L

Za biuletynem Woli i Bemowa “Nasza Nadzieja” Nr 2 z 1996.12.12.:

Dlaczego ROP nie powinien być partnerem AW"S"

        Tytuł tego artykułu brzmi jakoś nietypowo, prawda, drogi Czytelniku? Przecież nikt, literalnie nikt, ani spośród naszych przeciwników, ani naszych członków, nie powiedziałby inaczej jak: -Dlaczego ROP nie powinien przystąpić do AW”S”. Ten slogan jest pierwszym zwycięstwem AW”S” i naszych wrogów, w których rękach są środki masowego przekazu. Oswoiliśmy się z tezą, że to ROP przystępuje do Akcji powołanej przez (?), Wałęsę i Krzaklewskiego. A przecież My mamy już swój RUCH, i to znacznie wcześniej spontanicznie stworzony, a nie powołany. Dlaczego to do Naszego Ruchu nie miałyby przystąpić inni? Jeżeli my mamy przystępować, to znaczy, że wyznaczono Nam rolę partii, nie ruchu. Jeżeli staniemy się tylko partią, to polityczny (strategiczny) cel naszych wrogów zostanie spełniony - ROP staje się rop, ruch ogólnopolski zostaje zneutralizowany. Osiągnie nawet kilkadziesiąt miejsc w parlamencie, gdzie będzie miał przeciwko sobie pozostałe 80%, a jeśli zechce zawrzeć jakieś koalicje, to musi wyrzec się swojego programu. Wrogowie osiągają cel okrężną drogą, ale w polityce liczy się tylko skuteczność.
        Przejdźmy do szczegółów, bo może AW”S” nadaje się na koalicjanta?
        Najważniejszym, tytułowym członkiem-założycielem Akcji Wyborczej "S" jest NSZZ "Solidarność". Natomiast podstawowym dokumentem programowym AW"S" jest Uchwała nr 1 VII-go Krajowego Zjazdu tego Związku w Poznaniu w czerwcu 1996 roku. Ktokolwiek chciałby związać się z AW"S", powinien przeczytać go uważnie. Obserwatorzy zachowania władz wykonawczych Związku w ostatnich latach odnoszą coraz częściej wrażenie, że władze te prowadzą działalność o charakterze partyjnym, pozbawioną konsultacji z członkami Związku i traktują ich jako źródło finansowania (składki członkowskie). Działaczom tym Związek jest potrzebny także dla ich uwiarygodnienia w oczach społeczeństwa. Jedyny problem to ich statutowa podległość najwyższej władzy związkowej, jaką jest Zjazd Delegatów. Aby jednak Delegatom na następnym Zjeździe zamknąć usta, na poprzednim Zjeździe podsuwa im się do zatwierdzenia odpowiednio przygotowane uchwały. Tekst Uchwały nr 1 z czerwca 1996 r. jest tak zredagowany, że otwiera przed Komisją Krajową, a praktycznie jej Prezydium i Przewodniczącym pełną swobodę działania w zakresie polityki wyborczej Związku. Wydaje się jednak, że osiągnięcie tego efektu spowodowało niezamierzoną przejrzystość prawdziwych intencji autorów omawianego dokumentu. Bo cóż w Uchwale znajdujemy?
        1. Kluczową tezą, trzykrotnie powtarzaną w Uchwale, jest konieczność kontynuowania reform: Obecny układ sił w parlamencie, ludzie władzy (...) są zagrożeniem dla przebiegu reform; "Solidarność" musi strzec kontynuowania reform, głównym zadaniem na wybory jest obrona prawidłowego kierunku reform.
