłoszenie małych przemówień w sprawie Konstytucji pana Piotra Rodkiewicza, który napisał o takie, o egzemplarze konstytucji. On je Państwu w ciągu trzech minut zachwali, chyba rozda, tak? o ile wiem. Tak. Potem jeszcze udzielimy, zanim koleżanka się zapozna z treścią dłuższego dokumentu, będziemy mieli chwilkę czasu, udzielimy jeszcze głosu, ale krótkiego, panu Aleksandrowi ...Pruszyńskiemu (?), tutaj napisane po angielsku (fonet.) – president and Christian Demokratika Kandidej of President Bielorasia, czyli kandydat na prezydenta Białorusi zamiast Łukaszenki rozumiem. Także udzielimy głosu krótkiego panu Janowi Marszałkowi. Prosimy najpierw pana Rodkiewicza.
        Pan Piotr Rodkiewicz: “Proszę Państwa, krótko muszę się chyba przedstawić. Jestem inżynierem elektronikiem, dr. nauk technicznych, w tej chwili aktualnie na emeryturze. Mój ojciec, prof. Rodkiewicz był twórcą polskiej radiotechnoelektroniki. Założył Diorę, Kasprzaka, założył Zakłady Telewizyjne w Warszawie, śp., ale proszę Państwa, to było bez obcego kapitału zakładane. Bo jak mówił Mochnacki, po upadku powstania listopadowego, w nas jest pewna siła, którą nazwać trzeba siłą dźwigania się z każdego upadku. U nas tylko wykształciło się i upowszechniło nie znane innym narodom życie po śmierci politycznej.
        My jesteśmy w takim momencie głębokiego upadku śmierci politycznej. Ale my się z tego dźwigniemy? bo w nas jest pewna siła, siła moralna, to Norwid nas uczył, czym jest Ojczyzna, że to jest zjednoczenie moralne. To Mochnacki mówił, co nam zagraża, mówił: » Polska nie zginie brakiem bogactwa odwagi i cnoty, ale zginie terrorem nierozumu« .
        Tak, proszę Państwa, my musimy wydobyć z siebie siły, żeby walczyć z głupotą i walczyć z demoralizacją społeczeństwa. Pamiętajmy, co powiedziała caryca Katarzyna, kiedy jej doradca, nie wiedząc co zrobić, jak złamać Polaków, pyta się, co mamy robić? czy dać im wódki? A caryca Katarzyna, wykształcona, przebiegła i sprytna, odpowiada: wódki oni mają dość, wyprodukują ja sami. Demoralizować! Demoralizować! A czymżeż jest dzisiejsza rzeczywistość? I to wprowadzenie w błąd społeczeństwa Solidarnością, w której ludzie pokładali tak wielkie nadzieje? (Oklaski).
        U podstaw tego leży demoralizacja. Spójrzcie, kłamstwa, oszczerstwa, to wszystko metoda, to metoda demoralizacji. Spójrzcie na robotnika, jak się wprowadza go w błąd: dostaniecie 15 % akcji za darmo własności całego Narodu, tylko nie buntujcie się przeciwko oddawaniu za bezcen waszego zakładu. I tak uczynili. To ich głupota, to nasza głupota. Okazaliśmy się kamieniem pleśnią pokrytym, a nie ładunkiem dynamitu. Zgnuśnieliśmy. Odwagi i waleczności musimy się uczyć od nowa, to nie moje słowa, to słowa Józefa Piłsudskiego, tego, którego tutaj macie Państwo na transparencie myśli. Co jest przyczyną utraty niepodległości? utrata suwerenności gospodarki, utrata zakładów pracy, więź pracy, odebranie ziemi. Zobaczcie, o ileż mądrzejszy jest rolnik od polskiego robotnika. Jakżeż on walczy o utrzymanie ziemi we własnych, polskich rękach.
        Nie dopatrujemy się tego, że broni tylko swojego interesu materialnego. Może tak i pozornie to wygląda, może to jest jego głównym motywem, ale pamiętajcie, oddanie ziemi obcym, to już koniec wszystkiego. Tego nam zrobić nie wolno! tego nam nie wolno akceptować! Musimy popierać rolnika w jego walce o byt. Proszę Państwa (Oklaski), ja zastanawiałem się, nie jestem, proszę Państwa, z wykształcenia prawnikiem, wszędzie głosy są, że państwo prawa, wszystko na prawie stoi. Ja się pytam tylko, jakiego prawa? Państwem prawa były i hitlerowskie Niemcy! Państwem prawa był i sowiecki bolszewizm! Nie chcemy być chyba państwem takiego prawa? I udawadnianie przez Buzka czy innych mężów stanu, że takie jest prawo, nabyli zgodnie z prawem tę własność całego Narodu. » Dura lex, sed lex – Trudne prawo, ale prawo« . To mówili Rzymianie, ale trudne prawo to nie to samo, co złe prawo, złe prawo należy zwalczać! zmieniać! a nie szerzyć niesprawiedliwość z łajdactwa! i to w aureoli prawa!
        W Polsce mamy bardzo kiepskie prawo i jeszcze gorszych sędziów. A Montesquieu mówił (Oklaski) : » prawo jest jak pajęczyna, przez które przenikają i rozdrapują ją wielkie owady, a w którym więzną małe« . I dlatego nie pytam się, jakie jest prawo, ale jacy są sędziowie? Proszę Państwa, przy budowie Polski należało zacząć od weryfikacji sędziów i organów wymiaru sprawiedliwości. (Oklaski). Nie byłoby do tego, nie doszłoby do tego, by robotnik dostawał zasiłek dla bezrobotnych wysokości kilkuset złotych, a prokurator lub sędzia winien śmierci bohaterów narodowych, pootrzymywali emerytury po cztery i pięć tysięcy złotych. (Oklaski). Tu nie chodzi o wymiar finansowy, chodzi o wymiar moralny. Społeczeństwo musi wiedzieć, w którym kierunku ma iść, co jest cenione! Musimy bronić wartości! dlaczego musimy bronić Krzyża? Bo to symbol wartości chrześcijańskich! (Oklaski). To symbol godności człowieka. A każdy kompromis ma swe granice, to jest godność człowieka. Nie wolno się godzić na niszczenie godności człowieka i naszego honoru. Ja sam (Oklaski) nie wiedząc porwałem się może na rzecz wielką, może za dużą jak na moje siły, bo nie jestem prawnikiem, w ciągu tych kilku lat w kontakcie z nieliczną grupą osób opracowałem projekt Konstytucji.
