L

Za biuletynem Woli i Bemowa “Nasza Nadzieja” Nr 7 z 1997.09.10.:

Tajemnica główna neo-PRLu: Inflacja

        Od Redakcji: Wzorem wcześniejszych wydań "Naszej Nadziei", nr 2 i 3, publikujemy kolejny tekst nie dopuszczony do druku w oficjalnej prasie od marca 1992 roku. Artykuł Jana Wysokińskiego i Piotra Jaworskiego pt. “Posła Gadomskiego pochwała przestępstwa” przedstawia mechanizm zastosowany przez właścicieli PRLu dla rozwiązania ich życiowego problemu, jaki stanął przed nimi w 1989 r. Dotychczas władczo dysponowali 80 procentami polskiego majątku. Chociaż majątek nie należał do nich formalnie, dysponowanie nim zapewniało im burżuazyjny styl życia dzięki osłonie Armii Czerwonej (tzw. czerwoni książęta). Z chwilą pęknięcia tej osłony, utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji bez wkładu pracy, do której nie przywykli, wymagało zamiany dotychczasowej dysponowalności na własność hipoteczną. Nawet jeśli trzeba byłoby z kimś się podzielić. Ale jak to zrobić? Zastosowano receptę nie nową, przedwojenną, ale skuteczną, sprawdzoną. Oto ona.

        Zdecydowaliśmy się skreślić słów kilkoro z powodu interesujących uwag pana posła Witolda Gadomskiego z Kongresu Liberalno-Demokratycznego co do wspaniałości skutków inflacji drugiej połowy 1989 i początku 1990 roku. W artykule pt. "Gra w biliony" ("Gazeta Bankowa" nr 8 z dn. 23-29.02.1992 r.) pan poseł przedstawił wyliczenie inflacji, która za 7 miesięcy wyniosła 918%, a w skali roku (i tu chyba pomylił się dokładnie dwa razy) - 3148%. Pisze on m.in.:
        "Ta hiperinflacja odegrała pozytywną rolę: zlikwidowała nawis inflacyjny, to jest wymuszone przez lata oszczędności, a także zadłużenie wewnętrzne budżetu w NBP; dostosowała poziom cen do kosztów wytwarzania i do cen światowych, dzięki czemu możliwa stała się wymienialność wewnętrzna złotego."

        Twierdzenia te są o tyle odkrywcze, że inflacja, czyli puszczanie w obieg pustego pieniądza jest w każdym przypadku pobraniem części (może nawet dużej) dochodu od tych, którzy go wytwarzają i przejęcie przez jakąś grupę, która go nie wytwarza (w przyrodzie nic nie ginie, lecz zmienia właściciela). Gdybyśmy mieli w domu maszynkę do drukowania pieniędzy, to również dostosowalibyśmy poziom cen do siły nabywczej pieniądza, likwidowalibyśmy różne nawisy inflacyjne i urynkowiali rolnictwo, a pan poseł Gadomski mógłby w "Gazecie Bankowej" pisać o nas dokładnie to samo i wychwalać pod niebiosy, a my z posłami z KLD rozmawialibyśmy jak finansowo równy z równym.
        Jak ustaliliśmy na wstępie, inflacja jest zjawiskiem korzystnym, a o faktach ustalonych dżentelmeni nie dyskutują, to pozostało nam wyjaśnić, czy jest ona dla wszystkich jednakowo korzystna. W tym celu przeanalizujmy prawo równowagi obiegu pieniądza wyrażone wzorem:

M x V = P x Q

gdzie    M - całkowita ilość pieniądza w obiegu,
            V - prędkość obiegu pieniądza np. w ciągu roku,
            P - poziom cen,
            Q - poziom produkcji krajowej.

