L

Tekst redakcyjny do biuletynu Woli i Bemowa “Nasza Nadzieja” Nr 8 z 1997 r., który nie został wydany w związku z reorganizacją:

Krótka historia ROP
(z doświadczeń jednego ogniwa)

Lato 1976, okolice Genewy - powołanie Komitetu Obrony Robotników, którego członkami zostają późniejsi politycy ROP, jak Jan Olszewski, Antoni Maciarewicz, Zbigniew Romaszewski i Unii Wolności, jak Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jacek Taylor, Andrzej Celiński, Henryk Wujec, Wiktor Kulerski oraz innych ugrupowań, m.in. Lech i Jarosław Kaczyńscy, Andrzej Milczanowski, Ryszard Bugaj, Dariusz Fikus.

wiosna 1989 - "okrągły stół", zorganizowany przez nurt "pieriestrojkowy" PZPR i eks-członków PZPR, jak Bronisław Geremek, Stefan Bratkowski, Stefan Amsterdamski oraz KOR, z udziałem Jana Olszewskiego i Zbigniewa Romaszewskiego.

czerwiec 1992 - obalenie mitu "Solidarności" i mitu jej przywódcy, tajnego współpracownika SB "Bolka" i zwrócenie sympatii społeczeństwa na ofiary wałęsowskiego odwetu - przyszłych założycieli ROP: Jana Olszewskiego, Antoniego Maciarewicza, Wojciecha Włodarczyka, Piotra Naimskiego.

wybory 1993 i 1995 - tworzenie elektoratu przyszłego ROP-u poprzez hasła narodowe, głównie niepodległościowe i destrukcję obozu wałęsowskiego, m.in. przy pomocy "Gazety Polskiej", rozpowszechnianie filmu "Nocna zmiana" i prezydencką kampanię wyborczą.

11 listopada 1995, Warszawa, ul. Karolkowa 49 - powołanie ROP na bazie komitetów wyborczych Jana Olszewskiego, ze wstępną deklaracją ideową akcentującą niepodległościowy i niepartyjny charakter Ruchu; pierwsze "niedociągnięcia organizacyjne" - rozpoczęcie naboru członków z żądaniem oświadczenia o braku współpracy z tajnymi służbami przed 1989 rokiem, bez pytania o współpracę współczesną (zasadę tę utrzymano do obecnej pory);

7 grudnia 1995 - "Nasza Polska" (nr 12) publikuje wywiad ze współzałożycielem ROP, Zygmuntem Wrzodakiem; oświadcza on, że w najbliższym otoczeniu J. Olszewskiego "są ludzie, którzy nie chcą się zaangażować i prawdziwie działać na rzecz tego Ruchu" oraz: "wszyscy, włącznie z przewodniczącym, muszą być weryfikowani oddolnie. Oddolne wybory do samej góry! Wtedy ROP będzie autentyczny, czysty".

16 grudnia 1995 - nadzwyczajny kongres ROP z "wyborem" władz i przyjęciem statutu. Wybrany na przewodniczącego Jan Olszewski przedstawił własną listę współpracowników. Oświadczył, że przyjęcie tej listy jest udzieleniem mu dalszego kredytu zaufania ("NP" nr 14 z 21.12.95). Listy tej nie weryfikował do dziś żaden pełnoprawny zjazd delegatów. J. Olszewski określił przedłożony statut jako "wielce niedoskonały". Statut utrzymano do obecnej pory, pomimo, że jego wady potwierdziła praktyka :
        - wieloosobowe gremia władz wszystkich szczebli i komisje rewizyjne - powielenie niewydolnego schematu  prl-owskiego z rozmytą odpowiedzialnością - paraliż zarządzania,
        - zrównanie w prawach wyborczych małych ogniw (nawet 7 osób) z dużymi - brak demokracji rozbijający siłę Ruchu. Praktyka wykazała, że ogniwa kilkuosobowe nie mają przy tym żadnej zdolności pracy, żadnych kompetencji, żadnej zbiorowej mądrości, żadnych finansów na akcje plakatowe, na wynajęcie sali do spotkań z działaczami i do dyskusji szkoleniowych, żadnej odporności na absencję chorobową, urlopową i zawodową, żadnych metod selekcji i eliminacji agentów i karierowiczów, że nie są zdolne do samodzielnego bytu,
        - brak zakazu dublowania się ogniw na jednym terenie, powodujący antagonizmy wewnątrzorganizacyjne i rozbijanie elektoratu ROP-u oraz ułatwiający zakładanie ogniw agenturalnych,
        - kadencje trzyletnie władz, powodujące stagnację działalności i brak promocji nowych działaczy,
        - brak określenia procedury zwoływania zjazdów zwykłych i nadzwyczajnych, co sprzyja stagnacji jak wyżej.