        Wychodząc z tego, że ta Konstytucja jest prawem takim pisanym, na którym wszystkie ustawy, wszystkie prawa państwowe się zasadzają, że Konstytucja jest aktem określającym granicę uprawnień władzy i prezydenta, i posłów, i sędziów. Dlatego to długo pracowałem nad tym, korzystałem z wielu konstytucji. mam tutaj około 100 egzemplarzy, to Państwu rozdam, kto będzie się interesował. Uważam, proszę Państwa, że to jest fundament państwa prawa – dobra Konstytucja. Obecna zezwala na niszczenie Polski. (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Dziękujemy panu Rodkiewiczowi, poznamy chętnie przyszłego prezydenta Białorusi, pana Aleksandra Pruszyńskiego.
        Mówi organizator spotkania: – Proszę Państwa, po wystąpieniu pana Pruszyńskiego odczytamy List Otwarty i Państwo zechcą wyrazić swoje stanowisko: albo poprzeć ten List, albo nie. A potem na koniec zabierze głos już tradycyjnie na naszych spotkaniach pan Marszałek, ktory powie kilka słów na temat książki – właśnie wywiadu z senatorem Ceberkiem To jest zdrada stanu. Bardzo ciekawa pozycja i prosimy poczekać, nie wychodzić, poczekać do wystąpienia pana Marszałka. A teraz oddaję głos panu Pruszyńskiemu.
        Pan Pruszyński: “Dziękuję bardzo. Proszę Państwa, było tu wiele bardzo ciekawych rzeczy powiedziane. Jest źle, większość ludzi tutaj przyszło, już wiedziało dawno o tym, proszę Państwa, ja zasadniczo nie jestem obecny na scenie politycznej. Polska walczy o swoje, czyli o swoje pozycje i podniesienie Białorusi i zaprzestanie tego, co się dzieje złego na Białorusi, bo jest to piękny kraj, bogaty kraj, który się pogranża nie wiem czy tak szybko jak Rosja, ale w każdym razie dość dużo.
        Ale wracając do tej sali, to, co jest złe, od kilkudziesięciu słów nie ujdzie. Solidarność obaliła w pewnym stopniu, a raczej zachwiała władzą, ale były pewne konkretne działania. Ja chciałbym widzieć wychodząc z tej, nawet jako obserwator, tej sceny politycznej, kraju, którego jestem obywatelem również, jakieś wezwanie do czynu. Nawet niech to będzie na miarę trzech groszy. Ale konkretnego czynu. Każdy z Państwa tu obecny żyje w tzw. socjologicznej wiosce 200 ludzi. Wy macie na te 200 ludzi, powiedzmy może nawet nie wszyscy, jakiś wpływ. Powiedzcie im coś, co żeście tu usłyszeli. Bo oni nie słyszeli tego. Nawet kwintesencji. Ale od tych, którzy są tutaj, na tym, z tym, wzywamy do akcji. Okey, Andrzej powiedział, idziemy na wybory, wybieramy tego co ten, dobrze, ale konkretnego, i myślę, że Stowarzyszenie Wola – Bemowo może coś dać. Bo samo złe nie odejdzie. A potem – reklama dźwignią handlu. To jest moja książka Jak nie zostałem prezydentem Białorusi. Jest do sprzedania na tym, a jeżeli ktoś będzie chciał autograf, to jest........(?) jak mówią Amerykanie. Dziękuję bardzo”. (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Proszę Państwa, teraz bardzo proszę o wysłuchanie treści proponowanego przez nas Listu Otwartego i ustosunkowanie się do niego, do jego treści. List Otwarty do NSZZ Solidarność oraz społeczeństwa polskiego. Może jeszcze krótka uwaga. to są te treści zawarte, nam chodzi o to, czy Państwo akceptujecie treści zawarte w tym Liście. Natomiast jeśli okaże się, że jest on być może za długi, to po prostu będziemy musieli troszkę przeredagować, ale nam chodzi o to, czy po prostu treści zawarte są, wyrażają Państwa poglądy?
        My, uczestnicy spotkania z I Bohaterami Protestu Robotniczego w Stoczni Gdańskiej w Sierpniu 1980 roku, Anną Walentynowicz i Andrzejem Gwiazdą na temat : Quo vadis Solidarność?, zorganizowanego w 18. Rocznicę Jej powstania, Stowarzyszenie Patriotyczne Wola – Bemowo w Warszawie oświadczamy co następuje:
        Wielkie nadzieje milionów Polaków związane ze zrywem ogólnonarodowym w Sierpniu 80. roku, podjętym dla zrzucenia sowieckiej dominacji nad Polską, zostały zawiedzione. Wielkie mocarstwa kryły wtedy swoje zamiary wobec Polski.
        Światowa finansjera dążąca do spełnienia masońskiego planu państw narodowych również kryła swoje zamiary przed patriotycznymi robotnikami z Solidarności. Istniał już wtedy plan ujarzmienia Polski i potraktowania jej jako łupu. Jednym ze sponsorów był George Soros. Dzisiaj jawny wróg państw narodowych i Polski. Plan ten był możliwy przez osadzenie agentury grobalistów w Solidarności. Rekrutowała się ona zarówno z nowych Targowiczan, jak i przemalowanych na rycerzy Wolności i Demokracji agentów Komunistycznej Międzynarodówki, dla ktorych komunizm był dogodną przykrywką dla stworzenia na ziemi polskiej Judeopolonii w ramach Światowego Imperialnego Kołchozu.