Również P x Q = PKB (produkt krajowy brutto; ang. GDP), a stąd

V = PKB : M

czyli szybkość obiegu pieniądza jest ilorazem PKB przez ilość pieniądza w obiegu. P i Q zachowują dużą inercję i w sposób naturalny zmieniają się bardzo wolno, a zatem można je potraktować jako stałe (mogą się zmienić pod wpływem jakiegoś szoku, ale jeżeli nie dodrukuje się pieniędzy, to wrócą po pewnym czasie do normy).
        W warunkach równowagi obiegu pieniądza przyrost masy pieniądza powinien być równy przyrostowi PKB podzielonemu przez szybkość obiegu pieniądza, a także przyrostowi masy towarowej podzielonej przez szybkość obiegu pieniądza i pomnożonej przez poziom cen. To jest podstawowa zasada emisji pieniądza mającego pokrycie w towarach. Przyrost ten winien być równy efektywnemu popytowi, który w normalnych warunkach steruje wzrostem gospodarczym. Odbywa się to w ten sposób, że na efektywny (udowodniony) popyt na kredyt bank drukuje pieniądze (schemat poglądowy) w ilości, którą gwarantuje kredytobiorca. Jeżeli przedsięwzięcie, na które pobrano kredyt, zostanie wykonane, zaowocuje to wzrostem PKB o tę właśnie wielkość kredytu. Mogą się jednak zdarzyć mniej przyjemne przypadki:
        1. kredytobiorca nie wykona przedsięwzięcia, na które pobrał kredyt lub wykona je tylko w części i w ten sposób wyemitowany zostanie pusty pieniądz (inflacja kredytowa);
        2. bank emisyjny wyemituje pusty pieniądz bez zaprojektowanych przedsięwzięć (inflacja skarbowa).
        To drugie nosi znamiona czystego przestępstwa i zwykle prowadzi do hiperinflacji, gdy bank emisyjny jest własnością rządu. Nikt wtedy nie odpowiada za popełnione przestępstwo, gdyż rząd musiałby ścigać samego siebie. Likwidacja tej niedorzeczności była głównym osiągnięciem reform monetarnych Władysława Grabskiego - bank emisyjny stał się własnością spółki, a rząd mógł tylko nadzorować jej działalność. Inflację skarbową można usprawiedliwić jedynie w czasie wojny (deficyt budżetowy).
        Inflacja definiowana jako procentowy przyrost zasobów pieniądza wyraża się wzorem:

I = [(M2 : M1) - 1] x 100 %

gdzie:    M1 - zasoby pieniężne w pierwszym okresie (np. roku)
            M2 - zasoby pieniężne w drugim okresie.
        Jeżeli do tego wzoru podstawimy równanie obiegu pieniądza, to:

I = {{[(P2 x Q2) : V2] : [(P1 x Q1) : V1]} - 1} x 100 %

        Pieniądz pusty oznacza, że produkcja nie wzrosła, czyli Q2 = Q1. Prędkość obiegu pieniądza V jest cechą strukturalną, trudną do zmiany (wiedzą o tym dobrze wszyscy przyjezdni z Zachodu), a więc w przybliżeniu V2 = V1. Pozostało więc tylko P (poziom cen), który jest zewnętrznym objawem inflacji (mogą być i inne przyczyny zmian cen, na ogół jednak odgrywają tylko peryferyjną rolę). A więc wzór uprości się do:

I = [(P2 : P1) - 1] x 100 %

        Najistotniejszym elementem w zjawisku inflacji jest dystrybucja wydrukowanego pustego pieniądza. Prześledźmy sprawę dokładnie. Załóżmy, że premier jakiegoś afrykańskiego kraju każe wydrukować pewną kwotę pieniędzy i przynieść mu do gabinetu. Premier może je wydać dowolnie. Może złożyć zamówienie rządowe np. w celu zmniejszenia bezrobocia, może dać komu zechce, może też wziąć sobie. Łatwo jest wykazać, że jeśli mógł tak sobie wydrukować, to dalsze postępowanie będzie także bezkarne. Gdyby rozdał pieniądze wszystkim, lub rozrzucił z samolotu, inflacja nie miałaby sensu, ale jeżeli rozda pięciu procentom ludności, to te pięć procent przejmie proporcjonalną do inflacji część własności pozostałych 95-ciu procent mieszkańców. Np. jeżeli aktualny zasób pieniędzy wynosił 40 mld dolarów (waluta umowna), a wydruk nowych pieniędzy wyniósł 400 mld dolarów (inflacja 1000%), to ok. 90 % wszystkiego, co było zaoferowane w tym czasie do sprzedaży zostanie przejęte przez te pięć procent ludności. Przejęcie to nastąpi dlatego, że nowo wydrukowane pieniądze w pierwszej operacji użyte są po starych cenach, a inflacja uwidoczni się na rynku dopiero po ich wprowadzeniu. Dlatego też najpierw emituje się pieniądze, a potem rewaloryzuje płace - zmiana własności już nastąpiła. Oczywiście ta zmiana rozkładu własności wskutek hiperinflacji dotyczy całego kraju (zmienia się ustrój) i od tej pory w tym kraju nic pozytywnego już się nie wydarzy, aż kiedyś może to uregulować wojna (rozpad Jugosławii i ZSRR ma też związek z hiperinflacją).
        Przed i po 1989 r. budżet państwa w Polsce stanowił ok. 40% PKB, a w tym właśnie roku 1989, pomimo masowego wydruku pieniędzy, tylko 28% PKB. Oznacza to, że inflacyjne pieniądze gdzieś ginęły nie wchodząc nawet do budżetu. Działo się to na oczach całego Narodu i żaden organ ścigania nie podjął żadnego dochodzenia.
        Co więcej - doczekaliśmy się czasów, w których poseł na Sejm RP na pierwszej stronie poważnego tygodnika pochwala przestępstwo. Godzien uwagi jest również fakt, że szczególnym zbiegiem okoliczności hiperinflację zatrzymano w lutym 1990 r., a więc w tym samym czasie, gdy sejm ustawą usunął z kodeksu karnego art. 134 i 135, dotyczące afer gospodarczych, otwierając drogę do bezkarnej kradzieży majątku narodowego.
        Pan poseł Gadomski zechce sobie przekształcić równanie obiegu pieniądza oraz równanie równowagi sił w przyrodzie, a sam znajdzie przyczyny, dlaczego nie jest możliwe uregulowanie np. kryzysu mieszkaniowego, kryzysu oświaty, służby zdrowia, a także ciągłych strajków czy destabilizacji gospodarki przez rząd za pomocą ciągłego wzrostu cen urzędowych i podatków. Jaki sens mają tzw. "wolne wybory", jeżeli rozkład środków nie odpowiada rozkładowi głosów, a co za tym idzie, także jaki jest sens istnienia parlamentu. Skąd się wzięły tzw. spółki nomenklaturowe oraz tzw. polscy biznesmeni, którzy potrafili przetworzyć "wspólną własność narodową" w swoją, jeszcze przed prywatyzacją? Może pan poseł obliczy, jaką część majątku narodowego przejęli oni za pomocą inflacji?
        Wielu komunistycznych profesorów ekonomii zapewnia nas, że pieniądze drukują się same ("inflacja powstaje sama, bez niczyjej winy"). Maksymalne nominały banknotów w 1989 r. wzrosły z 20 tys. na 200 tys. złotych i ciekawe, jak one same się zaprojektowały. Zgodnie z teorią Lenina będą musieli nam tę "prawdę" powtarzać sto razy, to może za sto pierwszym uwierzymy.
        Zastanawia również niewiedza pana posła Gadomskiego co do kondycji społeczeństwa. Pisze on w tym samym artykule: "W ubiegłym roku pieniędzy nie brakowało ... Do nędzy i głodu, o których tyle jest ostatnio w prasie, naprawdę jeszcze daleko." Spieszymy więc donieść, że już w październiku 1991 r. według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej 1.600.000 rodzin było objętych pomocą społeczną. W województwie łódzkim według danych Sanepidu ok. 60% dzieci jest niedożywionych. Badania Instytutu Gospodarczego SGH wskazują, że w listopadzie 1991 r. 57% badanych gospodarstw domowych określiło swój stan oszczędności jako niepokojąco niski lub zerowy, a 18% gospodarstw było zadłużonych.
        Rozumiemy, że elektorat pana Gadomskiego mieści się w pozostałych 25 % gospodarstw, które oceniły stan swoich oszczędności jako wystarczający lub wysoki, nie usprawiedliwia to jednak niewiedzy pana posła.

        Aneks do Artykułu - Wyliczenie inflacji 1989 i 1990 r.
        Analizując równanie obiegu pieniądza oraz fakt wprowadzania do obiegu banknotów o coraz wyższym nominale, łatwo jest zrozumieć mechanizm inflacji, który polega na tym, że najpierw powstaje zamierzone działanie - wydruk pieniędzy, potem wprowadzenie ich na rynek po tzw. starych cenach i dopiero wtedy objawia się inflacja. W żadnym wypadku ceny nie mogą wzrosnąć wcześniej, niż nastąpi wprowadzenie pustego pieniądza do obiegu (ceny są zawsze równe ilorazowi ilości pieniądza w obiegu i ilości towarów w sprzedaży). Inflacja omawianego okresu, ściślej mówiąc hiperinflacja, obejmowała zasadniczo tylko drugą połowę 1989 r., począwszy od puszczenia w obieg dużej ilości pustego pieniądza przez rząd M. Rakowskiego pod pozorem "urynkowienia rolnictwa", aż do wyczerpania się tych pieniędzy w pierwszych miesiącach 1990 roku i wynosiła około 2000%. Inflacja ujawniona na rynku 1990 roku pochodzi zapewne z wydruku w końcu 1989 roku, bo Balcerowicz od Nowego Roku 1990 podobno już nie drukował pieniędzy.