        Jest to wyjątkowo kuriozalna deklaracja, nadająca całej Uchwale status przełomowy, historyczny. Związek zawodowy zapowiada kontynuację reform, które już po kilku latach doprowadziły do rekordowego bezrobocia, do fikcyjnego zadłużenia i upadłości wielkich zakładów pracy, ich wyprzedaży w cenie niekiedy poniżej 1% wartości i innego mienia narodowego, łącznie w ilości 1/3 całego stanu gospodarki, do uczynienia pracownikami najemnymi prawowitych właścicieli - obywateli Polski, do takiego spadku dochodów tych, którzy jeszcze pracują, że nie są w stanie utrzymać rodziny, wychować i wykształcić dzieci, nawet wtedy, gdy oboje pracują, przy jednoczesnej degradacji szkolnictwa i opieki socjalnej, do kradzieży oszczędności i ZUS-owskich składek z całego życia milionów emerytów, do rozplenienia przestępstwa, niejednokrotnie organizowanego przez degeneratów zwolnionych z milicji i służb specjalnych, chronionych przez pracujących kolegów. Dziś już wiemy, na czym polegają te reformy, zapoczątkowane inflacją, która osiągnęła 2000% ! Dziś już rozumiemy, że inflacja to nie obiektywne, niechciane zło, z którym tamta władza walczyła, ale potajemne, kryminalne działanie rządu, polegające na druku pieniędzy bez pokrycia w produkcji i rozdysponowanie ich wśród "rodzinki". Przeznaczenie wydrukowanych pieniędzy na powszechne podwyżki nie miałoby sensu z punktu widzenia rządowych złodziei. Natomiast "rodzinka", otrzymując do ręki ogromne pieniądze przy starych cenach na rynku, mogła wykupić wszystko, co miało wartość handlową, w krótkim czasie zmieniając strukturę własności w kraju, to znaczy zmieniając ustrój. Skąd po 40 latach komunistycznej biedy nagle w Polsce pewni ludzie znaleźli miliardy na prywatyzację? To nie przypadek, że tylko miasto władzy, stolica, szósty rok przechodzi boom gospodarczy, przy głodowej nędzy reszty kraju.
        I w tej sytuacji Związek deklaruje kontynuację programu, który Naród już przejrzał i uznał za wyniszczający, dwukrotnie odrzucając go razem z twórcami.
        Trzeba tupetu i nieprzeciętnej bezczelności, aby jeszcze raz próbować wciągnąć społeczeństwo w ten program. Trzeba nie mieć krzty honoru i gdy plują w twarz, odpowiadać, że deszcz pada.
        Czy ROP może taki program przyjąć? Nie, ROP tego oszustwa nie podejmie. ROP nie jest organizacją kontynuacji. ROP jest ruchem odbudowy kraju.
        2. W Załączniku do Uchwały czytamy: "Na obszarze polityki i gospodarki, prawa i kultury muszą być realizowane podstawowe zasady i normy moralne". W całej Uchwale brak odwołania się do wartości, które skupiły 10 mln członków Związku w 1980 r. Zasady i normy moralne inne są dla dla Unii Europejskiej promowanej przez Unię Wolności jako zbawienie Polski (aborcja, eutanazja, małżeństwa homoseksualne; w polityce zasada - poprzez pieniądze do władzy), inne dla rodzimej czerwonej burżuazji (poprzez władzę do pieniędzy), często mylonej z komunistami, którzy jeszcze inaczej pojmowali te pojęcia (po trupach do światowej rewolucji i światowej dyktatury). Uchwała nie określa, czyje wartości mają być realizowane w Polsce.
        ROP nie ma takich dylematów. Celem ROP nie jest wprowadzanie nowoczesnych zasad moralnych. ROP jest ruchem odbudowy moralnej kraju z komunistycznej pustyni duchowej lat 1944-1996.
        3. Pamiętni niepowodzeń wyborczych, nic dziwnego, że autorzy Uchwały piszą: "Chcemy zbudować blok wyborczy z tymi, którzy decydują się złączyć dla zrealizowania programu reform", a Komisja Krajowa ma zawrzeć "pakt o nieagresji" z Unią Wolności.
        Nic też niezgodnego z Uchwałą nie stanie się, jeśli do bloku przystąpi Unia Wolności lub wydelegowani jej członkowie. Uwzględniając punkt 1 i 2 możemy nawet mieć pewność, że program Unii w tym nie przeszkodzi, ponieważ jest zbieżny, a raczej identyczny. Program Unii jest znany od sześciu lat. To treść Uchwały Zjazdu Delegatów jest zredagowana później. Jest pisana dla Unii, tak bezbłędnie, że nawet jej człowiek nie zrobiłby lepiej.