        Kołchoz Martrichtowski (?) stał się dla nich inną drogą do tego samego celu. Kolejne rządy postsolidarnościowe ramię w ramię z postkomunistami dokonały bez porozumienia ze społeczeństwem:
        1/ demontażu struktur państwa polskiego;
        2/ osłabienia systemu obronnego państwa;
        3/ rozgrabienia i wyprzedaży majątku narodowego w obce ręce;
        4/ pauperyzacji społeczeństwa z 5-milionowym bezrobociem;
        5/ wspierania inicjatyw prawodawczych, wspierających bezprawie, korupcję, bezkarność nieuczciwych urzędników;
        6/ systematycznego niszczenia polskiego rolnictwa oraz wyprzedaży polskiej ziemi;
        7/ turbowania treści narodowych z polskiej kultury, a wspierania tendencji kosmopolitycznych godzących w godność i dumę narodową Polaków.
        Elity rządzące zapewniły sobie bezkarność przez odcięcie się od społecznej opinii publicznej, przez przekazanie środków masowego przekazu w obce narodowo lub zagraniczne ręce. Przeprowadzają one bezkarnie akt wynaradawiania i demoralizacji społeczeństwa, głównie młodzieży.
        Elity rządzące w ramach zdradzieckiej koalicji Unii Wolności – AWS, wspierane przez SLD, oraz osadzoną w organizacjach prawicowych agenturę, ukrywają przed społeczeństwem rzeczywiste cele międzynarodowych grobalistów. Z podniesionymi rękami przyjmują dekret międzynarodowy wyolbrzymiając każdą obcą opinię, a lekceważąc opinię Narodu Polskiego, którego winni być reprezantantami. Szczególnie oburzające jest niezabezpieczenie integralności Państwa, szczególnie Ziem Zachodnich, i brak stanowiska wobec żydowskich żądań eksterytorialności Oświęcimia pod pretekstem walki o Krzyż na Żwirowisku.
        Przeforsowana na siłę Konstytucja toruje drogę do V rozbioru Polski i uczynienia z mniejszości narodowej prawdziwego hegemona polskiego społeczeństwa, co może grozić dążeniom odśrodkowym dezintegrującym Polskę.
        Obecna Akcja Wyborcza Solidarność firmowana przez NSZZ Solidarność zawiązała koalicję z największym wrogiem Narodu Polskiego, jakim jest Unia Wolności, która pod wodzą towarzysza Balcerowicza zamiast realizacji sztandarowego punktu kampanii wyborczej, uwlaszczenia Narodu, zajęła się realizacją... (koniec taśmy)
...nia się w celu ratowania Państwa Polskiego. Pod honorowym przywództwem nieskazitelnych przywódców Sierpnia ’ 80 – Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy. Nadszedł czas, aby zrozumieć wszelkie zagrożenia i konieczność historyczną, aby Polską rządzili ludzie z Polską w sercu i w czynach. To uczestnicy spotkania. (Oklaski).
        Proponujemy systematyczne spotkania Ekspertów ds. Organizacji Państwa. Pierwsze takie spotkanie proponujemy w ciągu najbliższych kilku tygodni, pod honorowym przywodztwem Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy. No tak, nieskazitelnymi przywódcami Sierpnia ’ 80. Sposób organizacji tego spotkania ustalimy z zainteresowanymi, po zakończeniu spotkania. Podpisane – uczestnicy spotkania.
        Mówi organizator spotkania: – To znaczy że chcielibyśmy takie spotkania robić już regularnie, niekoniecznie w Warszawie. Pierwsze to prawdopodobnie wypada nie w Warszawie. A wszystkich zainteresowanych, zwłaszcza tych, którzy wygłaszają, że organizują jakieś ogólnonarodowe ruchy w różnych miastach, a do nas takie przychodzą oferty, poprosilibyśmy, żeby nam przedstawili swoją ideę, dlaczego chcą tworzyć tam, bo to jeżeli każdy w innym mieście tworzy ogólnopolski ruch, niewiele będzie warte. Ale jeżeli je złączymy, może być to dużo warte. Dlatego chcielibyśmy, żeby zwłaszcza ci, którzy coś organizują, przyszli i przedstawili nam swoje racje.
        Mówi organizator spotkania: – I czy Państwo jesteście zgodni z treścią tego listu, czy możemy uznać, że popieracie ten List? Kto jest za? List Otwarty do NSZZ Solidarność i społeczeństwa polskiego. Treść jego zostanie wysłana do wiadomości oczywiście, do wiadomości Prymasa też. Zawsze wysyłamy nasze Rezolucje... chcę Państwu powiedzieć, po każdym spotkaniu, nasze Listy Otwarte i Rezolucje zawsze są wysyłane do: Naszego Dziennika, Naszej Polski, Polskiej Myśli, Radia Maryja, Radia Jutrzenka, Radia Józef, więc do tych środków masowego przekazu zawsze wysyłamy. I oprócz tego także do Sejmu, do Senatu, do Prymasa. I chcę powiedzieć, że zawsze Radio Jutrzenka daje relacje z naszych spotkań oraz przekazuje treść Listu, Rezolucji, i zawsze drukuje je Myśl Polska, natomiast pozostałe, to różnie bywa.
        Mówi organizator spotkania w ramach uzupełnienia: – Szanowni zebrani, skoro tu obsługuję Państwa, w cudzysłowie, artystycznie, chciałem również dołączyć do tej deklaracji taką uwagę, jako artysta muzyk.
