L

Za biuletynem Woli i Bemowa “Nasza Nadzieja” Nr 7 z 1997.09.10.:

 Ekologia po polsku

        Był to tytuł spotkania 12.06.1997 r. zorganizowanego przez nasze Ogniwo z Januszem Jerzym i Mirosławem Pilawskim z "Energopolu" S.A. Prelegenci poszukują partnerów we wszystkich środowiskach. Przedstawili wyniki własnych studiów przyczyn skażeń środowiska oraz opracowane oraz siebie metody ich likwidacji.

        Cała energia produkowana przez człowieka jest energią środowiskową, ponieważ jej praźródłem jest Słońce. Dostarcza ono energii i dziś - w ilości 160 tysięcy razy większej niż potrzeby ludzkości. Jednak Słońce jest dobrem powszechnym i trudno byłoby brać pieniądze za obecną jego energię. Dlatego rozrasta się potężny sektor paliwowo-energetyczny, monopolista, eksploatujący energię kopalną Słońca, nagromadzoną w postaci paliw w ziemi. Stąd czerpie zysk, nie zważając, że spalanie tych surowców zanieczyszcza środowisko w 80%. Pozostałe 20% skażeń pochodzi z innych źródeł.

        Zdajemy sobie sprawę, że monopolisty nie da się usunąć. Dzięki presji opinii publicznej wprowadza on jednak filtry i katalizatory. Trzeba więc zająć się pozostałymi 20% skażeń.

        Ustawodawstwo w Polsce jest opóźnione. W innych krajach zrzut wody do rzeki może być tylko powyżej ujęcia. Zastępuje to całe długie ustawy. U nas państwo nie ma obowiązku kupowania energii środowiskowej, jak na Zachodzie. Polskie ustawy energetyczne pisze sektor energetyczny - a więc pisze dla siebie. Tymczasem konieczne jest utworzenie Agencjii Energetyki i Ochrony Środowiska, aby zlikwidować rozbicie na energetykę, oczyszczalnie i zakłady oczyszczania miasta, bo ich rozbieżne interesy nie służą ochronie środowiska. Przykładem są opakowania, jak nizniszczalne butelki plastikowe. Ustawa nakłada obowiązek ich utylizacji, ale nie na producenta, lecz na samorządy. Te zaś, owszem, organizują segregacją, którą dofinansowuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ale brak technologii ich przerobu. W związku z tym posegregowane odpady wywozi się na wspólne usypisko i tam miesza ponownie. Jest to złota żyła dla firm oczyszczania - dostają krocie za sam transport.

        A tymczasem odpady te w 82% złożone są z węglowodorów. Prelegenci opracowali technologię ich utylizacji poprzez termiczną gazyfikację. Nie jest to recykling, czyli uzyskanie tej samej substancji, lecz przetworzenie odpadów na paliwo ekologiczne - gaz złożony z węgowodorów, w całości palny. Wymieszanie odpadów to coroczna strata 450 mln dolarów zysku z takiego paliwa.

        Prelegenci potępiają budowę spalarni, ponieważ spalanie odpadów w postaci nieprzetworzonej wprowadza do atmosfery niezwykle trujące substancje. Nie poprawia sprawy odsiarczanie spalin - powstają hałdy fosfogipsu, które rozmywają deszcze i ponownie roznoszą na całą okolicę i do wód gruntowych. Koszt utylizacji fosfogipsu jest zaś jeszcze wyższy, niż oczyszczanie dymu z komina. Podobnie wychwytuje się inne trucizny. Ale co zrobić z tym szlamem - cisza. Tymczasem odpady bez spalania można przetworzyć, jak wspomniano wyżej, i to z pożytkiem.

        Metodą termicznej gazyfikacji przerabia się również biomasę z oczyszczalni ścieków i wszelkie inne odpady organiczne, w tym zużyte opony. Ekologiczny gaz może być spalany pod kotłem lub przetwarzany na olej opałowy. Pora zmienić nasze ustawy.

Poprzednia stronaPełny ekran