styczeń - listopad 1996 - krótkoterminowy rozwój Ruchu, zjazdy okręgowe i konwencje krajowe z okazji rocznic narodowych, na których ogłoszono nie konsultowane z własną organizacją "dokumenty" - Umowę z Polską (3.05.96) i Kartę Niepodległości (11.11.96). Mnogość punktów tych programów zaciemniała program główny i czyniła go nierealnym. Tymczasem do władz okręgowych również dostają się "ludzie, którzy nie chcą się zaangażować i prawdziwie działać na rzecz Ruchu". W Okręgu Warszawskim, który miał być najważniejszym (stołecznym), dochodzi do kompletnego paraliżu decyzyjnego.

grudzień 96 - maj 1997 - wobec umacniania się ROP, podjęte zostają zdecydowane działania, początkowo niezrozumiałe dla członków i elektoratu, później jawnie hamujące rozwój Ruchu:
        - Zarząd Główny nakłada na zarządy wszystkich szczebli obowiązek wypełnienia szczegółowych ankiet personalnych członków tych władz (włącznie z PESEL-em); propagator ankiet, Wojciech Włodarczyk wyjaśnia, że chodzi o weryfikację osób, nie podaje, do czego potrzebny jest PESEL, skoro ROP nie ma dostępu do ewidencji ludności; szereg struktur, szczególnie rzeszowskie, odmawiają podania danych; Ogniwo Wola i Bemowo w Warszawie żąda protokularnego zapisu, że sprzeciwia się takim praktykom, ponieważ nie chce współodpowiadać za zniszczenie ROP-u.
        - W całym kraju trwa centralnie sterowane zakładanie konkurencyjnych ogniw na terenach zagospodarowanych przez duże i prężne ogniwa. Ogniwo Wola i Bemowo składa votum nieufności dla pięciu członków Zarządu Okręgu Warszawskiego, zaufanych A. Maciarewicza (Z. Bradel, T. Markowski, W. Jaźwiński, J. Pająk i P. Śmiałkowski) po rejestracji Ogniwa "Bemowo II", zorganizowanego przez współpracowników SLD i agentów, wprowadzonych do ROP przez Antoniego Maciarewicza. Identyczne votum nieufności składa wkrótce 11 ogniw, skupiających ponad 50% członków Okręgu.
        - Brak organizacji masowych obchodów święta 3 Maja, połączone z utrącaniem inicjatyw oddolnych, w tym oferty bezpłatnego przygotowania programu artystycznego.
        - Ośmieszanie różnych form protestu społecznego w stolicy poprzez celowe niepowiadamianie ogniw o planowanym wydarzeniu lub z wyprzedzeniem pół godziny - każdorazowo osiągnięto niską frekwencję protestu, czasem kilka osób i przekształcenie go w farsę (przykładem pogrzeb trumny z projektem konstytucji).
        - Brak kampanii referendalnej i koordynowanej centralnie kontroli referendum; skierowanie T. Markowskiego, który otrzymał votum nieufności Organizacji, jako reprezentanta ROP do kontaktów z Radiem "Maryja" w sprawie referendum.
        - Wyciszenie głównego punktu programu, jedynego wyróżnika ROP-u na scenie politycznej, czyli uwłaszczenia Narodu całym majątkiem, włącznie ze zrabowanym (rozwiązano nawet zespół, który zajmował się uwłaszczeniem).
        - Nie opracowano strategii kampanii wyborczej i centralnej koordynacji; nie zorganizowano zapowiadanego przed rokiem kongresu ROP. Kongresy, jako wydarzenia publiczne, służą promocji ugrupowania i jego programu.
        - Poświadczanie nieprawdy przez przewodniczącego ROP-u ("Nasza Polska" nr 23 z 4.06.97) o "dynamice, którą gospodarka otrzymała na początku lat 90", kiedy właśnie plan Sorosa-Sachsa-Balcerowicza zniszczył polską gospodarkę w stopniu takim jak II wojna światowa oraz nieprawdy o dobrej woli tzw. opozycji przy "okrągłym stole", którą komuna wykorzystała do rzekomej naprawy gospodarki.
        - Jarosław Kaczyński na łamach pisma "Arcana" (nr 6/96) sugeruje, że Jan Olszewski w latach 60-tych był zastępcą Jana Józefa Lipskiego, szefa masonerii oraz że obalenie rządu 4 czerwca 1992 r. służyło nie tylko zniszczeniu mitu "Solidarności", ale również było potrzebne J. Olszewskiemu do wzbudzeniu sympatii społeczeństwa i wypłynięcia na scenę polityczną.