        Żądamy kategorycznego oczyszczania naszych mass-mediów z plucia nam szlamowinami z amerykańskiego Hollywoodu. (Oklaski). Za dużo tego wszystkiego. (Oklaski). jeden ze znajomych Niemców, ja go znam, trochę studiowałem niemiecki na KUL-u, powiedział mi co to jest angielski? – zgnieciony niemiecki. Wiemy, że Hollywoody to są Święte Gaje czy Lasy. Tylko to, co stamtąd leci, w ogóle na kraje nasze i na inne kraje, wymaga kategorycznej zasłony.
        I poza tym chcę przypomnieć Państwu, wszyscy wiedzą wypowiedź T.W. Wiegla (?) na temat, żebyśmy się liczyli ze zwrotem Ziem Zachodnich. To są najnowsze wiadomości, więc my kategorycznie żądamy oczyszczania, bo to jest zabijanie ducha Narodu Polskiego. Właśnie, gdzie jest nasza, dlaczego się nie uczy naszych dzieci pieśni, piosenek ludowych? Tyle pięknych, tyle Szymanowski potrafił zauważyć piękna; pieśni Kurpiowskie, Chopin. A tu ciągle te szlamowiny, gdzie się tylko włączy, to ci tylko walą: hu, hu, hu i a-a-a! jak ja to nazywam wycie samców i samic po angielsku! proszę to dołączyć, że Polski Naród kategorycznie żąda: oczyścić! (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Proszę Państwa, jeszcze dwa słowa pan Poręba. I już zaraz poprosimy pana Marszałka. Bardzo proszę.
        Pan Poręba: “ Ja przepraszam bardzo. Chciałbym sprostować pewną dezinformację, która się wkradła w jednym z pytań. Ponieważ jesteśmy Zgromadzeniem Publicznym, Patriotycznym, które być może będzie mogło wnieść polską myśl do inych, nie chciałbym, żeby zakłamanie powstało między nami. Dotyczy to tego pytania, które mówiło o Ruchu Patriotycznym Ojczyzna. Tu chciałbym powiedzieć, jako związany z tym ruchem. Że: 1/ pan Olszewski nie jest liderem tego Ruchu, nie jest przewodniczącym tego Ruchu, jest jednym z członków Prezydium. Tam postanowiliśmy, że żadnego przewodniczącego nie będzie, bo chodzi o szersze i ważniejsze sprawy. Jest to organizacja jednocząca wiele organizacji, przede wszystkim najpierw warszawskie, a potem przekształcone w Krajowe Porozumienie Samorządowe. Jest tam Solidarność ’ 80. Organizacji jest w sumie kilkanaście, jest to ciało, które idzie do wyboru pod sztandarem absolutnie narodowym. I pan Olszewski z ROP-em był ostatnim, który dołączył do tego szeregu.
        Chciałbym powiedzieć, jak my myślimy. Przedstawił to przed chwileczką mój kolega z Ruchu Patriotycznego Ojczyzna, kol. Rodkiewicz. Dziękuję”. (Oklaski)
        Mówi organizator spotkania: – Bardzo proszę pana Jana Marszałka. A w międzyczasie ja podam tylko króciutką informację, ponieważ było kilka pytań tutaj. A nie czytaliśmy, zostawiliśmy to na koniec.
        – Z kim nasi przedstawiciele idą, z jakiej listy w wyborach Samorządowych?
        Otóż przedstawiciele naszego Stowarzyszenia idą z Rodziną Polską, ponieważ stwierdziliśmy, że program jest nam najbliższy, bo nam chodzi głównie o uwłaszczenie społeczeństwa polskiego. I zdecydowaliśmy, że z jednej listy z Rodziną Polską pójdziemy do wyborów Samorządowych.
        Tam powinno być napisane przy naszych kandydatach, że pochodzą ze Stowarzyszenia Patriotycznego Wola – Bemowo. Oni występują w różnych dzielnicach, ale głównie na Woli, oczywiście. Także i poza Warszawą.
        Bardzo proszę, pan Jan Marszałek.
        Pan Jan Marszałek: “ Ja jak zwykle chciałem powitać wszystkich staropolskim » Szęść Boże« i na samym początku chciałem podziękować za tę przepiekną ucztę duchową, którą dali nam tu prelegenci. Oczywiście, z pomocą organizatorów. Właściwie, do tego, co tutaj zostało powiedziane, nic nie mogę dodać, mogę się tylko podpisać. Bo rzeczywiście Polski jako państwa od dnia uchwalenia Konstytucji już nie ma, jako Państwa. Jako że prawo międzynarodowe jest wyższe od prawa polskiego, krajowego. I dramat Polaków polega na tym, że to Polacy, że to Polacy uczestniczą w tej zbrodni i w tej zdradzie. Bo to i zbrodnia i zdrada.
        Nasi szanowni prelegenci, których z niezwykłą uwagą słuchałem, podali na przykładzie Stoczni Gdańskiej jak demoralizuje się ludzi pracy, jak się demoralizuje. Bo przecież nie można żadnego Narodu skolonizować i podbić, gdy w tym Narodzie nie znajdzie się agentów i zdrajców. To z pomocą agentów i zdrajców kolonizuje się wielkie Narody i po prostu wyniszcza się te Narody. I tak się stało w Polsce.
        Tutaj użyto słowa Neosolidarność, ja kiedyś rozmawiałem z Krzepkowskim śp., a on mówi: Koro-solidarność. I wtedy, od tamtego czasu zawsze w swoich książkach używam Koro-solidarność. Bo Solidarność to są ci ludzie, którzy organizowali z ducha, z serca i z jakiejs nadziei wolnej Polski. Ale ci ludzie zostali odtrąceni.