        Jeśli ktoś wahałby się, czy "kontynuacja" dotyczy lat rządów Unitów, niech powróci do pierwszego zdania Uchwały: "Obecny układ sił w parlamencie ...". Już wyraźniej nie można podkreślić, że chodzi o reformy sprzed obecnego układu, czyli o reformy Unitów, a właściwie o nich samych - to oni są najlepsi. Bo tak naprawdę, jeśli chodzi o gospodarkę, cytowane zdanie jest “krzywdzące” dla obecnej władzy. Przecież te reformy są kontynuowane z rozmachem (FSO, Stocznia Gdańska itd., następny w kolejce "Ursus" ...). Że tempo tzw. prywatyzacji trochę spadło? A czego spodziewać się po sprzedaniu lub podarowaniu najlepszych przedsiębiorstw? Ale czerwona burżuazja krzywdy nie da sobie zrobić. Oprócz kilkuset zakładów pozostała jeszcze wyborna polska ziemia.
        Można oczywiście zrozumieć Unitów. Można na ich miejscu wręcz szaleć z wściekłości, kiedy po tak wielkiej pracy, tak głębokich przygotowaniach do wyprzedaży, zniszczeniu perspektyw przemysłu i rolnictwa, profity z wyrzedaży zbiera ktoś inny. My jednak wiemy, że są to kłótnie w rodzince. Cel rodzinka ma wspólny.
        Ponieważ ROP nie zachwycił się propozycją przystąpienia do AW"S", zaczyna być coraz głośniej za to potępiany. Powstaje pytanie, do czego jest potrzebna jak najszersza koalicja w tym bloku wyborczym? Czy nie do wchłonięcia i wyeliminowania ROP? Czy nie po to, aby uwiarygodnić sygnatariuszy AW"S", znanych już wcześniej z list agentów? Pytania te nie są bezpodstawne. Pomysł AW"S" zrodził się jako odpowiedź na Umowę z Polską, natychmiast po jej ogłoszeniu przez ROP 3 maja 1996 r. Czy ponadto, za jednym pociagnięciem, AW"S" nie będzie miękkim lądowaniem dla działaczy upadającej Unii Wolności?
        Jeśli nawet Unia nie przystąpi do Akcji Wyborczej "Solidarność" w całości (jej członkowie biorą już udział w pracach AW"S"), program Unii Akcja zrealizuje sama, bez jednego sprzeciwu, bez krytyki siedmiu chudych lat 1989-1993-1996, bo przecież pozostałych uczestników bloku obowiązywać będzie "pakt o nieagresji" z Unią i identyczny z nią program. Czy sygnatariusze AW"S" nie będą mogli się sprzeciwić? Nie! Zgodnie z Załącznikiem Uchwały, p. C.: "Każdy z kandydatów do parlamentu i samorządów podpisuje zobowiązania"). Czy którykolwiek z sygnatariuszy AW"S" czytał ten zapis? A jeśli czytał, co sobą reprezentuje?
        Czy ROP miałby połączyć się z AW"S" i zakończyć swą misję polityczną? Czy po to powstał, aby zapewnić kilku jego działaczom osiągnięcie posad rządowych lub poselskich? Czy miałby odebrać resztę nadziei milionom?
        Wracając do NSZZ "Solidarność", nie wydaje się prawdopodobne, aby całą tę politykę związkową robił Marian Krzaklewski sam jeden, i tylko dlatego, że jest synem działacza Unii Wolności w Rzeszowie.
        Warto zastanowić się, czy przedstawiony w Uchwale program jest programem dwóch milionów członków "Solidarności", czy raczej programem grupki manipulatorów, reprezentantów szerszej grupy interesów, często na etatach związkowych, dodatkowo opłacanych, paradoksalnie, ze składek szeregowych członków i prowadzących antypracowniczą i antynarodową politykę. Po raz kolejny chcących wykorzystać Związek do oszukania społeczeństwa, milczenia i dźwigania narzuconego jarzma kapitalizmu dla wybranych. Pomimo, że miliony ludzi w swojej bezradności rozpoznają już siebie jako niewolników.
        Czy "Solidarność" w swojej masie jeszcze raz podejmie się roli "parasola ochronnego reform", czy raczej okaże się świadoma manipulacji, w której nie chodzi o rolę "parasola", ani o "reformy", lecz zasłonę dymną dla batalii zagłady narodowej?
        Drogi Czytelniku! Czy rozumiesz, czego ROP nie powinien zrobić?

Poprzednia stronaPełny ekran