czerwiec 1997 - Zarząd Główny dokonuje podziału Okręgu Warszawskiego na dwa: Stołeczny i Wojewódzki, w którym mianuje (bez zjazdu i wyborów) zarząd złożony z osób, które otrzymały votum nieufności od wyborców. Ogniwa terenowe podejmują starania o uwzględnienie ich kandydatów do parlamentu, uzyskanie pełnych list kandydatów (bezskutecznie z wyjątkiem nazwiska J. Olszewskiego) i możliwość opiniowania osób zgłoszonych przez Zarząd Główny.

lipiec 1997 - decyzją Zarządu Głównego zarządy wojewódzkie stają się sztabami wyborczymi; przy tworzeniu list kandydatów na senatorów ROP wchodzi w koalicję AW"S", a w Warszawie również z Unią Wolności, wystawiając tylko jednego kandydata, który publicznie popiera Władysława Bartoszewskiego z UW. Od decyzji Zarządu Głównego odcina się Zygmunt Wrzodak i wraz z Komisją Fabryczną "Solidarności" w Ursusie ogłasza poparcie dla dwóch innych, niezależnych kandydatów. Z długiej lista posłów ROP w Warszawie ujawniono drugiego - przybywa Jarosław Kaczyński z konkurencyjnego Porozumienia Centrum, mimo jego oświadczeń, że nie nie wejdzie do klubu parlamentarnego ROP-u. Zarząd Główny poleca zbieranie podpisów społeczeństwa pod niewypełnianymi (czyli in blanco) listami kandydatów ROP-u do parlamentu, wbrew elementarnym zasadom prawnym i moralnym.

sierpień 1997 - Krajowy Sztab Wyborczy ROP rejestruje nieznane członkom listy kandydatów na posłów i ogłasza w prasie, że były konsultowane z ogniwami terenowymi. Na listach umieszczono trzech członków byłego Zarządu Okręgu Warszawskiego, pozbawionych mandatu zaufania przez Organizację, w tym Z. Bradel, którego współpracę z SLD i destrukcyjną działania w ROP potępiało własne jego Ogniwo w Piasecznie. Zostaje ujawniona próba dodatkowej malwersacji list wyborczych przez pełnomocnika ROP do spraw list, Antoniego Maciarewicza. Do siedziby Zarządu Głównego ROP na nazwisko Wojciecha Włodarczyka, głównego zaufanego J. Olszewskiego, nadszedł z Ameryki nocny faks, w którym organizacja masońska powiadamia go, że najbliższe spotkanie tej organizacji w Warszawie odbędzie się w jego mieszkaniu.

Zakończenie. Odbyły się wybory A.D. 1997. W naiwnym przekonaniu milionów ludzi wszystkich elektoratów, wreszcie wszystko będzie naprawione. Tymczasem zrobiono wszystko, aby wyborcy nie wiedzieli, że trwa kryzys i dopóki nie powstaną przeciwko oligarchii, wybory zawsze wygra oligarchia, a oni pozostaną w biedzie. Jaką rolę polityczną miał odegrać ROP w założeniach jego liderów? Na podstawie opisanej historii możemy wyciągnąć już jasne wnioski. Nie są one radosne dla wszystkich, których imaginacja stworzyła dziecko nadziei, ROP jako jedyny ratunek Polski. Nie jest łatwo rozstać się ze swym dzieckiem, ze swoją nadzieją. Ale decyzję każdy musi podjąć sam.

Poprzednia stronaPełny ekran