        Przecież tutaj było spotkanie wcześniej z Jurczykiem Marianem. Mówił to samo co ci tutaj, panowie i panie. To samo Świtoń. Wszyscy ludzie, którzy walczyli o poprawę bytu człowieka pracy, ściślej robotników, i o wolną, niepodległą, a także sprawiedliwą Polskę, zostali odsunięci, zostali zniszczeni, zostali zohydzeni. Tyle, ile ja się nasłuchałem od roku 80. o pani Walentynowicz złego, to po prostu gdybym to przyjmował jako coś normalnego, to już naprawdę, a to szła ta plotka nieprawdopodobnie. I kto ją stwarza? Kto? I teraz po prostu mnie się wydaje, że najważniejsze tutaj, najważniejsze jest udokumentowanie, jeszcze raz powtarzam, udokumentowanie zbrodni i zdrady.
        Bo jeśli Niemcy, to ciągle powtarzam, 1 września 1994 r. wykupili 15 tysięcy podmiotów gospodarczych, a mam na to dokumentację niemiecką nie polską, bo pani Suchocka parę tygodni mówiła, że wielki sukces Polacy odnieśli, bo sprzedali 5 tysięcy podmiotów gospodarczych. A więc różnica jest między 15 tysiącami a pięcioma. A to było 1 września w 1994 r. Niemcy w Świnoujściu urządzili sobie dzień zwycięstwa i chwały. 1 września. Przecież Hupkę odznaczono 1 sierpnia, hitlerowskiego oficera. Czy ktoś protestował? Czy my jesteśmy Narodem Polskim czy narodem niewolników? Naród Polski, który tak krwawił. Tutaj walczyła Warszawa. Ta Warszawa szła na Syberię, a dzisiaj nie ma Narodu Polskiego, i to jest najstraszniejsze. I wróg wie. Dlatego wróg jest tak pewny, arogancki, ale nie do końca. Bo Kazimierz Świtoń potrafił jako jeden człowiek włożyć drzazgę temu kolosowi do pięty. I zaczyna utykać. Zaczyna utykać.
        Ja jako pisarz, po prostu od spotkania, z tymże Kazimierzem Świtoniem do dnia dzisiejszego... za trzy dni ukaże się książka Broniąc Krzyża Polski Bronimy, gdzie pokazuję dokumentację od 86. roku, jak to zdrajcy i renegaci już w Szwajcarii podpisywali wyprzedaż Oświęcimia. Bo wtedy się zaczynało. I dlatego najważniejsze jest dokumentowanie. Zbieranie dokumentacji zbrodni, zdrady i wyprzedaży majątku narodowego.
        To, co tu powiedziano, przewodniczący Solidarności, przewodniczący spółek, i to w całej Polsce, podzielono się po prostu z tym złodziejstwem, bandytyzmem, z tą jakby powiedzieć niekompetencją. Bo sołtys może sprzedać po prostu swoją wieś. Był taki przypadek, że na Pomorzu sprzedał sołtys kilka zakładów pracy, a później opisywano głośny przypadek, że Niemiec domaga się zwrotu jego, jego majątku, tego sołtysa. Ale tenże sołtys, na to nikt nie zwrócił uwagi, wcześniej sprzedał wszystkie zakłady Niemcom. Bo przecież z tego prawdopodobnie coś miał.
        I dlatego ja z bólem patrzę, po prostu, i z niepokojem zadaję sobie pytanie, jak nasze dzieci za lat kilkanaście spytają: co wyście z Polską zrobili? Co wyście z Polską zrobili? To Polacy są winni. I nie winić Żydów, nie winić Niemców, bo Niemiec, Żyd, Ukrainiec, nikt by tu nic nie zrobił, czy Rosjanie, gdyby Polacy nie sprzedawali? A za co te wille? (Oklaski). A za co te samochody? A za co to życie ponad stan?
        Jeszcze trzeba o jednym pamiętać. Że ci, co w 44. i 45. roku rozpoczęli walkę klas i postawili na robotnika, żeby zniszczyć kapitalizm i obszarników. Te same stalinowskie ugrupowania w 90. roku niszczą robotnika, stawiają na kapitalizm. (Oklaski). I tu się toczy walka klasowa, nie tylko narodowa (Oklaski), nie tylko polska, przecież ja się dziwię, że 100 tysięcy, pół miliona górników, sam jestem górnikiem, sam, to zawód mój pierwszy; pół miliona górników godzi się na to, bo dostają 400 tysięcy na samochód? I godzą się na likwidację Polski. Hutnicy drugie tyle. I godzą się.
        Tutaj było o tym, że fabrykę zaorano. Dziesiątki. Jeżdżę po Polsce po prostu i dokumentuję co było wcześniej i co jest teraz. PGR-y, przecież to miliony hektarów dzisiaj leżą. Niemcy przejmują, albo z nakazu Niemiec je zalesia się. Tym samym sposobem odsuwa się Polaków. Bo przecież tam, gdzie las, ludzi nie będzie. Będą Niemcy przyjeżdżać czy obcokrajowcy na wypoczynek, ale już Polaków nie będzie. Przecież to drang nach Osten XXI wieku zacząło się, to znaczy, wojna się skończyła i to się zaczęło w 45. roku. Jeśli śledzi się niemieckie dokumenty, jak oni przezornie zaczęli, już w 45. roku Niemcy powołali specjalną Komisję, która opracowywała całą księgę. Każdy człowiek, który został przeniesiony do Niemiec, z takich czy innych względów, po prostu był opisywany: co stracił, jak stracił, dokumentacja fotograficzna, inna metrykalna. A Polacy nie mają. 2/3 Polaków mieszkających na Ziemiach Zachodnich i Północnych, na Śląsku, nie mają nawet prawa własności. Ja ciągle to powtarzam: » tyle wolności, ile własności« . A te zbiry (Oklaski), ci zdrajcy, renegaci Polaków wydziedziczają. Jest to coś strasznego, że Polacy się zgadzają. Niszczy się zakłady, 10 tysięcy, 20 tysięcy, i później taki płacze, jak Huta Warszawa. Płaczą: » my jesteśmy niewolnikami« . Luciniego, prawda? A przecież to oni sami chcieli. Tymi ludźmi kierowały najgorsze instynkty, bo chcieli lepiej zarabiać niż pozostali Polacy i w polskich jeszcze zakładach.