Tabela 1

 

1989 r.

1990 r.

Suma 1989 r. i 1990 r.

Produkt krajowy brutto, tzw. PKB

(ang. GDP)

81 807 mln $

62 265 mln $

144 072 mln $

Budżet

23 292 mln $

20 657 mln $

43 949 mln $

Inflacja

399 %

580 %

2311 %

Nowo wydrukowany pieniądz pusty

61 355 mln $

51 555 mln $

112 910 mln $

w tym: przepuszczony przez budżet (deficyt budżetowy)

17 469 mln $

17 104 mln $

34 573 mln $

przepuszczony poza budżetem (“na lewo”)

43 886 mln $

34 451 mln $

78 337 mln $

        Inflacja za dwa lata równa się iloczynowi inflacji rocznych. Deficyt budżetowy obliczono przy założeniu, że inflacja dotknęła budżet w takim samym stopniu co PKB.
        Jak widać około 70% pustego pieniądza nie mieściło się w budżecie, a zatem zostało rozdysponowane poza wszelką kontrolą parlamentu i prawdopodobnie również poza wszelką inną kontrolą. Ilość osób, które przywłaszczyły sobie pusty pieniądz, szacuje się na 1,5 do 2 mln ludzi (na ulicy nikomu banknotów nie dawano). Czyli każdy obywatel stracił na ich rzecz około 3000 dolarów, a każdy "obdarowany" zyskał 60 do 70 tys. dolarów, z tego 70 % poza budżetem.

        Opracował: Jan Wysokiński

Redakcyjne postscriptum
        W poprzednim numerze "NN" zacytowaliśmy ulotkę Unii Wolności z maja 1997 r., w której Leszek Balcerowicz potępia hiperinflację 1989 r. Nie robił tego wcześniej, dopiero teraz. Czy dlatego, że ukazały się polskie tłumaczenia książek Miltona Friedmana? Największą zasługą tego autora, laureata Nobla 1976 w dziedzinie ekonomii jest zdefiniowanie inflacji jako przestępstwa z premedytacją ekip rządowych. Czy pan Balcerowicz wcześniej o Friedmanie nie słyszał? Jesteśmy odmiennego zdania. Uważamy, że jako ekonomista, inflację zastosował rozmyślnie, a milczał o jej zbrodniczym charakterze dopóty, dopóki jego lobby nie przejęło polskiego majątku narodowego. Ale dlaczegóż w ogóle odzywa się na ten temat? Sam siebie chce oskarżyć? Chyba nie, ponieważ nadal ukrywa, że to on był twórcą inflacji. Wskazówką są inne jego słowa, o potrzebie "wprowadzenia zabezpieczeń" przed inflacją. Czyżby Wielka Unia Wolności bała się, że następne rządy pójdą w jej ślady i przy pomocy inflacji złupią nowych właścicieli, czyli Wielką Unię? Czy nie dlatego trwa taka personalna walka wewnątrz czerwono-różowej rodzinki o władzę rządową, bo chodzi o prywatny dostęp do banku emisyjnego? Czy Balcerowicz nie grozi jednocześnie domniemanej III władzy, wyposzczonej pseudoopozycji?
        Miarą hipokryzji lobby Wielkiej Unii jest odwracanie ról w hiperinflacji. Od początku pierze się nam mózgi, że to Balcerowicz ją stłumił. W brudną pianę próbuje się wciągnąć nawet Miltona Friedmana, demaskatora inflacji. 1 sierpnia br. w I Programie Polskiego Radia o godz. 1825 korespondent z USA oznajmił, że Friedman był w Polsce za czasów rządów Balcerowicza i chwalił jego poczynania.
        Miarą spustoszenia w umysłach, czy też siły inflacyjnego pieniądza, jest obrona iflacji przemycana nawet do prasy zwanej prawicową. Przykładem jest artykuł "Proinflacyjna polityka" w "Naszej Polsce" nr 35 (101) z 27.08.97., gdzie autor potępia inflację jako wynik głównie deficytu budżetowego, a więc niejako zło konieczne, a nie przestępstwo z premedytacją ("O ile nie można było uniknąć w latach 1989-91 zwiększenia inflacji, to można było znacznie zmniejszyć jej wysokość i skutki"). Prosimy autora o porównanie, ile razy w każdym z lat 1989-1997 inflacja przewyższyła deficyt budżetowy i o ustalenie, co stało się z gigantyczną nadwyżką.

Poprzednia stronaPełny ekran