        A teraz zlikwidowało się i likwiduje się Polskę polskimi rękami. I dlatego ja cieszą się, że są jeszcze tacy ludzie, po prostu, jak nasi goście, jak Switoń, jak Jurczyk, jak Ceberek, który wydał właśnie znakomitą książkę To jest zdrada stanu. Jest to prosty rolnik, Kurp, któremu się nie podobało to, co w Sejmie robi. Ja tak słuchałem jego i ktoregoś dnia, zresztą Państwo też, bo on też miał tu spotkanie, któregoś dnia on mi zaczyna mówić, że Kaczmarek minister wykreśla jemu Senatorowi na oficjalnych spotkaniach to, co on tam powiedział o wyprzedaży ziemi, czy tam majątków. Ja nie chciałem wierzyć. W Parlamencie? Wykreśla się wypowiedzi Parlamentarzystów? To nawet w najgorszych stalinowskich czasach tego nie ma, bo jeśli robię dokumentację to tam jest wszystko. Jak jest to jest, ale jest. A tu wykreślano!
        A więc takie dokumenty parlamentarne, sejmowe powstają nie tylko na dzień dzisiejszy, ale ku przyszłym pokoleniom. I jeśli jakiś historyk czy prawnik będzie grzebał w tych dokumentach, to jest tam tylko, że na wniosek marszałka Senatu wykreślono wypowiedź senatora Ceberka. Nie pisze co. A więc chodzi o to, żeby była zgoda na wyprzedaż, na grabież Polski, na rozbiory Polski. Dlaczego? Bo tu padło, padło takie, XVIII wiek. Dlaczego zaborcy tak dążyli, po prostu, żeby Sejm zatwierdził I rozbiór i następne Polski? Z punktu widzenia prawnego, dlaczego od dzisiaj zaborcy i zdrajcy różnego rodzaju dążą do tego, żeby było prawnie załatwione, żeby 51 % majątku danej fabryki tj. hipotecznie należało do cudzoziemskiego koncernu.
        Bo jeśli my, Polacy, podskoczymy za rok czy za dwa, to przyjadą Niemcy w mundurach ONZ czy w mundurach jakichś tam NATO i zrobią z nas po prostu to, co robili tysiąc lat, przez tysiąc lat. I mówię 15 tysięcy podmiotów niemieckich, ja mówię na stan 1 września 1994 roku. dalej tych danych nie badałem, teraz dopiero piszę książkę Drang nach Osten XXI wieku. To jest 15 tysięcy gniazd germanizacyjnych, gdzie właścicielem jest Niemiec, dyrektorem będzie Niemiec, zastępcą Niemiec itd., itd., aż do prostego robotnika, będzie się wyrzucało. I tego nie wie premier Buzek, który sprzedał Polfę? w Poznaniu? jedną z najnowocześniejszych? (Oklaski). I jeszcze ten premier, premier Buzek mieniący się profesorem. I jeszcze chwalił się po prostu i dostał 220 milionów. Kochani! Premier sprzedawać jak handlarz! I ja mam mieć do tego człowieka szacunek? Tu jest Rakowiecka, mogą mnie zabić, ale nigdy nie zmuszą do posłuszeństwa! Nigdy! (Oklaski).
        Bo gdy się zaczyna zdrada, trzeba walczyć jak nasi przodkowie walczyli. Na Syberii i tutaj. Tutaj padły piękne słowa walki. Walczyli. Zohydzono ich, zniszczono. Ja patrzyłem z boku, widziałem, dokumentowałem, wiele rzeczy dzisiaj po prostu mogę wiele rzeczy opisać, bo zniszczono w międzyczasie dokumenty. Zniszczono dokumentnie z jednej i z drugiej strony. Dlatego ja cieszę się, że powstają większe, mniejsze ruchy, ale to jest jakiś zaczyn wolnej, ja mówię sprawiedliwej Polski, bo po prostu » nie ma wolności bez sprawiedliwości« . Bo jesli ktoś zarabia 5 miliardów, 10 – rocznie, a drugi ledwie wiąże koniec z końcem? Przypadki takie mam, że przychodzą ludzie po 30 latach pracy, bo wyrzuca się ich jak psa, bez żadnego zabezpieczenia, osłony socjalnej, daje się przez 5 miesięcy kuroniówkę, i nie mają nawet co jeść. Wierzajcie mi, i to mają małe dzieci... No, to jest straszne. Wyrzuca się ludzi z domu. I Polacy nie protestują, wiedzą. Przecież każdego z nas to czeka. A to Sejm antypolską ustawę podjął. Wyrzucić każdego, wyrzucić jak psa. Dla psów, dla zwierząt, jak się znęca człowiek nad nim, po prostu grozi kara. Ale nad człowiekiem, nad Polakiem można się znęcać. I za to kary nie ma! (Oklaski).
        Ja przepraszam, ja tak siedzę, teraz, lada dzień, no mówię ukaże się ta, ta książka 320 stron Broniąc Krzyża, Polski Bronimy. Ja tak siedzę, siedzę, rzadko wychodzę, wychodzę tylko jak to się mówi ze swojej pracy na jedyne spotkanie, które wy tu organizujecie i na spotkanie z... Dlatego że jest to dla mnie wielka, ja się po prostu, ja nie chciałbym, żebym miał rację. Ale to jest potwierdzenie tego, co ja widziałem w 80. roku i co już wiedziałem w 79. o niektórych przywódcach Solidarności, wiedziałem, po prostu i dlatego bolałem.
        Ta agentura, te 800 tysięcy włożone w 80. i 81. roku, ja mówię do, do 13 grudnia agentów do Solidarności, to ludzie wykształceni, z całym zapleczem. Już nie mówię później, o więzieniach i internatach, internowanych, kiedy celowo ładowano po prostu internowanych z agenturą znakomicie zagospodarowaną, jeszcze czasami z okresu wojennego. Bo ludzi z tymi patriotycznymi rodowodami też wsadzano i to właśnie zostało pomieszane i wykorzystane przeciwko Polsce. Przeciwko Polsce miliony Polaków walczyło nie wiedząc o tym. Bo co to jest propaganda? Skończymy i kończę. Propaganda jest to coś, jest to nauka, ktorej zadaniem jest wmówić drugiemu człowiekowi, że walczy o swoje interesy, wmówić mu tak, żeby oddał nawet życie za to. A to jest zupełnie... faktycznie chodzi o inne interesy.
        Przecież likwidowanie polskich zakładów, oddawanie polskiej ziemi, to nie jest w polskim interesie, co nam mówią polskojęzyczne okupacyjne gadzinówki; bo to są polskojęzyczne, już takie próbne badania zrobiłem; 100 % prasy wielonakładowej jest w rękach niemieckich, a głównym akcjonariuszem tego koncernu jest jeden z założycieli SS. Ale mówię, to na razie próbnie, dlatego że dopiero siedzę nad tymi dokumentami.
        Tak że dziękuje serdecznie. Jeszcze raz dziękuję (Oklaski) prelegentom”.
        Mówi organizator spotkania: – Jeszcze poprosimy o ostatnie jakieś słowa podsumowujące – panią Annę Walentynowicz i pana Andrzeja Gwiazdę. Potem odśpiewamy I Brygadę i poprosimy o pozostanie tych, którzy chcieliby się zorganizować. Dlaczego tak? Po prostu nie znamy stopnia poparcia dla nowej organizacji, nowego organizowania się, bo my nie będziemy żadną organizacją, najwyżej Porozumieniem. Dlatego potrzebujemy to wiedzieć. Prosimy bardzo.

Andrzej Gwiazda: “Proszę Państwa, gdy wyszedłem zapalić, kilku uczestników spotkania zwróciło mi uwagę, że nie powiedziałem o bardzo, bardzo wielu rzeczach. Korzystając z ostatniego słowa wspomnę kilka ważnych spraw.
        Konstytucja jaka jest taka jest, ale mówi wyraźnie: ordynacja proporcjonalna. Proporcja jest pojęciem matematycznym, nie podlegającym żadnej dyskusji. Proporcja jest funkcją ciągłą i nie może mieć progu. Progi w ordynacji wyborczej są jawnym złamaniem Konstytucji (Oklaski). To ma zasadnicze znaczenie. Ordynacja rzeczywiście proporcjonalna nie jest gorsza do jedno mandatowych okręgów. Otwiera bowiem drogę do Sejmu mniejszym ugrupowaniom.
        Chcę poruszyć kilka praktycznych spraw. Co możemy zrobić, żeby nie rozejść się tak - no to sobie ponarzekaliśmy... Proszę Państwa, bardzo często słyszę - panie Andrzeju, a czemu pana nie było w TV? czemu pan nie występuje w TV? Na ten temat odpowiadam pytaniem: a czy pan napisał lub zadzwonił w tej sprawie do TV?
        Naszego głosu nie słychać, a jeżeli chcemy, żeby nasz głos było słychać, musimy zainwestować. Okazuje się, że jednostkowa inwestycja jest niezwykle mała. Policzyliśmy, że gdyby wyborcy na wybrane ugrupowanie dali jednorazowo wartość paczki papierosów lub tygodnika kobiecego, to ta partia wybory powinna wygrać. Lecz niestety u nas panuje przekonanie, że politycy powinni się wyborcom podlizywać i jeszcze im płacić.
        W starożytnym Rzymie Trybun Ludowy, Katylina poderwał plebs do walki z wyzyskiem patrycjuszy. Powstanie było silne i dobrze zorganizowane. Patrycjusze byli bez szans, tym bardziej, że zbliżały się wybory do senatu. Wtedy patrycjusze wystąpili z hasłem: “Katylina chce was oszukać, Katylina nie ma pieniędzy, Katylina wam nie zapłaci za głosy! Oburzony plebs sprzedał swe głosy za piwo, Katylinie ucięto łeb, a plebs nauczono moresu. Tak się skończyła rewolucja.
        Powtórzyliśmy wzory rzymskie, tylko, że nam w 89 roku nawet piwa nie postawili.
        Ale w Stanach urzędnik Departamentu mówił, że jeżeli przychodzi sto listów to sprawa trafia do Kongresu. Sto listów. Bo, jeżeli przyszło sto listów, to znaczy, że 10 tysięcy obywateli uważa to samo. Więc jest to poważny problem. Proszę Państwa, my nie chcemy korzystać nawet z takich możliwości. Czy u nas taka metoda działa? Działa. Po podobnym spotkaniu widać było ileś telefonów i TV zaproponowała mi wywiad. I nie dajcie się zwieść pozorom. Komuna też usiłowała nie zauważać wolnych związków zawodowych, twierdziła, że ich nie ma, i w ogóle starano się bagatelizować problem, aż w 80. roku się nie dało, trzeba było przyjechać, rozmawiać. Tak samo w czasie Solidarności mieliśmy wyraźne doświadczenia, że te metody są skuteczne (Oklaski). Oni ustępowali, ale ustępowali trochę później, aby osłabić wrażenie, że nasze akcje są skuteczne. Tak, żeby to było niewidoczne.
        Na razie Niemcy mówią, że Polacy tak się płaszczą przed marką, że niedługo będziemy ich mogli faksem na wschód wysyłać. Proszę Państwa, niestety jest to bardzo przykre, ale prawdziwe. W kuluarach, gdy wyszedłem na papierosa, dostałem ulotkę z informacją, że w Raciborzu prezydent miasta Hubertowi Hupce wręczył odznaczenie.
        W Słupsku na Ratuszu wisi flaga Unii Europejskiej i flaga Słupska. W Słupsku już nie ma Polski! Na szczęście jedna flaga jest tu, na korytarzu.
        Wypowiedziałem im wojnę i nazywam ich gdzie mogę w prywatnych i publicznych rozmowach złodziejami, oszustami i zdrajcami. Ale więcej nie mogę zrobić, bo nie mam żołnierzy. Nie ma żołnierzy. I jeszcze jedno, proszę Państwa, to, co napisałem Bujakowi w 83. roku – z więzienia, bo były możliwości przerzutu. Wtedy Bujak napisał, że jeżeli 85 % będzie za strajkiem generalnym, to on stanie na czele. Ja mówię – Zbyszek, jak będzie 80 % za, to się nie dopchasz, tylu będzie szefów, kandydatów na szefa. Twoim zadaniem jest wziąć na siebie odpowiedzialność tego wezwania.
        No cóż, my nie mamy takiej pozycji jak miał Bujak w 83. roku, ale wydaje mi się, że musimy wziąć na siebie odpowiedzialność tego wezwania. Wezwania naszych znajomych, tych, z którymi możemy się skontaktować. A jeżeli chodzi o rządzących, dawać im poznać, co myślimy.
        Jeszcze jedna z anegdot: Czyrek w 80. roku chciał nas zaskoczyć, delegację Solidarnościową, i przyniósł kilka gazetek, gazetek wyraźnie pisanych na hali produkcyjnej, gdzie bez żenady nazywano ich “po imieniu”. Krótkimi słowami. I to odczytał. Z naszej strony widzę przerażenie i już czuję, że zaraz zaczną go przepraszać. Więc mówię –panie ministrze, staramy się to zwalczać, takie słownictwo, ale teraz tak sobie pomyślałem, że dobrze, że są takie gazetki, bo przynajmniej pan minister może zobaczyć co robotnicy myślą o panu. Bo ja wiem, ale przecież panu nie powtórzę. (Oklaski) Więc, proszę Państwa, dajmy im poznać co o nich myślimy!” (Oklaski).
        Pani Anna Walentynowicz: “A ja chciałam tak króciutko zaapelować do pań. Przez całe dziesięciolecia w PRL-u mówiło się nam o równouprawnieniu kobiet! Faktycznie to zniewalało się tę kobietę. Posadziło się ją do traktoru, posyłało na rusztowania, a właściwie wyizolowano od tego, co ona powinna robić. I równouprawnienie zawsze przynosiło szkodę dla kobiety, bo więcej pracy, razem z mężczyzną czy przy biurku, czy za kierownicą traktora, czy na rusztowaniu z kielnią w ręku, to w domu i tak musiała zrobić. A płaca była zawsze mniejsza. Ja to doświadczyłam na własnej skórze, i sądzę, że pani też.
        W związku z tym kobieta, no cóż ja właściwie mogę. Kobieta, do garków! – tak mówi Wałęsa cały czas. Ale ja chciałam wrócić do dwóch takich faktow: 70. rok, Grudzień na Wybrzeżu polała się krew. Zginęli ludzie. Ile naprawdę zginęło, to dzisiaj nie wiemy. Prasa podawała – 28, a ile, my nie wiemy. I nic się właściwie nie zmieniło.
        Z Gomułki przyszedł Gierek, i skończyło się. Ceny były takie same, a o ceny chodziło, chodziło o ten procent. Proszę zwrocić uwagę, jeżeli kobiety w Żyrardowie wystąpiły, same kobiety, bo załoga kobieca, i ceny zostały wstrzymane. Czyli my coś znaczymy.
        Zreszta drugi taki fakt: stan wojenny, internowanie kobiet. Jednorazowo w Gołdapi ponad 400 kobiet. To się zmieniło, raz więcej, raz mniej, ale było tyle. Potem jeszcze były w Darłówku. I o czym to świadczyło? Mówiono tam wszystkim strażnikom, wojsku, którzy pilnowali, że tu stoi najgorszy element, bo z bronią w ręku chciały obalić ustrój. Trzeba było nas tu osadzić. Proszę, jak władza nas doceniła. Jaką stanowimy siłę. Dlaczego my tej siły nie użyjemy teraz? Choćby dlatego, jak nowy przedmioy do szkoły wprowadzają seks. Przecież to jest nasze zadanie, nas matek, żon – nie dopuścić do tego, bo przecież w Stanach Zjednoczonych mowa jest, że kiedy wprowadzili ten przedmiot nauczania, to powstała wielka demoralizacja, dużo większa, i tam zaniechano, a u nas nie. I my jakoś nie protestujemy. Od nas zależy dużo, bardzo wiele my, kobiety możemy zrobić choćby z tego powodu, że nie honor byłoby rządzącym walczyć z kobietami. A zatem, więcej aktywności, miłe panie! w trosce o swój dom! o dom na dziś i na przyszłość naszych pokoleń! Dziękuję! (Oklaski).
        Mówi organizator spotkania: – Teraz śpiewamy. Najpierw zaśpiewamy, proszę Państwa, nasza pieśń sprzed wojny, z pierwszej wojny światowej, Chałacińskiego (?) słowa, » I Brygada« , 4 pierwsze zwrotki pieśni.
        Mówi organizator spotkania: – Proszę Państwa, jeszcze krótkie ogłoszenie. Zebranie Stowarzyszenia, najbliższe zebranie 10 września o godz. 17. na Karolkowej. A teraz podziękujemy prelegentom. Dziękujemy za miłe przybycie naszych prelegentow z Gdańska i liczymy na dalszą współpracę i prosimy tych chętnych do zorganizowania się do pozostania na sali. (Oklaski)

Poprzednia stronaPełny ekran